Ophidian Seren – recenzja

Ophidian Seren to całkiem pokaźnych rozmiarów kolumny podstawkowe produkowane przez markę, która już raz gościła w naszej redakcji. Było to przy okazji recenzji mniejszego modelu tego producenta, Mojo 2, który w ofercie Ophidiana znajduje się dokładnie pośrodku oferty kolumn podstawkowych. Czyli nad otwierającymi ofertę marki i niewielkimi Minimo 2 i właśnie poniżej recenzowanego dzisiaj modelu Seren.

Testowane w tejże recenzji kolumny są jednocześnie o tyle ciekawe, że jednak dość mocno od dwóch wymienionych mniejszych (i także tańszych) kolumn się różnią. I to nawet nie trzeba być jakimś specjalnym znawcą, żeby to zauważyć, bo różnice te są widoczne od razu. Przede wszystkim dwa niższe modele, czyli wspomniane Minimo 2 oraz Mojo 2 to kolumny oparte na tych samych driverach, jednakże w innej konfiguracji (Minimo 2 ma jeden przetwornik nisko-średniotonowy, natomiast Mojo 2 ma ich dwa, na dodatek w konfiguracji MTM znanej także jako D’Appolito, gdzie głośnik wysokotonowy znajduje się pośrodku).

Największe zaś kolumny podstawkowe Ophidiana są już oparte o inne – można by powiedzieć, że bardziej poważne – przetworniki. Do nich oczywiście jeszcze dojdziemy, jednakże chciałbym zwrócić Państwa uwagę na coś jeszcze innego, jeżeli już właśnie przy tych przetwornikach jesteśmy. Otóż Ophidian jest marką interesującą o tyle, że o ile pewne rozwiązania się oczywiście powtarzają (jak chociażby autorski system Aeroflex), to kolumny konstrukcji Pana Garetha Jamesa są zróżnicowane w zakresie dobory przetworników jak mało które.

Weźmy za przykład chociażby dwa modele znajdujące się obok siebie w ofercie, czyli Incanto oraz Ffion. Jeżeli popatrzymy na same przetworniki, to naprawdę trudno o konstrukcje bardziej od siebie różne. Tym bardziej jeżeli popatrzymy na tych przetworników konfigurację. W Incanto mamy trzy dedykowane głośniki niskotonowe, w Ffionach jeden. W tych pierwszych mamy dedykowaną kopułkę średniotonową (co jest bardzo rzadko stosowanym rozwiązaniem, z wielu powodów), w drugich zaś niecodzienną konfigurację z niewielkim przetwornikiem nisko-średniotonowym i wooferem na dolnej ściance. Do czego zmierzam?

Ophidian Seren

Ano do tego, że Ophidian to taka marka, gdzie konstruktor zdaje nie zwracać specjalnej uwagi na pewne konwenanse i robi rzeczy niejako po swojemu. Ujmę to jeszcze inaczej: patrząc od strony inżynieryjnej są to kolumny, które z jednej strony mają sens, z drugiej zaś, są w pewnych rozwiązaniach, w pewnych detalach mocno odważne. I efekt końcowy może być albo bardzo dobry, ale też mocno dyskusyjny.

Do tej pierwszej grupy można z pewnością zaliczyć model Mojo 2. Natomiast jeżeli przyjrzymy się recenzowanym tutaj Serenom, to te z kolei wyglądają w sumie chyba najbardziej klasycznie z całej oferty producenta. To na pierwszy rzut oka stosunkowo często spotykana konstrukcja dwudrożna w wersji podstawkowej. Jednakże, jeżeli już przyjrzymy się im bliżej, to zobaczymy przykładowo, że przetwornik nisko-średniotonowy ma metalową membranę, a wysokotonowy już tekstylną.

Producent dodatkowo zastosował tutaj swoje autorskie rozwiązanie Aeoflex będące wariantem otworu stratnego wspomagającego odtwarzanie niskich tonów. W materiałach marketingowych jest także informacja, że zwrotnica korzysta z elementów Mundorfa. Cena, jaką należy za parę tych kolumn zapłacić, to na tę chwilę 14 tysięcy złotych. A zatem wcale niemało, co plasuje Sereny zdecydowanie poza obszarem konstrukcji budżetowych.

