Recenzja Amphion Argon3S

Amphion Argon3S

Amphion Argon3S to podstawkowe kolumny fińskiego producenta, które w dużym przybliżeniu można by uznać za udomowioną i audiofilską wersję recenzowanych wcześniej na łamach hifizone.pl studyjnych monitorów One18. O ile przeznaczenie tych ostatnich było bardziej profesjonalne, to w przypadku serii Argon już sama chociażby stylistyka może zdradzić nieco inne predyspozycje. Oczywiście można by się tutaj spierać, czy będące przedmiotem niniejszej recenzji Argon3S nie są przypadkiem mniej, lub też bardziej wierną kopią One18. I czy to nie jest przypadkiem tak, że Argony to tylko – względem linii profesjonalnej – zmienione wzornictwo i nazwa?

Otóż nie. Wystarczy uważnie przyjrzeć się chociażby przedniej ściance w obu podstawkowych modelach. Bystre oko zauważy różnicę pomiędzy średnicami falowodów otaczających głośnik wysokotonowy. A taka zmiana z kolei może implikować chociażby inne strojenie kolumn. Do tego oczywiście powrócimy, a teraz przyjrzyjmy się Argonom3S niejako z osobna. W sensie takim, że warto na nie spojrzeć nie tylko, jako na model bliźniaczy do One18. A bardziej, jako pełnoprawne można by rzec kolumny ze zdecydowanie audiofilskimi inklinacjami i ambitnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Warto też na Argony3S spojrzeć także poprzez pryzmat ogólnie pojętego rynku tego typu kolumn w tym akurat zakresie cenowym. Bo – przyznajmy to szczerze – konkurencja w przedziale cenowym oscylującym akurat w okolicy kwoty 10 tyś PLN jest wcale niemała. Inną zaś kwestią będzie też to, że – jak Państwo mogą wywnioskować chociażby po wcześniejszej recenzji One18 – firma taka, jak Amphion nie jest bynajmniej nowicjuszem w branży. A jej główny konstruktor i założyciel – Anssi Hyvonen – trochę o budowie kolumn głośnikowych jednak wie. Zainteresowanych odsyłam oczywiście w tej kwestii do rozmowy z P. Hyvonenem, przeprowadzonej przy okazji recenzji One18. Tam sedno filozofii firmy zostało wyraźnie przedstawione. Tymczasem wróćmy do samych Argonów i tego, co w nich niekoniecznie piszczy.

Amphion Argon3S

Amphion Argon3S – zanim przejdziemy do budowy

W tym momencie chciałbym zwrócić uwagę na pewną rzecz. Podstawkowe Argony są niezwykle interesującym przykładem na ciekawą i występującą niezwykle często w ogólnie pojętym sprzęcie audio prawidłowość. Pozwolę sobie to przy tym ująć również w kontekście recenzowanych tuż przed Argonami Buchardtów S400. Otóż i jedne i drugie kolumny to konstrukcje podstawkowe z głośnikami nisko-średniotonowymi, gdzie membrana wykonana jest z metalu. To raz. Dwa: i Argony i S400 mają, jakby tego było mało, jeszcze inną – i to wcale nie tak często spotykaną – wspólną cechę konstrukcyjną. Jest nią zastosowanie membrany biernej.

Amphion Argon3S

Dlaczego o tym wspominam? Bo patrząc tylko poprzez pryzmat widocznych z zewnątrz – takich, a nie innych – decyzji konstrukcyjnych ktoś mógłby wyciągnąć błędne wnioski. Chociażby takie, że brzmienie jednych i drugich kolumn będzie całościowo podobne.

No i właśnie tutaj właśnie wychodzi cały urok różnorodności dostępnego dzisiaj sprzętu. A już różnic pomiędzy kolumnami głośnikowymi w szczególności. Bo – jak się okazuje – różnica pomiędzy recenzowanymi tutaj Amphionami, a Buchardtami jest większa, aniżeli można by się spodziewać. Mało tego, podobieństwa też nie leżą tam, gdzie intuicja kazałaby nam ich szukać.

Wróćmy jednak – na moment – do budowy

Argon3S to podstawkowy monitor w konfiguracji dwudrożnej. Za środek i bas odpowiada głośnik o średnicy 16 cm podchodzący od norweskiego Seasa. Ma on korektor fazy oraz aluminiową membranę. Głośnik wysokotonowy to z kolei kopułka tytanowa. Jest ona dodatkowo umieszczona w falowodzie wykonanym
z Corianu i chroniona z przodu siatką. Jak już wspomniałem, niskie tony z kolei wsparte są przez znajdującą się z tyłu membranę bierną.

