Recenzja Koss Porta Pro Wireless

Koss Porta Pro Wireless

Koss Porta Pro Wireless to nowa, bezprzewodowa wersja słuchawek, które chociaż są ogólnie znane, to mimo wszystko wymagają pewnego wprowadzenia. Otóż jeżeli istnieje jakiś produkt, który można uznać za jedną z ikon popularnego, przenośnego sprzętu audio, to z pewnością będą to właśnie Koss Porta Pro w swojej oryginalnej, kablowej wersji. Model ten wprowadzony został ładnych parę lat temu, czyli w 1984 roku i jest – z drobnymi zmianami – produkowany aż do dzisiaj. Sam fakt, że słuchawki te utrzymały się bez znaczących modyfikacji tyle czasu na rynku naprawdę powinien dać do myślenia.

Proszę też wziąć pod uwagę chociażby to, że w międzyczasie zmieniły się główne standardy w branży audio: płyta CD najpierw stała się swoistym wzorcem, by potem zostać zastąpioną przez pliki i streaming. W międzyczasie do łask wrócił też winyl. Pojawiły się także wysokiej klasy cyfrowe odtwarzacze przenośne. Wymieniać można by naprawdę długo. W każdym bądź razie – zmieniło się wiele. A tymczasem Koss Porta Pro jak były, tak są dalej na rynku.

Jeszcze bardziej interesującym jest pewien drobny szczegół. Otóż w momencie ich wprowadzenia na rynek, czyli przeszło trzydzieści lat temu, Koss Porta Pro były określane, jako: „high-end supra-aural stereophone model”. „Supra-aural” znaczy tyle, co „nauszne”, natomiast określenia „high-end” chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć. To też kolejny, dający do myślenia szczegół.

Koss – kilka słów historii

Warto też nadmienić, że firma Koss nie jest pierwszym lepszym producentem sprzętu audio. Bo nie dość, że istnieje od 1958 roku, to jeszcze ma bardzo bogatą tradycję i na koncie kilka innych ciekawych produktów. Przykładowo w 1990 roku firma wprowadziła ESP950, czyli słuchawki elektrostatyczne, pokazując tym, że nie boi się tej technologii. Jednocześnie, cofając się w czasie, czyli do 1969 roku – można znaleźć kolejną ciekawostkę. Otóż to właśnie słuchawki tej firmy znalazły się na wyposażeniu prezydenckiego Air Force One. Na pokładzie znalazło się wtedy około 50 słuchawek Pro/4.

Wracając tymczasem na ziemię i do czasów obecnych – najnowszym produktem firmy jest Koss Porta Pro Wireless. Czyli mówiąc w skrócie – Porta Pro w odsłonie bezprzewodowej. Patrząc poprzez pryzmat pierwowzoru oraz firmy, jaka go wyprodukowała – można mieć dość wysokie oczekiwania. A pytanie, czy wersja Wireless te oczekiwania spełnia będzie pytaniem zasadniczym.

Koss Porta Pro Wireless – budowa i wygoda użytkowania

Jeżeli chodzi o konstrukcję – to Koss Porta Pro Wireless w znacznej mierze bazuje na wersji kablowej. Producent nie ingerował w żaden sposób ani w konstrukcję metalowego pałąka, ani samych słuchawek. Bo te pozostają – przynajmniej wizualnie – niezmienione w stosunku do wersji kablowej. Zmiany natomiast zaszły w obrębie samego kabla. Bo teraz łączy on jedną słuchawkę z drugą. Na samym kablu znalazły się zaś dwa elementy. Jeden, większy, to akumulator. Drugi, to z kolei element zawierający przyciski do sterowania, diodę informującą o stanie pracy urządzenia oraz port micro-USB do ładowania.

Koss Porta Pro Wireless

Trzeba tutaj wyraźnie zwrócić uwagę na pewną rzecz: można by z jednej strony powiedzieć, że producent poszedł na skróty. I po prostu wziął wersję kablową, modyfikując ją tak, aby uzyskać słuchawki działające bezprzewodowo. Myślę jednak, że tutaj chodziło o coś innego. A konkretnie: chciano pozostawić słuchawki w jak możliwie niezmienionej formie. Proszę na to poparzyć w szerszym kontekście, zwłaszcza tego, ile model Porta Pro jest już na rynku. Zmiana czegoś, co już jest dobre – nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty.

Wracając zaś do samych słuchawek: w zestawie dostajemy twarde, estetyczne etui i utrzymany w kolorystyce całego zestawu kabel USB.

