Recenzja Audio Analogue AAcento

Audio Analogie AAcento

Recenzja AudioAnalogue AAcento. Tytułem wstępu – kilka słów o firmie

Audio Analogue to jedna z tych marek, jaką audiofile z dłuższym stażem mogą zapewne pamiętać z czasów, kiedy Internet był jeszcze w powijakach, a recenzje sprzętu czytało się głównie w ilustrowanych magazynach. Ta ciekawa skądinąd firma została założona w 1995 roku w Toskanii, natomiast na polskim rynku pojawiła się z początkiem lat dwutysięcznych. Już wtedy zdobyła swoją renomę i była kojarzona z urządzeniami, które nie tylko dobrze brzmiały, ale także oferowały ciekawe rozwiązania konstrukcyjne przy w miarę rozsądnych cenach.

Zwracam tutaj uwagę na pewien rys historyczny, dlatego, że nie jest to de facto nowa marka, a raczej firma, która ma tak naprawdę spore doświadczenie
w projektowaniu i budowie elektroniki. Zdążyła sobie jednocześnie przez lata wypracować swoje rozwiązania, którym wierna jest do dziś. Jest to szczególnie istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, Audio Analogue wróciło w zeszłym roku na polski rynek, co zawdzięczamy jej nowemu dystrybutorowi, firmie Sound Source.

Po drugie, pamiętając dawne urządzenia tej firmy i patrząc na to, co teraz ma do zaoferowania, można wyciągnąć bardzo ciekawy wniosek. Otóż trudno oprzeć się wrażeniu, że oferta tej firmy ewoluowała w dobrą stronę i po prostu idzie z duchem czasu. I koncepcyjnie, i funkcjonalnie i także – wzorniczo.

Dlatego też warto urządzeniom firmy Audio Analogue przyjrzeć się także od strony brzmieniowej. Zaczniemy tym razem od urządzenia, które jest najtańszym w ofercie wzmacniaczem zintegrowanym tej firmy. Chodzi oczywiście integrę AAcento, która otwiera ofertę wzmacniaczy zintegrowanych firmy Audio Analogue.

 

Audio Analogue AAcento i jego wygląd – przejść obojętnie się nie da

Bądźmy szczerzy: wzornictwo wzmacniacza dość dobitnie świadczy o kraju jego pochodzenia. Oczywiście, o ile można by teraz przytoczyć slogan, że „de gustibus…”, to faktem będzie, że zarówno wygląd tego wzmacniacza, jak i jego wykonanie – robią po prostu wrażenie. Dawno nie spotkałem się też z urządzeniem, które wzbudzałoby aż takie zainteresowanie swoim wykonaniem, jak ten akurat wzmacniacz. Naprawdę, jest to jeden z tych wzmacniaczy, który na żywo wygląda jeszcze lepiej, niż na zdjęciach. Dodajmy do tego jeszcze znakomite wykonanie, zarówno, jeżeli chodzi o dobór elementów, jak i ich spasowanie. I wtedy będziemy mieć wrażenie, że – przynajmniej od strony wzorniczej i mechanicznej – jest to produkt kompletny. Ponadto, o ile we wzornictwie tego wzmacniacza czuć włoski polot, to jest ono ta takim poziomie, że wzmacniacz ten powinien skomponować się z naprawdę różnymi wariacjami aranżacji wnętrz.

 

Konstrukcja i funkcjonalność – równie ciekawe

Jeżeli przyjrzymy się specyfikacji AAcento, to tutaj także znajdziemy parę interesujących detali. Producent deklaruje moc 100W na kanał przy obciążeniu 8 omów. Co ważne, i jednocześnie wcale nie takie oczywiste, wzmacniacz tą moc podwaja do wartości 200W na kanał przy obciążeniu 4 omów (i obciążeniu jednego kanału). Zazwyczaj w przypadku wzmacniaczy zintegrowanych, a także wielu – nawet dużych i drogich – końcówek mocy jest tak, że wartość mocy przy obciążeniu czterech omów jest tylko kilkadziesiąt procent wyższa, aniżeli ta dla ośmiu. Tak naprawdę tylko najlepsze konstrukcje tą moc podwajają wraz ze spadkiem obciążenia o połowę. Świadczy to tutaj nie tylko, o jakości samego zasilania, co także o tym, że konstruktorzy nie poszli na skróty.

