Pro-Ject Head Box DS3 B (oraz S3 B) – recenzja

Pro-Ject Head Box DS 3B to najnowszy zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy, jaki całkiem niedawno wprowadził do swojej oferty znany przede wszystkim z gramofonów austriacki producent. Firma założona ładnych parę lat temu przez Pana Heinza Lichteneggera całkiem dynamicznie ostatnio rozwija wachlarz elektroniki oferowanej swoim klientom. Co przy tym ciekawe, przedwzmacniacze gramofonowe to jedynie pewien element tej układanki, bo Pro-Ject proponuje nam naprawdę sporo innych ciekawych urządzeń. Mają one zazwyczaj nieco mniejszą formę i często dość dyskretny charakter wizualny. Jednocześnie jednak potrafią być zaskakująco wręcz kompetentne brzmieniowo i całkiem dopracowane pod względem użytkowym.

Przykładem tego niech będzie chociażby recenzowany jakiś czas temu Pro-Ject PreBox RS2 Digital, czy też niedawny gość naszej redakcji, czyli Uni Box S3. To otatnie urządzenie nie dość, że okazała się całkiem niezłe brzmieniowo, to na dodatek także pod względem użytkowym oferowało całkiem sporo. A to dzięki temu, że Pro-Ject bardzo racjonalnie nawiązał współpracę z marką WiiM, przez co mógł zaoferować niewielki zintegrowany wzmacniacz z bardzo dobrze działającym streamingiem.

Wspominam o tych kwestiach chociażby dlatego, aby zwrócić Państwa uwagę na pewnego rodzaju zarówno pragmatyzm, jak i jednocześnie też pomysłowość austriackiego producenta. Bo z innej jeszcze strony patrząc, to przykładowo PreBox RS2 Digital łączył lampy z całkiem ciekawie rozwiązaną sekcją cyfrową. A z kolei właśnie nowszy Uni Box S3 do strumieniowania oraz całkiem kompetentnego wzmacniacza dodawał świetny preamp gramofonowy.

Dlatego też po tym, jak firma z Austrii wprowadziła do oferty dwa nowe wzmacniacze słuchawkowe, postanowiliśmy się nimi zainteresować bliżej. Trochę tak z przekory, bo w końcu czymże może się pochwalić wzmacniacz słuchawkowy innym, aniżeli brzmieniem? A żeby było jeszcze ciekawiej, to nasz rodzimy dystrybutor Pro-Jecta dostarczył nam nie tylko model DS 3B, ale także znacznie tańszy (bo prawie o połowę) model S3 B. Recenzja będzie oczywiście dotyczyła modelu droższego, jednakże dla porównania powiemy też, co oferuje wersja tańsza.

Zanim jednak przejdziemy już do bardziej szczegółowego opisu technicznego, to kilka konkretów odnośnie bohatera tejże recenzji. Otóż na tę chwilę Pro-Ject Head Box DS3 B to najwyższy model w hierachii amplifikacji słuchawkowej, jaki ma nam do zaoferowania marka znana także jako Audio Tuning Vertriebs GmbH mająca swoją oficjalną siedzibę w austriackim Mistelbach (jako ciekawostkę podam, że nazwa ulicy to „Analogweg”, czyli „Analogowa droga”). Producent bardzo wyraźnie podkreśla, że urządzenie jest w całości zbalansowane oraz oparte jest – także w całości – na elementach dyskretnych. Pro-Ject zaznacza także, że Head Box DS3 B oferuje całkiem pokaźną już moc 1500 mW na obciążeniu 32 omów. W materiałach marketingowych znajdziemy nie tylko informację o tym, że „posiada dyskretny i niskoszumne komponentny” ale także i o tym, że urządzenie jest produkowane w Europie. Dodatkowo ma w pełni metalową, aluminiową obudowę oraz cztery wyjścia słuchawkowe we wszystkich używanych obecnie standardach.