Na tym jednak nie koniec ciekawych, acz jednocześnie osobliwych rozwiązań. Na tylnej ściance, właśnie nad pasywnym radiatorem znajdziemy gniazda głośnikowe wykonane przez firmę Argento Audio (robi ona np. konfekcję dla takich producentów, jak stricte hi-endowe CH Precision). Zastosowane w Amphionach zaciski głośnikowe posiadają kolejną ciekawą cechę. Są nią styki wykonane z litego srebra.

I chociaż na pierwszy rzut oka mogą one wyglądać niepozornie – to będą gwarantować doskonałe połączenie elektryczne. Jedyne, na co warto tutaj zwrócić uwagę, to dobór wtyków widełkowych, jeżeli akurat na ten rodzaj połączenia zdecydujemy.

Sama zaś obudowa jest dodatkowo wzmocniona w środku, a całości dopełnia przełącznik znajdujący się z tyłu na każdej z kolumn. Służy on do regulacji poziomu wysokich tonów. Przy czym mamy tutaj dwa ustawienia – neutralny i +1 dB.

Amphion Argon3S

Do tej regulacji jeszcze powrócimy, wspomnijmy tymczasem o jeszcze jednym, szczególnym elemencie tych kolumn. Są nim maskownice głośników nisko-średniotonowych. Maskownice te są przyklejane do obudowy. Oczywiście można je odkleić, ale raczej nie polecałbym tego robić zbyt często.

Warto tu zwrócić uwagę na drugą, bardziej techniczną, stronę medalu. Otóż takie, a nie inne rozwiązanie, jeżeli chodzi o maskownice – zostało z pewnością podyktowane kwestiami akustycznymi. W przypadku głośnika wysokotonowego, który otoczony jest falowodem – maskownica w klasycznej formie mogłaby po prostu nie zdać egzaminu. A inaczej rzecz ujmując – pogorszyć starannie zaprojekowane charakterystyki kierunkowe. Zdecydowano się zatem na zabezpieczenie głośnika wysokotonowego znajdującą się przed nim metalową siatką. Oraz na osobną maskownicę dla głośnika nisko-średniotonowego. Oczywiście będzie kwestią gustu, czy komuś to się będzie podobać, czy nie. Natomiast ze stricte technicznego punktu widzenia taka decyzja jest jak najbardziej uzasadniona.

Amphion Argon3S

Amphion Argon3S – brzmienie

Tak się złożyło, że na początek odsłuchów Argonów puściłem po prostu jedną z playlist, w dodatku bez jakichś specjalnych zamiarów, czy też inklinacji w stronę konkretnych nurtów muzycznych. I praktycznie od razu słychać było, że Argon3S to nie tylko zupełnie inne kolumny od recenzowanych tuż przed nimi Buchardtów S400, ale też – co będzie jeszcze ciekawszą i bardziej istotną obserwacją – nieco inne również od tego, co zapamiętałem z odsłuchów One18. Te ostatnie gościły na łamach hifizone.pl w tym roku i okazały się być na tyle ciekawą konstrukcją, że z ich powodu powstał przytoczony wcześniej wywiad
z konstruktorem Amphiona.

Weźmy jednak poprawkę na to, że One18 to monitory studyjne (i to także charakterystyczne, bo pasywne), a Argony zaś są przeznaczone do domu. Inaczej rzecz ujmując: dedykowane – myślę, że mogę tak powiedzieć – na bardziej audiofilski rynek. Oczywistym będzie w tym momencie pytanie: na ile producent zdecydował się na inne strojenie kolumn. Ile tak naprawdę zostało z monitora studyjnego, a ile jest w Argonach pierwiastka muzykalności? I, nim przejdziemy do szczegółów – pozwolę sobie od razu odpowiedzieć na to ostatnie pytanie: otóż zaskakująco dużo.

Muzykalność niejedno ma imię

Mało tego, Argony3S są też potwierdzeniem tego, że rzeczoną „muzykalność”, tą jakże ulotną nierzadko cechę, można uzyskać na wiele sposobów. A przy tym niektóre z tych sposobów będą i uniwersalne i mocno ponadczasowe jednocześnie.