Koss Porta Pro Wireless

Podobnie, jak w przypadku wersji kablowej, słuchawki można bardzo szybko i wygodnie złożyć. Zajmuje to dosłownie chwilę. Co ciekawe, futerał na słuchawki może wydać się zaskakująco mały, jednak mieszczą się one w nim bez najmniejszego problemu.

Koss Porta Pro Wireless

Niska masa, przemyślana konstrukcja – o ergonomii słów kilka

Kolejną rzeczą, która aż się prosi o oddzielne omówienie – jest wygoda użytkowania. Słuchawek po prostu nie czuć na głowie. W tym aspekcie, Koss Porta Pro Wireless może być traktowany, jako pewien poziom odniesienia dla innych, także droższych słuchawek. Jest to ciekawe o tyle, że konstrukcja sama w sobie jest, można by rzec, banalnie prosta. Prosta, lecz najwidoczniej dogłębnie przemyślana. Warto tylko przy zakładaniu słuchawek zwrócić uwagę na to, aby kabel był z tyłu głowy. Tam jest jego miejsce i w tej konfiguracji słuchawki spisują się pod względem ergonomii najlepiej.

Koss Porta Pro Wireless

Jeszcze kilka słów o funkcjonalności samych słuchawek. Nie uświadczymy tutaj systemu wyciszania szumów otoczenia, ale to i tak konstrukcja pół-otwarta, w dodatku nauszna. Doskonale się natomiast Porta Pro spisują, jako zestaw słuchawkowy – z czytelnością rozmów nie było żadnych problemów. Podobnie, jak z parowaniem słuchawek z różnymi źródłami. Wszystko po prostu działa, beż żadnych przygód.

Możemy też dopasować nacisk słuchawek na uszy, tak jak w kablowym pierwowzorze. Funkcja ta nazywa się Comfort Zone, ma ona trzy ustawienia nacisku i po prostu działa zgodnie z przeznaczeniem.

Producent deklaruje czas pracy na w pełni naładowanym akumulatorze w zakresie ok. 12 godzin i można to potwierdzić. Zasięg Bluetooth w praktyce spokojnie zaś wynosił ponad 8 metrów, co też jest dobrym wynikiem.

Jak grają Porta Pro w bezprzewodowej odsłonie?

Prawda jest taka, że o pierwowzorze napisano wiele. Natomiast zostawiając oryginalne Porta Pro z boku, przyjrzyjmy się z bliska temu, co potrafi wersja bezprzewodowa.

Słuchawki te już po założeniu na głowę zdradzają swój charakter. Co ciekawe, jest to takie brzmienie, które może się podobać już po chwili, a po dłuższym czasie nie będzie ono męczyć. Bo o ile Koss Porta Pro Wireless gra zdecydowanie po cieplejszej stronie mocy, to dzieje się też tak, że ich ogólny charakter nie kłóci się zazwyczaj w żaden sposób z muzyką. To pierwsza rzecz.

A w dłuższej perspektywie…

Drugą, którą zauważamy po nieco dłuższym odsłuchu będzie to, że słuchawki te są w znacznej mierze odfiltrowane z wszelakich przejawów natarczywości i jaskrawości. A przy tym mają zaskakująco, można by rzec, bogatą prezentację. To ostatnie wymaga zdecydowanie szerszego omówienia. Otóż jest dużo tanich słuchawek, zwłaszcza bezprzewodowych, gdzie dość wyraźnie słychać, że sygnał jest mocno przetworzony. A przez to znacznie odfiltrowany ze szczegółów, czy też z barwy. Tutaj mamy jednak sytuację nieco inną. Oczywiście, mówiąc obrazowo, Koss Porta Pro Wireless pod względem separacji i powietrza nie są elektrostatem, to się po nich spodziewać i tak nie można. Z drugiej zaś strony, przy ich radosnym charakterze brzmienia i nieco schowanej średnicy taki charakter brzmienia wcale nie przeszkadza.

Jednocześnie wcale nie jest też tak, że Porta Pro coś w brzmieniu w jakiś radykalny sposób ukrywa. Jest to szczególnie interesujące w kontekście barwy. Jest ona zdecydowanie ciepła. Droższe słuchawki mają lepiej, wyraźniej zdefiniowaną górę pasma. Można też uznać, że środek jest nieco przydymiony, ma własną paletę kolorów, zdecydowanie po pastelowej stronie. Lecz jednocześnie przy nieco cofniętej średnicy dalej słychać zaskakująco dużo, zwłaszcza, jak na taki charakter brzmienia.