Ophidian Seren

I jednocześnie sprawia, że spore oczekiwania w stosunku do tych kolumn powinny być jak najbardziej uzasadnione. Patrząc z jeszcze innej strony: do pytań z gatunku oczywistych (czyli: czy Sereny są warte swojej ceny?) należałoby dołożyć jeszcze jedno, w sumie całkiem ciekawe. A konkretnie to, czym model ten może wyróżniać się w całkiem konkurencyjnym przecież przedziale kolumn podstawkowych w cenie kilkunastu tysięcy złotych za parę.

Ophidian Seren – kilka słów o konstrukcji

Ten akurat model to największe konstrukcje podstawkowe, jakie producent z Wirall ma w swojej ofercie. Sereny są znacznie większe od recenzowanego wcześniej modelu Mojo 2, będąc dość sporą konstrukcją. Od razu warto też zaznaczyć, że do tego modelu przydadzą się konkretne standy, dające stabilną podstawę. Jeżeli zaś chodzi o samą ideę przyświecającą tej akurat konstrukcji, to konstruktor kolumn, Pan Gareth James, opisuje nam to w taki sposób:

Celem projektowym modelu Seren było stworzenie głośnika podłogowego o większych rozmiarach, który wykorzystywałby wszystkie doświadczenia zdobyte podczas pracy nad głośnikami z serii M – modelami Minimo i Mojo – i rozwijał je, dążąc jednocześnie do jeszcze większej czystości brzmienia. Przetworniki mają oczywiście wyższą specyfikację, a obudowa została wykonana z grubszych materiałów, jednak ogólna koncepcja pozostała podobna. Warto odnieść się teraz do wcześniejszej recenzji modelu Mojo 2. Otóż ogólnym konsensusem tamtej recenzji było to, iż mniejsza podstawkowa konstrukcja Ophidiana była projektowana pod kątem przejrzystości i neutralności brzmienia. A także optymalnej stereofonii.

W zasadzie, jeżeli miałbym sięgnąć pamięcią właśnie do recenzji modelu Mojo 2, to interesujące tutaj będzie to, że (jak na kolumny w takim a nie innym przedziale cenowym) stosunkowo trudno było mi na początku określić, jaki charakter ma ich brzmienie. Zazwyczaj w przypadku relatywnie niedrogich kolumn słychać praktycznie od razu ich charakter (oczywiście są wyjątki). Jednakże w przypadku pierwszych Ophidianów, które recenzowałem trzeba się było naprawdę dłużej wsłuchać.

Ophidian Seren

Tyle dygresji, wróćmy teraz do tego, co największe podstawkowe Ophidiany odróżnia od konstrukcji nieco mniejszej. Są to oczywiście przetworniki. Skoro obudowa jest większa, także i same elementy, które generują dźwięk – także są większe (chociaż to jeszcze sobie doprecyzujemy). Jeżeli już przy porównaniach do recenzowanych wcześniej Mojo 2 jesteśmy, to zmieniła się też ogólna koncepcja kolumn.

Mówię tutaj o układzie przetworników. W Serenach mamy dość klasyczny zestaw, czyli przetwornik nisko-średniotonowy oraz kopułkę wysokotonową. Sama konfiguracja jest może klasyczna, jeżeli chodzi o ilość przetworników, jednakże jest tutaj kilka smaczków, na które chciałbym zwrócić uwagę. Ale po kolei. Zacznijmy od tego, co producent ma do powiedzenia na temat głośnika przetwarzającego i niskie i średnie częstotliwości:

Głośnik średnio-niskotonowy został zaprojektowany przez firmę Dayton Audio i posiada odlewaną ramę ze stopu metali, wyposażoną w rozbudowany system chłodzenia wokół cewki drgającej – która sama w sobie jest wykonana z czystej miedzi i zamontowana na fenolowym nośniku. W układzie głośnika znajduje się aluminiowy pierścień symetryzujący, który służy do dalszego ograniczenia zniekształceń.

Połączenie membrany z zawieszeniem stanowi unikalny element przetwornika średnio-niskotonowego. Zasadniczo membrana posiada wytłoczone „stopniowane” lub schodkowe wgłębienie wzdłuż zewnętrznej krawędzi, co pozwala na ścisłe dopasowanie zawieszenia – minimalizując w ten sposób różnicę wysokości i ograniczając odbicia na całej powierzchni. Kształt zarówno membrany, jak i otuliny jest lekko wygięty na zewnątrz, co dodatkowo pomaga zmniejszyć różnicę wysokości między otuliną a membraną, jednocześnie zapewniając pełny skok membrany.