No i teraz kwestia ceny: otóż za Head Boxa DS3 B należy na tę chwilę zapłacić niewiele ponad trzy tysiące złotych. Natomiast wersja S3B (która już nie jest oparta na elementach dyskretnych) kosztuje z kolei poniżej dwóch tysięcy złotych. Innymi słowy, Pro-Ject po raz kolejny, przynajmniej na papierze, pokazał, że potrafi zaoferować ciekawe konstrukcyjnie urządzenie (mam tutaj konkretnie na myśli zbalansowaną topologię układu) w rozsądnej cenie.

Oczywiście teoria to jedno, natomiast w przypadku wzmacniaczy słuchawkowych w szczególności, to wszystko zawsze najlepiej wychodzi w tak zwanej praktyce. Bo weźmy przecież pod uwagę, że zwłaszcza w torze słuchawkowych będą się liczyć takie rzeczy, jak realne możliwości wysterowania trudniejszych słuchawek, czy też synergia zarówno z nimi, jak i także ze źródłami. Co więcej, pozycjonowanie cenowe Pro-Jecta, a przynajmniej modelu DS3 B jest niezwykle ciekawe. W sensie takim, że wzmacniacz budżetowych to już nie jest, jednakże od konstrukcji stricte hi-endowych jest jednak tańszy. Oferować ma przy tym sporo, więc tym bardziej trzeba mu się przyjrzeć z bliska.

Pro-Ject HeadBox DS3 B – budowa i rozwiązania techniczne

Opis od strony technicznej chciałbym zacząć od tego, że ten akurat model to konstrukcja nie dość, że w pełni zbalansowana, to także oparta w całości na elementach dyskretnych. Mówiąc tak nieco kolokwialnie, to z elektronicznego punktu widzenia są to dwa najważniejsze punkty programu pod tytułem „najlepszy na tę chwilę wzmacniacz słuchawkowy od Pro-Jecta”. Zwracam na to uwagę już na wstępie opisu kwestii technicznych z jednego, dość ważnego w sumie, powodu. Otóż tutaj konstrukcja wewnętrzna idzie w parze z tym, jakie do dyspozycji mamy wejścia oraz wyjścia. Co nie zawsze jest regułą, konkretnie chodzi mi o to, że dość często (chciałoby się powiedzieć nawet, że za często) jest tak, że dane urządzenie posiada na przykład wejścia zbalansowane, lecz sama architektura wewnętrzna zbalansowana jest już nie jest. Tymczasem w przypadku HeadBoxa DS3 B (oraz także tańszego modelu S3B) możemy mówić właśnie o w pełni zbalansowanej konstrukcji (której swoją drogą nie powinno się mylić z różnicową, chociaż to temat na inną jednak historię). Istotną uwagą powinno być tutaj także to, że oba wzmacniacze – przynajmniej w teorii – powinny być optymalnie zasilane sygnałem zbalansowanym, ponieważ wejścia niezbalansowane są symetryzowane poprzez dodatkowy stopień. Nawet sam producent zwraca uwagę na to, że jego nowe wzmacniacze są projektowane właśnie dla słuchawek oferujących połączenie zbalansowane:

„Można odnieść wrażenie, że słuchawki z połączeniem zbalansowanym cieszą się coraz większą popularnością, a nowe modele DS3 B i S3 B mają na celu zaspokojenie potrzeb tej grupy odbiorców. Skupiliśmy się na doskonale zrealizowanej, przejrzystej i bardzo tradycyjnej konstrukcji wzmacniacza. „Smart power targets”, które wyjaśniłem poniżej, idealnie odpowiadają wymaganiom słuchawek z połączeniem zbalansowanym. Wydajność w trybie niezbalansowanym również została zaprojektowana na nieco wyższym poziomie niż np. w przypadku naszego modelu Head Box S2.”