Utwór „Somebody’s Daugter” Tasmin Archer zabrzmiał na tyle przekonująco, że można wybaczyć pewne niedostatki separacji i lekkie oddalenie wokalu, które i tak występuje na tym utworze.

Koss Porta Pro Wireless – gęste, spójne brzmienie

Co także wytłumaczalne – zwłaszcza w tej cenie – Porta Pro Wireless nie rozbierają muzyki na czynniki pierwsze. Nie analizują poszczególnych planów, tego, co się dzieje, gdzieś daleko w scenie. Tutaj mamy bardziej jeden, gęsty, spójny przekaz. Jednocześnie mamy też ponadprzeciętnie nasyconą, angażującą barwę. I naprawdę dobre, jak na takie gęste brzmienie, pokazanie szczegółów, tego, co się dzieje na bliższych planach. To dość szczególna kombinacja, zwłaszcza w tej cenie. Trzeba to podkreślić, bo mogłoby się wydawać po opisie brzmienia, że słuchawki rzucają na dźwięk swoisty koc. A to nie jest do końca prawdą.

Na Depeche Mode „It’s No Good” bardzo łatwo można było wychwycić charakterystyczną barwę i aurę tego nagrania. Oczywiście – droższe słuchawki pokazują takie rzeczy lepiej i dobitniej. Natomiast tutaj istotne jest to, że został zachowany całościowy klimat.

Interesującym podzakresem w tych słuchawkach jest też bas. Bo wcale nie jest on ani w jakiś sposób mocno podbity, ani poluzowany. Bo jeżeli się bardziej wsłuchać, to na pełnej syntetycznych basowych impulsów płycie Chcicane „Far From the Maddening Crowds” bas jest nawet pół kroku w stronę kontroli i sprężystości. Na „Leaving Town” dopiero około dwukrotnie droższe słuchawki pokazują więcej. I naprawdę to będzie doszukiwanie się trochę na siłę.

Koss Porta Pro Wireles maja też dość szeroką scenę, chociaż jest ona generowana bardziej w głowie, raczej na linii słuchawek, aniżeli gdzieś w szerszej przestrzeni. Co oczywiście ma to swoje wytłumaczenie, bo przetworniki nie są tutaj w żaden sposób odchylone, czy oddalone od uszu. Z drugiej strony – słychać też, że nie są to słuchawki zamknięte. Bo to przecież w zasadzie słuchawki półotwarte i to po prostu słychać, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Koss Porta Pro Wireless

Koss Porta Pro Wireless – patrząc całościowo

Owszem, słuchawki te grają, czy też interpretują brzmienie nieco po swojemu. Natomiast, po pierwsze – taka prezentacja w jakiś przedziwny sposób nie wchodzi w drogę muzyce. Po drugie zaś, mam takie nieodparte wrażenie, że gdyby Koss zaczął coś kombinować z sygnaturą brzmienia, i na przykład chciał na siłę zrobić inne słuchawki – to miałoby to ogromny potencjał na katastrofę.

Jest jeszcze druga, jeszcze ciekawsza, strona medalu. Otóż, wcale nie dziwi, że kablowa wersja Porta Pro istnieje na rynku już tyle czasu. I dalej się ponoć całkiem nieźle sprzedaje. Bo jest też tak, że do takiej prezentacji zdecydowanie łatwiej się jest przyzwyczaić, aniżeli do słuchawek o sygnaturze zdecydowanie jasnej. Te ostanie po pewnym czasie zaczną po prostu męczyć.

W przypadku recenzowanych Porta Pro Wireless nie ma tego problemu. Należy też wziąć pod uwagę, że ich klient docelowy to raczej nie będzie ktoś, kto z pietyzmem i uporem maniaka wymienia lampy we wzmacniaczu, aby dopasować jego sygnaturę do reszty toru. To bardziej ktoś, kto chce po po prostu kupić słuchawki, które w tej cenie pozwolą się cieszyć muzyką, bez wnikania zbytnio w „audiofilskie”, można by rzec, detale. A do tego Porta Pro Wireless wydają się być, podobnie jak ich wersja kablowa, stworzone.

Oczywiście, kwestia umieszczenia dodatkowych elementów na kablu, jak i sam fakt, że zastosowano takie, a nie inne rozwiązanie w tym zakresie może być dla niektórych dyskusyjna, natomiast prawda jest taka, że słuchawki te po prostu bronią się całościowo, bo bronią się i wygodą użytkowania i brzmieniem.

Cena: 333 PLN
Strona produktowa: https://www.tophifi.pl/sluchawki/sluchawki-nauszne/koss-porta-pro-wireless.html
Dystrybutor: Audio Klan http://www.audioklan.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*