Ophidian Seren

Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na dość interesujący wybór przetworników. Nawiązałem do tego co prawda już wcześniej, jednakże doprawdy zasługuje to na szersze omówienie. Otóż Ophidian w modelu Seren posiada przetworniki nisko-średniotonowe z membranami metalowymi, natomiast wysokotonowe to już kopułki tekstylne. Jest to dość ciekawe połączenie, ponieważ kiedyś (a było to już trochę czasu temu, w latach 90-tych) konstruktorzy chętniej łączyli przetworniki nisko-średniotonowe z membrnami miękkimi i wysokotonowe z metalowymi. Teraz trend zdaje się teraz odwracać, co ma też swoje inżynieryjne uzasadnienie. Do tego już zaraz wrócimy, a teraz oddajmy głos Garethowi, który powie nam więcej o wyborze przetworników wysokotonowych:

Wybór głośnika wysokotonowego wynika z tego, że generalnie wolę brzmienie miękkiej kopułki i bardziej kontrolowane zniekształcenia, jakie występują w najwyższych częstotliwościach. Metalowe przetworniki mają znacznie bardziej wyraźny punkt rozpadania się, i choć mogą brzmieć fantastycznie w większości pasma audio, wymagają również dodatkowych obwodów w celu kontrolowania zwiększonego rozpadania się. Dzięki zastosowaniu głośnika wysokotonowego z miękką kopułką możemy uprościć obwód zwrotnicy, minimalizując w ten sposób liczbę komponentów, co pozwala przeznaczyć większy budżet na lepsze komponenty zwrotnicy i ostatecznie mniej zakłóca sygnał.

Nawiasem mówiąc, średniotonowy głośnik, który wykorzystuje membranę ze stopu, ma również bardziej zdefiniowany punkt zniekształceń niż jego papierowy odpowiednik. Jednak ponieważ ten element jest używany tylko do punktu zwrotnicy głośnika wysokotonowego, obwód może łatwo uwzględnić i wyeliminować tę część widma, w której wystąpią zniekształcenia. Moim zdaniem metalowe głośniki średniotonowe i głośniki wysokotonowe z miękką kopułką stanowią świetne połączenie i można to zaobserwować w całej serii Ophidian.

Pozwolę sobie rozwinąć temat zasadności zastosowania metalowego przetwornika nisko-średniotonowego oraz wysokotonowego tekstylnego. Otóż filtrując przetwornik nisko-średniotonowy jednocześnie konstruktor kolumn sprawia, iż przetwornik ten nie pracuje w paśmie, gdzie ma mocno zaznaczone rezonanse własne.

Ophidian Seren

W przypadku odwrotnym – jeżeli mamy metalową wysokotonówkę, to teoretycznie będzie mieć ona rezonans tuż powyżej pasma audio. Czyli – ponownie teoretycznie – nie powinno być problemu. Jednakże pojawia się tutaj kilka dość poważnych „ale”. Przede wszystkim to, że powyżej 20 KHz (bierzemy za przykład płytę CD, czyli standard RedBook) nie ma sygnału audio, nie oznacza, że – mówiąc kolokwialnie – nic się tam nie dzieje. Bo dzieje się najczęściej całkiem sporo. Każdy wzmacniacz audio będzie miał zniekształcenia harmoniczne. I bardzo często będą one mieć już w miarę wysoki poziom (zwłaszcza przy głośniejszych odsłuchach) w paśmie powyżej 20 KHz.

Metalowe przetworniki wysokotonowe zazwyczaj nie są filtrowane poniżej częstotliwości ich rezonansu. A to z kolei sprawia, że może dojść do zwiększenia poziomu zniekształceń poprzez pobudzanie rezonansu kopułki, który – w przypadku przetworników z membranami twardymi (czyli np. aluminium albo magnez) – będzie mieć zazwyczaj wysoką dobroć, czyli będzie bardzo mocno zaznaczony. Taki rezonans spowoduje zwiększenie zniekształceń poniżej jego częstotliwości, czyli w paśmie audio ze względu na zniekształcenia intermodulacyjnego. Jest to oczywiście szerszy temat i zapewne powrócimy do niego już w innej historii. Natomiast chciałbym teraz zwrócić uwagę na to, co Pan Gareth James mówi nam o zwrotnicy w największych podstawkowych Ophidianach:

W nawiązaniu do tego, co powiedziałem powyżej – sama zwrotnica została ograniczona do absolutnego minimum. W tym przypadku mamy zaledwie sześć elementów w sieci, zapewniających zwrotnicę drugiego rzędu zarówno dla głośnika wysokotonowego, jak i niskotonowego, z parą rezystorów wyrównujących poziom sygnału wyjściowego między obydwoma jednostkami. Cewki z rdzeniem powietrznym i kondensatory foliowe są stosowane wyłącznie ze względu na ich doskonałe parametry zniekształceń, podobnie jak rezystory z tlenku metalu, w przeciwieństwie do bardziej powszechnych rezystorów cementowych, które można znaleźć w większości innych zwrotnic w tym przedziale cenowym.

Ophidian Seren

Mamy zatem do czynienia ze zwrotnicą drugiego rzędu, co wcale nie jest tak często spotykane w kolumnach, gdzie zastosowano metalowe przetworniki. Może to świadczyć o dwóch rzeczach: konstruktor albo nie wie, co robi, albo właśnie bardzo dobrze wie, co robi. Pozwolę sobie do tego nawiązać jeszcze w podsumowaniu, natomiast ostatnią rzeczą, na jaką chciałbym zwrócić uwagę jest sposób obciążenia przetwornika nisko-średniotonowego w zakresie basu. Czyli, innymi słowy, rodzaj obudowy. Przede wszystkim mamy tutaj autorskie, firmowe rozwiązanie o nazwie Aeroflex. Gareth także i to rozwiązanie potrafi w ciekawy sposób nam wytłumaczyć:

AEROFLEX stanowi w istocie połączenie obudowy wentylowanej i obudowy typu „transmission line” i jest zbudowany z wykorzystaniem wewnętrznych paneli ściennych, które regulują przepływ powietrza od tyłu przetwornika. Dzięki temu możemy zarówno poprawić czystość basu, jak i dodatkowo wzmocnić samą obudowę. Mamy zatem kolejne dość rzadko spotykane rozwiązanie. Przy czym to, czy jest mu bliżej do linii transmisyjnej, czy też do obudowy typu bass-reflex nie jest w sumie tak istotne, jak praktyczny rezultat jego działania. Dlatego przejdźmy już do następnej części.

Ophidian Seren – brzmienie

No i właśnie. Wspomniałem powyżej w opisie technicznym o dość unikalnym sposobie strojenia obudowy w zakresie niskich tonów. Jednakże to wcale nie bas jako pierwszy zwraca na siebie uwagę. Niskie tony są oczywiście dość istotnym aspektem reprodukcji w największych podstawkowych Ophidianach i do tego oczywiście już za chwilę dojdziemy.

Jednakże tak naprawdę pierwszą rzeczą, na którą zapewne zwrócimy uwagę po podłączeniu brytyjskich kolumn to fakt, iż mają one zupełnie naturalną, wrodzoną wręcz umiejętność odrywania sceny dźwiękowej od ich fizycznych brył. Inaczej sprawy ujmując: Sereny znakomicie znikają, mogą być tutaj wręcz książkowym przykładem na to, jak dobrze niektóre monitory potrafią generować scenę. Są kolumny, które są w tym zakresie lepsze, są też takie, które już nie są aż tak kompetentne. No i zdarzają się także takie, jak właśnie te z Wirall, w przypadku których od razu słychać, że przestrzenność jest taka, jaka być powinna.

Przy czym wcale też nie jest też tak, że Ophidiany grają jakąś ponadnaturalną sceną. Powiedziałbym nawet, że grają bez jakiejś nadmiernej ekspansji, czy też powiększania pozornych obrazów. Jednakże to, co się wyróżnia, to fakt, iż scena jest tutaj nad wyraz szeroka. Sięga ona na boki, także w głąb znacznie poza szerokość kolumn. Te z kolei po prostu otwierają nam na muzykę szerokie okno, przy czym raczej jest to właśnie otwartość w wykonaniu takim, że Ophidiany pokazują perspektywę, która wraz ze zwiększaniem głośności będzie się nam po prostu przybliżać.