Warto odnieść się tutaj do pewnego określenia, które może na początku wydawać się niejasne. Otóż chodzi o tak zwane „smart power targets”. W dużym skrócie chodzi o to, że Pro-Ject tak zaprojektował swoje wzmacniacze pod względem dostarczanej mocy, aby w połączeniu z większością słuchawek na rynku pracowały one w najbardziej optymalnym jej zakresie. Ciekawe jest swoją drogą podejście tego producenta do tematu, bo w mailu dostałem jakże interesujące wyjaśnienie:

Chodzi o „przesadnie mocne” wzmacniacze, które można spotkać zwłaszcza wśród chińskich producentów. Nie jest rozsądne konstruować wzmacniacze słuchawkowe w ten sposób, ponieważ – realistycznie rzecz biorąc – większość słuchawek nie potrzebuje takiej mocy, a w najgorszym przypadku może to nawet negatywnie wpłynąć na jakość dźwięku, ponieważ wzmacniacze zazwyczaj nie lubią być tak słabo obciążane. Nie chcemy twierdzić, że te wzmacniacze brzmią źle, po prostu wolelibyśmy podejść do projektowania wzmacniaczy z innej perspektywy. Opracować ładny, czysty projekt wzmacniacza i zobaczyć, jaką moc uda nam się uzyskać. Po przeprowadzeniu badań rynkowych sprawdzić, gdzie możemy wprowadzić optymalizacje, aby osiągnąć rozsądne cele mocy. A następnie umieścić produkt w kontekście odpowiedniego przedziału budżetowego/cenowego. Ciekawe podejście, które pozwolę sobie skomentować. Otóż faktycznie jest tak, że zdecydowana większość wzmacniaczy, i to wcale nie mam tutaj na myśli jedynie tych półprzewodnikowych (bo dotyczy to także urządzeń lampowych, także tych w topologii single-ended), będzie mieć swój optymalny zakres pracy, jeżeli chodzi o dostarczaną do głośników moc. Mało tego, często będzie także tak, że kluczowym będzie dobór ilości oraz wielkości tranzystorów mocy, bo te mają chociażby taki parametr, jak pojemność (ale nie tylko, żeby nie komplikować pozwolę sobie nieco uprościć). Żeby było jeszcze ciekawiej, producent nie ukrywa faktu, iż zastosował sprzężenie zwrotne, w dodatku nie lokalne, a globalne, jednakże wyraźnie zaznacza też zalety takiego rozwiązania. Sam zaś wzmacniacz pracuje w klasie AB, jak podaje producent:

„Tak, jest to wzmacniacz klasy A/B, w pełni dyskretny i w pełni zbalansowany z globalnym sprzężeniem zwrotnym. Dzięki w pełni zbalansowanej konstrukcji oraz w połączeniu ze słuchawkami zbalansowanymi uzyskujemy większy zakres zmian napięcia, lepsze dostarczanie mocy oraz lepszą izolację kanałów. Konstrukcja w pełni dyskretna pozwala na dostarczanie wyższego prądu wyjściowego, zapewnia lepszą odporność termiczną, ułatwia optymalizację prądu polaryzacji i bardzo sprawnie napędza obciążenia o niskiej impedancji. Nasz stopień wyjściowy typu emiterowego w połączeniu z globalnym sprzężeniem zwrotnym zapewnia wysoki współczynnik tłumienia, precyzyjną kontrolę basów oraz minimalne zakłócenia w charakterystyce częstotliwościowej. Czasami wspomina się o wadach globalnego sprzężenia zwrotnego, jednak możemy je kontrolować poprzez bardzo staranne rozmieszczenie elementów na płytce drukowanej oraz odpowiednią strategię kompensacji. Zainstalowano wiele kondensatorów kompensacyjnych, aby zapewnić odpowiednią stabilność. Jest to ważne, aby nasz projekt nie stał się niestabilny pod obciążeniem pojemnościowym.”