Powyższe jest w tym konkretnym przypadku o tyle interesujące, że wzmacniacz ten nie posiada także globalnej pętli sprzężenia zwrotnego. Nie jest to klasyczna topologia tranzystorowego układu wzmacniającego z parą różnicową na wejściu, gdzie cały układ wzmacniacza został objęty pętlą ujemnego sprzężenia zwrotnego.

Audio Analogie AAcento

Ciekawe rozwiązania układowe

Wzmacniacz, a i owszem, posada parę różnicową na wejściu, ale jedna jej połówka wcale nie jest wykorzystywana do wprowadzenia sygnału z pętli NFB. Te dwa fakty już w dość wyraźny sposób nakreślają to, że konstrukcyjnie jest to bardzo ciekawe urządzenie. Bo z jednej strony jest zbudowane niezwykle solidnie, chciałoby się rzec – książkowo.

Z drugiej zaś strony AAcento nie ma globalnej pętli NFB. A przecież posiada ją jednak zdecydowana większość wzmacniaczy solid state-na rynku, zwłaszcza w tej cenie. A przy tym podwaja moc na obciążeniu 4 omów. Ta akurat kombinacja daje dużo do myślenia i całkiem skutecznie zaostrza apetyt na odsłuch.

Zanim jednak do tego przejdziemy, przyjrzyjmy się funkcjonalności samego AAcento. Bo funkcjonalność ta zdecydowanie idzie z duchem czasu i może się podobać. Przede wszystkim producent zdecydował się na zastosowanie scalonej drabinki rezystorowej, zamiast potencjometru. Takie rozwiązanie ma nie tylko tą zaletę, że drabinka taka zawsze będzie mieć doskonałą liniowość. Tutaj chodzi też o to, że można, korzystając z takiego rozwiązania, zrobić to, co Audio Analogue akurat właśnie w AAcento zrobiło. Otóż w tym wzmacniaczu mamy do dyspozycji cztery różne skale sterowania głośnością. Jest to niesamowicie przydatne w kontekście dopasowania tejże skali do kolumn o rożnej skuteczności. Dzięki temu rozwiązaniu, możemy ustawić tą skalę tak, że będziemy przy codziennym słuchaniu poruszać się w środku jej zakresu. A nie tylko pomiędzy, ujmując rzecz obrazowo, między godziną 9-tą a 11-tą. Ma to niebagatelne znaczenie w praktyce i jest głębokim ukłonem w stronę słuchacza.

Minimalistyczny przedni panel

Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że wzmacniacz informuje o głośności za pomocą białych diód świecących a na przednim panelu znajduje się niewiele, bo tak naprawdę, oprócz potencjometru głośności – tylko gniazdo słuchawkowe 6.3mm. Tutaj kilka słów na temat tego, co znajdziemy w przypadku najtańszego wzmacniacza Audio Analogue na pokładzie. Otóż AAcento ma na pokładzie nie tylko niezależny przedwzmacniacz słuchawkowy, ale także pełnoprawny przedwzmacniacz gramofonowy. Ten ostatni obsługuje zarówno wkładki MM, jak i MC.

Audio Analogie AAcento

Zerkając z kolei na tylną ściankę, to jej uporządkowanie oraz jakość gniazd powinna być wzorem dla wielu urządzeń w tej klasie. Znajdziemy tutaj także, oprócz wejść RCA, także jedną parę wejść XLR. I to faktycznie przez to gniazdo powinniśmy ten wzmacniacz podłączać ze źródłem. Nie powinno to rodzić dodatkowych dylematów, ze względu na fakt, iż zdecydowana większość źródeł w cenie AAcento (a nawet o połowę niższej), posiada wyjścia zbalansowane.

Audio Analogie AAcento

Mistrz drugiego planu – pilot

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze inną rzecz. Są pewne drobne detale, które odróżniają kolejny sprzęt, kolejny wzmacniacz, czy też przetwornik od wielu innych, tylko pozornie mu podobnych. Jednym z takich detali jest tutaj pilot zdalnego sterowania. W przypadku urządzeń firmy Audio Analogue dostajemy niezwykle gustownie i przy tym dokładnie wykonaną bryłę z metalu. Zwracam na to szczególną uwagę, bo to jest takie przysłowiowe postawienie kropki nad „i”, jeżeli chodzi o podejście do wzornictwa. Pamiętajmy też przy tym, że właśnie cała konfiguracja wzmacniacza, wybór krzywych głośności, trybu pracy przedwzmacniacza gramofonowego dokonujemy właśnie za pomocą pilota. Dlatego lepiej go nie zgubić.