Bardzo dobrze została zrekonstruowana aura nagrań na płycie „M4” formacji The Faunts. Podobnie na albumach London Grammar. Przy czym na płycie „If You Wait” wokal Hanny Reid został pokazany na linii kolumn, w bardzo ciekawy sposób. Nie było to jego wypchnięcie w stronę słuchacza, jak robią to niektóre konstrukcje chociażby szerokopasmowe. Jednakże Ophidiany pokazały bardzo dobre połączenie gładkości wokalu z jego słodyczą. Bo środek pasma z jednej strony nie ma żadnych metalicznych naleciałości, a z drugiej zaś nie jest za nadto odfiltrowany z emocji. Wyważenie tego zakresu jest naprawdę kolejną istotną, bardzo mocną stroną tych kolumn.

Ophidiany faktycznie idą w bycie monitorem, lecz robią to cały czas nawet nie tylko z dobrym smakiem, co także z polotem. Patrząc na to z jeszcze innej strony, to kolejnym istotnym aspektem brzmienia jest generowanie rytmu. Na DJ Shadow „Building Steam With a Grain Of Salt” dało się cały czas wyczuć bardzo dobry PRaT (Pace, Rhytm and Timing). Konstrukcja obudowy w zakresie niskich tonów może i jest w pewien sposób niecodzienna, jednakże sam bas jest już jak najbardziej normalny w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Ophidian Seren

Chodzi mi szczególnie o to, że niskie tony nadają rytm bez nadmiernego zwracania na siebie uwagi tam, gdzie zwracać nie powinny. Inaczej rzecz ujmując: nie mamy tutaj zauważalnego podbicia basu w rejonie działania portu-bass refleks (co w sumie wcale nie dziwi, bo tego portu jako takiego przecież nie ma). Jednakże sam bas jest stosunkowo mocny. Jest też w naturalny sposób twardy. Na płytach formacji Bonobo bas zapewniał cały czas bardzo dobrą podstawę, nadawał charakteru całemu nagraniu.

A jednocześnie nie można powiedzieć, iż Ophidiany to kolumny faworyzujące ten zakres. One po prostu niskie tony odtwarzają nieco inaczej, aniżeli większość kolumn z obudową bass-refleks. Powiedziałbym nawet, iż bliżej jest im do obudowy zamkniętej. Jednakże z uwagą taką, iż kolumny właśnie z obudową zamkniętą będą miały jednak zakres niskich tonów zazwyczaj ukształtowany w inny, bardziej nieśmiały sposób. Sereny potrafią na basie pokazać też całkiem niezłe rozciągnięcie.

Jednakże to wcale nie rozciągnięcie jest w tych kolumnach celem samym w sobie a ponadprzeciętna definicja tego zakresu, która jest na bardzo wysokim poziomie. Chciałbym też jedną rzecz doprecyzować. Otóż mogłoby się wydawać, że taki a nie inny sposób prezentacji basu jest nieco wychodzący poza całościowe ramy brzmieniowe tych kolumn. Nic bardziej mylnego. Do tego środka i góry, oraz do tego całokształtu takie właśnie niskie tony pasują wręcz idealnie. Bo z jednej strony nie zasłaniają niczego, z drugiej strony są niezwykle rytmiczne. Jeżeli mógłbym do czegoś tutaj nawiązać, to taki właśnie sposób prezentacji niskich tonów bardzo przypomina mi słynną serię „Olive” Naima z lat 90-tych. Były to wzmacniacze o stosunkowo umiarkowanej na papierze mocy, jednakże oferujące niezwykle kontrolowany, a przy tym rytmiczny i mocny bas o tektonicznej sile, kiedy nagranie tego wymagało. Nie bez powodu mówiło się w tamtych czasach, że „Naim to barwa i rytm”. Odnośnie Serenów można by powiedzieć, że są minimalnie bardziej wypośrodkowane, bo tutaj mamy jeszcze znakomitą przestrzenność i ogólnie monitorowy, lecz wyrafinowany przy tym charakter.

Słuchając „I Am Everywhere” Erica Serry czuć było, że mamy do czynienia z jasno zdefiniowaną koncepcją, jasnym pomysłem na to, jak kolumny te mają grać na niskich tonach, zarówno w zakresie ich wypełnienia jak i konturu. Podstawa basowa jest, jednakże nie wiąże się ona z rozmyciem przekazu, a bardziej z nadaniem mu konkretnej masy. Cały czas czuć także, że masa ta jest w sposób sprężysty kontrolowana. A jeżeli ktoś mi nie wierzy, to wcale nie trzeba długo szukać.

Ophidian Seren

Wystarczy płyta „World Of Sleepers” formacji Carbon Based Lifeforms czy chociażby – a może i przede wszystkim – doprawdy znakomita pod względem rytmu ścieżka dźwiękowa z filmu „The Social Network”. A zwłaszcza utwór „A Familiar Taste” znajdujący się na tej ostatniej. Mam też takie nieodparte wrażenie, że to właśnie dzięki zdefiniowanej i niezmąconej prezentacji niskich tonów Ophidiany zręcznie omijają pewną pułapkę skrupulatnie zastawioną przez ogólnie pojętą audiofilską rzeczywistość na większość tak zwanych monitorów.

Otóż w bardzo dużym skrócie chodzi o to, że to właśnie niskie tony są w Ophidianach tym „czymś ekstra”, co sprawia, że całościowa potrawa jest odpowiednio doprawiona. Jednakże to nie jest jedynie kwestia samych niskich tonów, bo świetnie w całościową koncepcję brzmienia wpisują się także wysokie. Również tutaj nie obejdzie się bez pewnego odniesienia do kwestii technicznych.

Z kolei góra jest po nieco słodszej, można by rzec, nieco pastelowej stronie. Ale też kopułka z Sonolexu wcale nie gra w jakiś sposób nazbyt uśredniony. Bardziej bym nawet powiedział, że to właśnie ten przetwornik w dużej mierze daje tym kolumnom bardzo dobrą stereofonię. A to dzięki świetnej mikrodynamice oraz odtwarzaniu muzycznego planktonu, czyli wszystkich drobnych informacji. Co wyraźnie słychać było chociażby na takiej klasyce, jak płyta „Spaces” Nilsa Frahma”. Przetwornik ten przypomina mi w sposobie swojej prezentacji nieco stary dobry D2010 Scan-Speaka. Jednak od tego ostatniego zdaje się być jeszcze lepszy. Mówiąc bardziej po ludzku: jest plastycznie, ale też szybko i w naprawdę dobrym guście.

Ophidian Seren

Ophidian Seren – podsumowanie

Pozwolą Państwo, iż zacznę od tego, dlaczego akurat te kolumny dostają ode mnie nagrodę „Wybór Redakcji”. Tak się składa, że przez te ostatnie kilka lat trochę się tych kolumn jednak przewinęło. Było sporo tańszych od Serenów, były też droższe. Sporo było też kolumn słuchanych bardziej prywatnie, aniżeli tych, które pojawiły się stricte recenzencko. Nie będę też ukrywał, iż bardzo lubię doszukiwać się pewnych powiązań pomiędzy konkretnymi decyzjami konstrukcyjnymi a samym brzmieniem właśnie w przypadku kolumn głośnikowych.

Opowiem teraz pewną anegdotę, a konkretnie to, co powiedziałem Dystrybutorowi, jak przejrzałem stronę internetową marki: „To kolumny, które albo będą grały średnio, albo bardzo dobrze”. Pozwolę sobie to nieco rozwinąć: otóż zarówno dobór przetworników, jak i kilka innych rozwiązań jest dość odważny. I wymaga przede wszystkim ogarnięcia całościowej koncepcji na daną kolumnę. Chodzi o to, że wszystko musi się zgadzać, żeby mówiąc kolokwialnie „to zagrało”.

Co więcej, nie będę też ukrywał faktu, że z kolumnami w zasadzie jest tak, że już od początku słychać, czy zwrotnica jest zrobiona dobrze, czy nie. Oczywiście jest jakiś margines na wygrzewanie, ale nie oszukujmy się. Po Serenach od razu było słychać to, że dźwięk od samego początku był od tych kolumn całkowicie oderwany. A potem było już tylko lepiej. Sereny dostają też Nagrodę Redakcji za coś jeszcze innego.

Otóż dla mnie osobiście przywracają wiarę (wraz z takimi konstrukcjami, jak chociażby Monitor Audio Platinum 100 3G) w ambitny, pieczołowicie zestrojony brytyjski monitor. Co więcej, dobitnie też pokazują, że wcale nie trzeba jakichś bardzo zaawansowanych, ezoterycznych technologii typu przetworniki plazmowe, czy skomplikowane układy magnetyczne, żeby kolumna naprawdę zagrała. Duży ukłon w stronę konstruktora.

Dystrybucja: 21 Distribution

Cena: 14 tyś PLN za parę