Pojawia się tu kilka naprawdę istotnych detali, przede wszystkim często pomijana kwestia samej konfiguracji elementów na płytce czy kompensacje sprzężenia zwrotnego. To są – patrząc z punktu widzenia działania całego układu – niezwykle ważne detale, dużo tak naprawdę ważniejsze dla samego brzmienia, aniżeli chociażby maksymalna moc. Mamy zatem urządzenie, które zostało skonstruowane zdroworozsądkowo, bardziej „inżyniersko”, co traktowałbym raczej jako zaletę. Zasilacz jest zewnętrzny, w zestawie dostajemy taki typowy mały typu „wtyczka”, natomiast Pro-Ject oferuje Power Boxa DS3, który jest zewnętrznym zasilaczem mogącym zasilać cztery urządzenia. Wzmacniacz (a w zasadzie oba) pracuje na napięciu 18V, więc w razie czego nie ma problemu ze znalezieniem innej opcji – od tańszych typu rodzimy Tomanek, poprzez S-Boostera (którego sam używam i sobie naprawdę chwalę), aż po zaawansowane rozwiązania typu Ferrum Hypsos. Niemniej jednak przy odsłuchach używałem tego, co w zestawie, o czym tak dla jasności informuje. Aha, jeżeli jest coś, do czego miałbym się przyczepić, to diody informujące o pracy urządzenia świecą dyskretnie, może nawet nieco zbyt dyskretnie. Są też średnio widoczne patrząc pod kątem. Ale w zasadzie to tyle. Poza tym bez zastrzeżeń, potencjometr chodzi płynnie i nawet na IEMach nie zauważyłem problemów ze zrównoważeniem kanałów. Na tylnej ściance znajdziemy też przelotowe gniazda RCA oraz interfejs umożliwiający zdalne włączanie wzmacniacza.

Pro-Ject DS3 B – brzmienie

Opisując brzmienie nowego wzmacniacza słuchawkowego z Austrii pozwolę sobie zacząć od podania pewnego kontekstu. Wspomniałem przecież o fakcie, iż model ten jest nie tylko zbalansowany, ale także oparty jest na elementach dyskretnych. Tak się również składa, że właśnie na biurku mam teraz inny, bardzo dobry oraz uznany wzmacniacz innej marki. Mowa składającym się z dwóch elementów (wzmacniacz oraz dedykowany zasilacz) urządzeniu EarMen CH-AMP, które recenzowałem jakiś czas temu tutaj. Serbski (czy też w zasadzie teraz bardziej już amerykański) wzmacniacz to naprawdę kompetentny sprzęt, który trzyma brzmieniowy fason dość równo na praktycznie wszystkich ważnych płaszczyznach.

Dlatego też jest doprawdy bardzo dobrym punktem odniesienia dla wielu innych – zwłaszcza półprzewodnikowych – urządzeń. Jest też od Pro-Jecta w sumie nieco droższy (chociaż w tym przypadku cena zawiera także zewnętrzny zasilacz mogący dodatkowo być źródłem napięcia dla przetwornika Ear-Mena – mowa oczywiście o Tradutto). Mam też pod ręką już dużo już droższy i śmiało mogący być uznany za hi-endowy wzmacniacz Divaldi AMP-05 SE (Special Edition). Do porównania z tym ostatnim jeszcze dojdziemy, natomiast ciekawe rzeczy dzieją się już w momencie, kiedy zmienimy CH-AMPa na austriacki wzmacniacz.

Jednakże zanim przejdziemy do clue tematu, to pozwolą Państwo, iż odniosę się jeszcze raz do konstrukcji, tym razem obu porównywanych wzmacniaczy. Otóż wzmacniacz EarMen’a jest sam w sobie naprawdę bardzo dobry, jest jednak urządzeniem, jakby nie patrzeć, zbudowanym na układach zintegrowanych (jednakże podkreślam – naprawdę udanym). Do tematu budowy tych wzmacniaczy pozwolę sobie powrócić, a teraz już pora na konkrety. Po przełączeniu się z CH-AMPa na DS3 B muzyka zyskała nie tylko na transparentności, ale także, a może przede wszystkim na definicji. Znacząco poprawiła się też dynamika oraz ogólnie pojęty „drive”.

Innymi słowy, można powiedzieć, że brzmienie zostało mocno pobudzone do życia. Było to wyraźnie słyszalne nawet na niezwykle spokojnym utworze, od którego rozpocząłem odsłuchy. Mam tu na myśli jakże znany szlagier „This Love” duetu Craig Armstrong i Elisabeth Fraser ze ścieżki dźwiękowej z filmu „Cruel Intentions”. To, co na grających monitorowo HEDDphone TWO można było usłyszeć praktycznie od samego początku, to większa separacja oraz lepsze i całościowo dużo bardziej swobodne rozłożenie wszystkiego na scenie. Wzmacniacz Pro-Jecta raczej unika niepotrzebnego romantyzowania, nie idzie w żaden sposób w stronę brzmienia stereotypowej lampy, nawet tego klimatu specjalnie nie chce udawać. Bo oferuje bardzo jasną, można by powiedzieć, iż czystą i klarowną koncepcję na swoją prezentację soniczną.