Audio Analogie AAcento

 

Audio Analogue AAcento – brzmienie

Wiele zostało powiedziane i napisane o tym, jak rzekomo grają urządzenia bez globalnego sprzężenia zwrotnego. I jednocześnie z każdym nowym wzmacniaczem, które tego akurat globalnego sprzężenia nie posiada możemy się upewnić w tym, że stereotypy to jedno, a praktyka to drugie. Owszem, AAcento wykazuje pewne cechy brzmieniowe, jakie można by z takimi, a nie innymi decyzjami konstrukcyjnymi powiązać. Lecz jednocześnie nie są to powiązania aż tak oczywiste i równie dobrze można by się powodów takich, a nie innych cech brzmieniowych dopatrywać w czymś zupełnie innym.

AAcento to wzmacniacz tranzystorowy. I gra, jak dobry, a nawet – bardzo dobry – wzmacniacz tranzystorowy. Czuć tutaj w brzmieniu, że ktoś się mocno pochylił nad tym, żeby balans pomiędzy definicją każdego dźwięku, a plastycznością całego obrazu dźwiękowego znalazł się w odpowiednim miejscu. Przy czym nie jest to też wzmacniacz, który stawia na chirurgiczną precyzję i separację. Droższe urządzenia mają do zaoferowania więcej pod tym względem. Jednak w przypadku AAcento wcale jednak nie o to chodzi. Tutaj postawiono na balans pomiędzy wszystkimi aspektami reprodukcji, jednak uzyskany przez taką kombinację czynników, że jeżeli ktoś ten akurat konkretnej kombinacji będzie szukał – to może ten wzmacniacz wybrać nawet zamiast droższych urządzeń. Bo wcale bym nie powiedział, że jest to wzmacniacz jednoznacznie lepszy od droższego Puccini Anniversary. Bo tamten gra po prostu inaczej. Oferuje inną estetykę dźwięku, inaczej rozłożone akcenty.

 

AAcento w kontekście innych urządzeń

Jeżeli wepniemy Audio Analogue AAcento bezpośrednio po ciepło, miękko grającej lampie to zauważymy kilka rzeczy. Brzmienie jest bardziej twarde. Czuć, że to tranzystor i słychać, że wzmacniacz tutaj nie symuluje urządzenia, którym z racji swojej specyfiki po prostu nie jest. Jednocześnie ten charakter może się podobać. Urządzenie gra bardzo pewnie, czuć, że – pomimo teoretycznie niskiego współczynnika tłumienia – całkiem nieźle radzi sobie z kontrolą głośników. Tutaj nie ma mowy o jakimś poluzowaniu dźwięku, czy utracie kontroli nad niskimi częstotliwościami.

Jeżeli ktoś np. słuchał pierwszych wzmacniaczy Densena, które też nie miały globalnego sprzężenia zwrotnego, to AAcento jest w stosunku do nich sporym krokiem do przodu. Po prostu kontrola nad dźwiękiem jest wyższym poziomie. Utwór „Budgie” Hansa Zimmera z Soundtracku do filmu „Rush” został przekazany z zachowaniem dynamiki i sprężystości impulsów basowych. Ale, co równie istotne, zachował też swoją bardzo specyficzną barwę i aurę pogłosową. Podobnie wokale, oraz ogólna rytmika na płycie Alanis Morisette „Jagged Little Pill” mogły się podobać.

Tutaj bezpośrednio dochodzimy do tego, co ten wzmacniacz robi dobrze: otóż zachowuje bardzo dobrą rytmikę nagrań, w sensie przekazania tak zwanego PRaT (Pace, Rhytm and Timing). A przy tym, jest to wzmacniacz, który gra mocnym, zdecydowanym środkiem. Nie twierdzę jednocześnie, że skraje pasma są w jakiś sposób wycofane. Takiego efektu tutaj nie ma, natomiast sam nacisk w brzmieniu został postawiony na pewnego rodzaju bezpośredniość, na oddanie emocji.