Słuchając kilku lepiej wykonanych realizacji, a także mając w pamięci wywiad z konstruktorem Amphiona mam nie tyle wrażenie, co praktycznie pewność, że to bardzo doświadczony projektant. I że takie a nie inne brzmienie, taki charakter Argonów nie jest dziełem przypadku. Akurat leci w tym momencie Eurythmics „Here Comes The Rain Again (Remastered Version)” i naprawdę pierwsza myśl jest taka, że to dopracowane i tak po ludzku po prostu fajne, łatwe w obcowaniu na co dzień brzmienie.

Jest tak przede wszystkim z dwóch powodów. To zrównoważenie oraz spójność. Amphiony mają taka swoistą, inherentną równowagę w brzmieniu. O ile oczywiście doszukiwałbym się w tym pewnych studyjnych inklinacji, to w rzeczonej równowadze zawiera się także inna, dużo bardziej istotna cecha fińskich kolumn. Jest to coś, z czego zapewne zdamy sobie sprawę dopiero, gdy porównamy Amphiony z innymi propozycjami. Otóż fińskie kolumny uzyskują wspomniane zrównoważenie unikając przy tym mniej bardziej słyszalnego wycięcia przełomu środka i góry pasma. Przy czym nie ma tutaj też mowy ani o żadnych wyostrzeniach, granica nigdy nie zostaje przekroczona. A wszystkie metaliczne, chropowate elementy brzmienia zawsze są pod kontrolą.

I to właśnie tę konkretną cechę widziałbym, jako dość sporą tak naprawdę zaletę kolumn z Finlandii. Środek pasma jest tutaj podany bezpośrednio i świeżo. Dzięki temu potrafi też mocno wciągnąć w wydarzenia na scenie. Oznacza to także, że jeżeli będzie w nagraniu jakaś zamierzona ostrość, agresja w nagraniu, która – potworzę to raz jeszcze – będzie tego nagrania naturalnym elementem, to Amphiony to pokażą. Proszę jednocześnie nie mylić tej umiejętności z brzmieniem ostrym, czy też metalicznym.

Tutaj chodzi także o coś zupełnie innego, co jednocześnie jest kolejną zaletą tych kolumn. To właśnie połączenie prezencji, pewnego rodzaju bezkompromisowej prezentacji środka pasma przy jednoczesnej spójności całego brzmienia. Ta akurat kombinacja bywa w świecie kolumn naprawdę rzadka – i to niezależnie od ceny.

Rozwijając powyższe jeszcze bardziej – mam nieodparte wrażenie, że na rynku jest dużo kolumn głośnikowych, które strojenie pomiędzy przetwornikami, ich „spięcie” ze sobą jest dalekie od optymalnego. I mam też wrażenie, że dość często jest to strojenie po „bezpiecznej” stronie, lekko wycofujące przełom środka i góry. Piszę o tym, bo akurat w przypadku Amphionów przełom środka i góry jest podany bardzo dobrze. Zwłaszcza patrząc przez pryzmat ceny tych kolumn.

Jednakże nie mniej istotna będzie tutaj wspomniana spójność, która mocno wspiera też projekcję holograficznej przestrzeni. Przestrzeń ta jest generowana w całym paśmie. Na Beyonce „Mine” głos wokalistki zawieszony był bardzo wyraźnie w przestrzeni, a jednocześnie obecna jest także wyraźna aura nagrania. Utwór „Everywhere” Fleetwood Mac zabrzmiał zaś z zupełnie inną barwą, niż płyta Beyonce. Na „Isn’t It Midnight” głos Christine McVie było dpowiednio cofnięty, otoczony przestrzenią i aurą pogłosową.

No i właśnie – kolejna ważna rzecz. Amphiony doskonale przekazują informacje o przestrzeni. Otwartość w pokazywaniu wydarzeń na scenie, oraz generowanie tej sceny jest na wysokim poziomie. To przy tym takie kolumny, które – w odpowiednim ustawieniu, z odpowiednią elektroniką – potrafią po prostu całkowicie zniknąć. Nie częściowo, nie w 90%. Ale całkowicie.

Wspomnijmy jeszcze o dwóch przeciwległych podzakresach – basie i wysokich tonach. O sposobie ich prezentacji przez fińskie kolumny. Jeżeli chodzi o górę pasma, to tytanowy głośnik wysokotonowy jest gdzieś pomiędzy barwnym acz nieco chaotycznym brzmieniem (większości) kopułek tekstylnych a stonowanym i idącym w stronę precyzji dźwiękiem kopułek metalowych. Jednocześnie wysokie tony tutaj są też mocno zintegrowane z resztą pasma. Dlatego też jest to jeden z tych rzadkich przypadków, gdzie mając do dyspozycji przełącznik decydujący o ilości wyższych składowych, to w położeniu „+ 1dB” będzie to faktycznie lekkie podbicie. A nie wartość, która powinna być uznana za domyślną.

Amphion Argon3S

Pora na kilka słów o najniższych składowych. Jak już wielokrotnie wspomniałem, Argon3S to konstrukcja oparta o obudowę z membraną bierną. Przy czym tutaj bas zachowuje się zupełnie inaczej, aniżeli w przypadku Buchardtów S400, które także stosują to rozwiązanie będące w pewnym sensie czymś pośrednim pomiędzy obudową zamkniętą a zastosowaniem portu bass-reflex. W duńskich kolumnach basu było całościowo więcej. Ale… w najniższym podzakresie to właśnie Amphiony radzą sobie śmielej. Mam też wrażenie, że tutaj bas został zestrojony zupełnie inaczej, aniżeli w S400. I też w inny sposób, niż w wielu kolumnach podstawkowych posiadających obudowy z otworem. Konstruktor zrezygnował tutaj z jakiegokolwiek dodatkowego zaznaczenia tego podzakresu i postawił na maksymalną konturowość, definicję. Ale także na zejście patrząc w skali absolutnej. Amphiony w najżniższym – na tyle niskim, na ile przy tej wielkości pozwalają prawa fizyki – basie poczynają sobie bardzo śmiało. Granica ich możliwości jest przesunięta chyba tak daleko, jak to tylko możliwe. Lecz jednocześnie – bardzo wyraźnie potrafią zaznaczyć jej przekroczenie. Albo inaczej: jakbym miał porównać ten bas i całościowo brzmienie, to idzie ono maksymalnie w stronę szerokopasmowej spójności, bez żadnych kombinacji oraz podbić. I także, co bardzo istotne, bez próby ukrycia wielkości kolumn poprzez nadmierne podbicie średniego basu, czy też inne sztuczki względem charakterystyki przenoszenia.

Amphion Argon3S – konkluzja i kilka słów o technice głośnikowej

Powiem tak: gdybym miał wymienić dwie główne cechy brzmienia tych kolumn, to: zdecydowanie wgląd w nagranie oraz ich całościowa otwartość na muzykę. Fakt, Argony mają w sobie coś z monitorów, bo to zdecydowanie bardziej „monitorowe” brzmienie, aniżeli wielu kolumn w tym zakresie cenowym. Grają też przykładowo innym dźwiękiem, niż recenzowane bezpośrednio przed nimi, skądinąd również bardzo dobre całościowo, Burchardty S400.

Amphion Argon3S

A jednocześnie jest to też takie brzmienie, z którym po prostu łatwo żyć na co dzień. To są kolumny, które pokażą nam to, co się dzieje w nagraniu, które będą reagowały na zmiany w torze. Ale też pozwolą nam po prostu słuchać z przyjemnością muzyki, bez konieczności rozbierania jej na osobne składniki.
I właśnie w tym tkwi ich największy fenomen. Fenomen ten nie jest przy tym dziełem przypadku. A wynika bezpośrednio z konstrukcji fińskich kolumn.

A jeżeli przy tej konstrukcji już jesteśmy – to pozwolę sobie na pewną bardziej ogólną refleksję. Otóż bardzo się cieszę, że na naszym rynku pojawiły się Amphiony w ich bardziej domowej odsłonie. Serio. Bo to nie tylko znakomity przykład na przemyślane zastosowanie dość odważnych rozwiązań konstrukcyjnych i ich umiejętne zespolenie ze sobą. Ale też przykład na to, że można słuchaczowi zaproponować pewną całościową koncepcję brzmienia. Koncepcję, która sprawdzi się w praktyce naprawdę lepiej, aniżeli mogą Państwo wywnioskować z tej recenzji. To są jedne z tych kolumn, które zdecydowanie zasługują na wyróżnienie typu “wybór redakcji”.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: Audio Center Poland http://www.audiocenter.pl/

2 Komentarze

  1. Maskownice głośnika średnio-niskotonowego nie są przyklejone. Do zdjęcia rękami jak się odpowiednio chwyci. Maskownice wysokotonowego są przyklejone. Ja dodatkowo mam maskownicę na membranę bierną na tyle, identyczną jak na przodzie. Zamówienie specjalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*