Po kilku, kilkunastu utworach wyraźnie można wyczuć, że intencją projektantów marki Pro-Ject było zaoferowania wzmacniacza jak najbardziej przeźroczystego. Lecz przy tym brzmienie nie idzie też nadmiernie w stronę przesadnej analityczności. Co to, to nie. Tutaj bardziej mamy taką naturalną twardość, jasne przekazanie tego, co się dzieje. Jednakże, co ciekawe, nawet na takich słuchawkach, jak HEDDphone TWO brzmienie było cały czas bardzo strawne, przyjazne. Ale nie poprzez sztuczne ocieplenie czy złagodzenie transjentów, lecz bardziej poprzez jego naturalną czystość.

Mówię tutaj o takiej specyficznej czystości wynikającej nie z odfiltrowania czegoś, a bardziej o braku wprowadzania dodatkowej granulacji i ostrości do sygnału. A granulacja ta pojawia się dość często w przypadku stosunkowo niedrogich urządzeń półprzewodnikowych (oczywiście te lampowe w tych przedziałach cenowych mają inne, niekoniecznie pożądane, walory). I słychać ją właśnie (w przypadku wzmacniaczy słuchawkowych) na takich nausznikach, jak chociażby HEDDy (przede wszystkim ze względu na to, że przetworniki AMT mają stosunek ruchu membrany do ruchu powietrza 1:4, przez co mogą bardzo ładnie wyciągać wszystkie „dodatki”, jakie elektronika nam nieopatrznie zaserwuje razem z właściwym, że tak to ujmę, sygnałem).

Nawiążę teraz jeszcze raz do tej czystości brzmienia. W kontekście nie tylko wzmacniacza Pro-Jecta, ale też innych urządzeń. Jakiś czas temu wspomniałem przy okazji recenzji pewnego wzmacniacza zintegrowanego, że często klasę danej amplifikacji solid-state łatwo można poznać po jakości samych wysokich tonów. Wynika to z wielu kwestii technicznych, które na tę chwilę dla zwięzłości tematu wolałbym pominąć. I właśnie w DS3 B pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę była góra pasma Tylko, że tutaj nie tylko chodzi o samą górę de facto chodzi.

A w zasadzie bardziej o to, że Pro-Ject bardzo pieczołowicie i – chciałoby się powiedzieć, że wręcz skrupulatnie – operuje w całym paśmie audio. Pochodną tego jest też to, że to, o czym już wcześniej wspominałem, czyli ogólnie pojętna transparentność, która po prostu stoi na wysokim poziomie. Pro-Ject gra może i faktycznie minimalnie bardziej po tej detalicznej, atmosferycznej stronie, jednakże właśnie przez wspomnianą czystość oraz jakość góry – jest to naprawdę bardzo wciągająca kombinacja. Zwłaszcza, że od tego nie odstaje też bas. Jest on przede wszystkim naprawdę świetnie kontrolowany, a przy tym jest też bardzo dobrze rozciągnięty w całym paśmie. Ma sporą energię, ale wzmacniacz Pro-Jecta operuje basem w sposób bardzo dojrzały, bez nadmiernej ekspozycji środkowego zakresu. Dopiero na utworach takich, jak chociażby „Why So Serious” Hansa Zimmera DS3 B pokazuje, że energii mu w żaden sposób nie brakuje, a najważniejszym dla niego jest definicja tego zakresu.