I właśnie tutaj, bym się doszukiwał zalet konstrukcji bez globalnego sprzężenia zwrotnego. Czyli też w zachowaniu pewnych drobnych, acz istotnych zależności czasowych w muzyce. Chociaż tak naprawdę to nie jest jedyna cecha brzmienia AAcento, która może sugerować takie a nie inne decyzje konstrukcyjne.

Audio Analogue AAcento

Przestrzeń i projekcja detali

Bo także stereofonia, generowanie przestrzeni przez ten wzmacniacz wymaga specjalnego omówienia. W zależności od użytych kolumn, i oczywiście reszty toru, będziemy mieć pierwszy plan albo na linii głośników, albo lekko za nią. Wzmacniacz dobrze radzi sobie z szerokością sceny. Natomiast o ile lekko zacieśnia i przybliża do siebie dalsze plany, to wcale też nie zaciera tego, co jest dalej. Jednocześnie bardzo naturalnie pokazuje detale, wszystkie „przeszkadzajki” w dźwięku. I co istotne, nie przez ich wyeksponowanie, a bardziej naturalną umiejętność wplecenia w właściwy nurt muzyki. Doskonale zabrzmiały obie pierwsze solowe płyty Annie Lennox. I jednocześnie różnie od siebie, bo to przecież dwie różne realizacje.

 

Dodatkowe atrakcje na pokładzie – wzmacniacz słuchawkowy oraz przedwzmacniacz gramofonowy

W przypadku możliwości AAcento w zakresie napędzenia słuchawek to można powiedzieć tak: świetnie się on sprawdzi z dobrymi słuchawkami, które nie kombinują nic z charakterystyką. Pamiętajmy, że wzmacniacz słuchawkowy jest także pozbawiony sprzężenia zwrotnego. I zdecydowanie lepiej sprawdzi się ze słuchawkami pokroju Sennheisera HD600, aniżeli HD650. Na pewno nie jest to
w tym przypadku dodatek, który został umieszczony przypadkiem. Jeżeli natomiast myślimy na poważnie o korzystaniu z AAcento także do napędzania słuchawek – to warto je odsłuchać na tym wzmacniaczu wcześniej.

Jeżeli zaś chodzi o przedwzmacniacz gramofonowy – to tutaj należą się duże brawa. Zachowuje on dobrą barwę i głębie, może nieco mniej stawia na precyzję, ale nie tutaj też nie jest źle. Dopiero przesiadka na osobny wzmacniacz kosztujący powyżej dwóch tysięcy złotych da dam znaczny przeskok jakościowy.

 

AAcento – czyżby mocny akcent firmy Audio Analogue?

Wszystko wskazuje na to, że tak. Można z całą pewnością stwierdzić, że AAcento to wzmacniacz ciekawy i wart swej ceny. Jest przy tym na tyle uniwersalny, że powinien przypaść do gustu naprawdę szerokiemu gronu słuchaczy. A przy tym ma pewne unikalne cechy brzmieniowe, które mogą sprawić, że dla wielu wzmacniacz ten okaże się nawet lepszym wyborem, aniżeli droższy o dwa tysiące Puccini. Przy czym wcale nie twierdzę, że któryś wzmacniacz jest lepszy, bo to nie tak. W gruncie rzeczy, to, czy będziemy woleć jeden, czy drugi – tak naprawdę wyjdzie przy dłuższym, aniżeli przysłowiowe kilka minut odsłuchu. Jednocześnie życzyłbym sobie, aby więcej wzmacniaczy tranzystorowych brzmiało tak, jak najtańsza integra od Audio Analogue. I oczywiście, że zdaje sobie sprawę, że są to mocne słowa. Ale też AAcento to bardzo mocny akcent w tym przedziale cenowym i naprawdę mocna propozycja.

To także wzmacniacz kompletny, w którym zarówno preamp gramofonowy, jak i wzmacniacz słuchawkowy wcale nie odstają od reszty i są pełnoprawnymi elementami większej całości. Ponadto ergonomia i funkcjonalność są dokładnie takie, jakich można oczekiwać od wzmacniacza wyprodukowanego w XXI wieku. Dodajmy jeszcze do tego jeden drobny detal. Z urządzeniem dostajemy dokładnie taki sam, świetnie wyglądający pilot, jak z dużo droższym wzmacniaczem Maestro.

Cena: 13999
Dystrybutor: SoundSource http://soundsource.pl/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*