Chciałbym teraz odnieść się do porównania zarówno z tańszym modelem S3B, jak i też dużo droższym wzmacniaczem marki Divaldi. DS3 B vs. S3B. Takie porównanie jest niezwykle ciekawe, ponieważ porównujemy tutaj nie tylko wzmacniacz droższy z tańszym, ale też urządzenie oparte o elementy dyskretne ze wzmacniaczem opartym na „scalakach”. Przyznam szczerze, że jeżeliby opierać się na stereotypach, to można się naprawdę nieźle zdziwić. Bo pierwsze wrażenie jest takie, że S3B gra bardziej… lampowo od droższego modelu. Wydaje się (podkreślam – wydaje), że średnica jest bardziej kremowa i nieco bardziej nasycona.

Swoją drogą, to świetny przykład na to, przykład dla wszystkich niedowiarków na fakt, jak daleko brzmieniowo poszły nie tylko nisko-sygnałowe wzmacniacze operacyjne, ale też scalaki odpowiedzialne za właściwe wzmocnienie sygnału dla słuchawek na wyjściu. Powiem to zupełnie serio: przy odpowiedniej synergii tańszy wzmacniacz Pro-Jecta sprawdzi się spokojnie ze słuchawkami za kilka tysięcy złotych. W porównaniu do DS 3B (na chociażby płycie „Des Todas las Flores” Natalii Lafourcade) słyuchać, że S3B nakłada więcej swojego charakteru na przekaz, że góra już nie jest tak czysta. Że niskie tony są nieco zaokrąglone oraz podbite w swoim środkowym podzakresie i mają nieco ujednoliconą fakturę.

Paradoksalnie, wychodzi to dopiero w bezpośrednim porównaniu ze wzmacniaczami droższymi, a przy odizolowanym odsłuchu – może sprawić wrażenie jakże pożądanej „lampowości”. Jako wisienkę na torcie postanowiłem zostawić sobie i Państwu porównanie z jednoznacznie hi-endowym wzmacniaczem rodzimej marki Divaldi. AMP-05 SE to urządzenie wybitne, które łączy definicję tranzystora z bardzo unikalną barwą oraz holografią. I powiem tak: polski wzmacniacz jest oczywiście lepszy, ale jest też znacząco droższy, prawie czterokrotnie. Sam fakt, że w bezpośrednim porównaniu na bardziej transparentnych słuchawkach droższy (z dwóch testowanych) wzmacniacz Pro-Jecta się po prostu broni – mówi bardzo, ale to bardzo wiele. Oczywiście wymaga to rozwinięcia, dlatego pora już na konkluzję.

Pro-Ject DS3 B – podsumowanie

Tym razem będzie dość zwięźle, krótko i na temat. Powiem tak: model DS3 B przy tej cenie zdecydowanie zasługuje… nawet nie na nagrodę typu „Best Buy” czy też jak kto woli „Najlepszy Zakup” ale bardziej na „Nagrodę Redakcji”. Przede wszystkim za to, że Pro-Ject oferuje nam tutaj bardzo rzetelnie skonstruowane urządzenie, które chociaż może nie ma żadnych „fikuśnych technologii”, to zostało po prostu zaprojektowane zgodnie z ogólnie pojętą sztuką.

I jest też dość ciekawym przykładem na pewną prawidłowość, o której raz na jakiś czas wspominam. Otóż wcale nie trzeba nie wiadomo jakich rozwiązań układowych, żeby dane urządzenie dobrze grało. Wystarczy po prostu nie pójść na skróty i zrealizować wszystkie „punktu programu” tak, jak trzeba. Pro-Ject Head Box DS3B jest tego doskonałym przykładem. To zaskakująco dojrzałe brzmienie, które świetnie sprawdzi się w naprawdę dobrych, przemyślanych systemach słuchawkowych. Z kolei, żeby było jeszcze ciekawiej, to mniejszy model, czyli S3 B to także urządzenie, które można polecić, przy czym warto brać tutaj pod uwagę samą estetykę brzmienia, która jest tutaj po prostu nieco inna. Dlatego też reasumując, biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw: moja rekomendacja dla modelu tańszego oraz w pełni zasłużona Nagroda Redakcji dla DS3 B.

Adam Kiryszewski

Cena: Pro-Ject Pre-Box DS3 B: 3100 PLN, Pro-Ject Pre-Box S3 B: 1800 PLN

Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl