Mytek Manhattan II DAC – recenzja

Mytek Manhattan II DAC

Mytek Manhattan DAC II to na chwilę obecną najwyższy, flagowy model przetwornika cyfrowo-analogowego, jaki ma nam do zaoferowania marka Mytek. Oczywiście urządzenie to integruje w sobie także przedwzmacniacz, zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy, posiada też możliwość rozszerzenia o kartę sieciową oraz wysokiej klasy przedwzmacniacz gramofonowy. Przy czym pierwsza wersja tego przetwornika, czyli Manhattan DAC (bez rzymskiej dwójki) weszła na rynek już ładnych parę lat temu i była niejako propozycją niejako równoległą do dość znanego urządzenia, jakim wciąż niewątpliwie jest Stereo 192 DSD DAC. Warto tutaj nadmienić również, że to właśnie od Stereo 192 oraz Manhattana rozpoczęła się tak naprawdę przygoda tego producenta z branżą hifi. Czy też, jak kto woli, rynkiem bardziej audiofilskim. Najbardziej rozpoznawalne przetworniki takie, jak Brooklyn DAC czy Brooklyn Bridge (oraz także nieco mniej znany Liberty) powstały dopiero później.

Co ciekawe, urządzenia Myteka są de facto tworzone od ponad 20 lat w podwarszawskiej firmie HEM, która to tak naprawdę odpowiada za projektowanie i produkcję uznanych na całym świecie przetworników tej marki. Jednocześnie recenzowany tutaj Manhattan jest tak naprawdę urządzeniem, które jest jednym z nowszych produktów firmy, aczkolwiek nie jest ono przy tym najnowsze, bo tu palma pierwszeństwa należy do Brooklyn Bridge. Jednakże to właśnie Manhattan II jest aktualnie produktem flagowym. Po poprzedniku dziedziczy przy tym nie tylko nazwę, ale też jakże charakterystyczną obudowę i – z elementów konstrukcyjnych – chociażby potężne zasilanie. Jest także najdroższym produktem w dziale „hifi” firmy z Nowego Jorku. Wersja uzbrojona w kartę sieciową kosztuje u nas około 29 tyś PLN. Jednocześnie tak się też składa, iż na łamach hifizone.pl były już recenzowane praktycznie wszystkie przetworniki tej firmy, jednakże właśnie bez tego, któremu przyjrzymy się bliżej w tejże recenzji. Ciekawym jest więc przy tym to, czy flagowy produkt będzie oferował nam brzmienie, które w jakiś sposób jest rozwinięciem tego, co proponuje nam chociażby Brooklyn Bridge, czy też jest to zupełnie coś innego? Przekonajmy się.

Wzornictwo i konstrukcja

Śmiem twierdzić, iż nie pomylę się zbytnio, jeżeli powiem, że wyglądu Manhattana II nie da się pomylić z niczym innym. Co więcej, rzadko też zdarza się, aby ten wygląd tak dobrze korespondował z nazwą urządzenia. Szczerze powiedziawszy, jest to niewątpliwie jedna z ciekawszych propozycji na rynku, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko i wyłącznie samo wzornictwo urządzenia. Do redakcji trafiła wersja srebrna. Jest też jeszcze czarna, oraz chyba najbardziej charakterystyczna – złota. Oczywiście, „de gusibtus non disputandum est”, dlatego też dobrze, że jest wybór.

W obu wersjach (mam tutaj na myśli pierwszego Manhattana i tego, recenzowanego tutaj) urządzenia zastosowano ten sam typ wyświetlacza. Czyli „Dot-Matrix”, który co prawda okładki płyty nam nie wyświetli – jak to ma miejsce chociażby w przypadku Brooklyn Bridge – aczkolwiek ma jedną, fundamentalną zaletę. Jest nią czytelność z większej odległości. Przypomina mi przy tym nieco wyświetlacze stosowane swego czasu przez firmę Mark Levinson. Różnica jest taka, że w Levinsonach obudowa była czarna a wyświetlacz świecił na czerwono, tutaj mamy kolor biały, który można uznać za bardziej dopasowany do całości flagowego Myteka. Obudowa została wykonana z aluminium a przedni panel to element wykonany przez obróbkę CNC i w znacznej mierze odpowiada za taki, a nie inny wygląd tego przetwornika. Na przedniej ściance mamy – idąc od lewej – włącznik zasilania, dwa przyciski do nawigacji, pierwszy przycisk funkcyjny, wyświetlacz, drugi przycisk funkcyjny, pokrętło wielofunkcyjne (działające także, jako przycisk), oraz dwa gniazda dla słuchawek 6.3mm.

Mytek Manhattan II DAC

Z tyłu zaś mamy całą baterię różnych złącz. Bo pamiętajmy, że Mytek Manhattan II DAC to także przedwzmacniacz analogowy (z opcją dodania gramofonowego), wzmacniacz słuchawkowy, który może działać niejako z osobna, przyjmując sygnał z zewnątrz (także analogowy). No i oczywiście – po zamontowaniu karty sieciowej – flagowy produkt Myteka to także odtwarzacz sieciowy, zgodny ze specyfikacją Roon Ready i obsługiwany za pomocą znanej z Brooklyn Bridge aplikacji mConnect Control. Aplikacja ta jest w sumie już całkiem sporo czasu na rynku. I o ile ma pewne swoje, mówiąc kolokwialnie, „cechy szczególne”, to działa bez problemu, integruje serwisy takie, jak chociażby Tidal, Spotify czy Qubuz. Wspiera także odtwarzanie z zasobów sieciowych czy pamięci przenośnej, którą do Manhattana możemy podłączyć. Ważna uwaga tutaj jest taka, że opcjonalna karta sieciowa wspiera tylko połączenie przez kabel Ethernet, nie mamy tutaj do wyboru opcji WiFi. Aczkolwiek nie postrzegałbym tego, jako wadę.

Mytek Manhattan II DAC

 

Jeżeli zaś chodzi o konstrukcję elektryczną, to Manhattan II w zakresie konwersji opiera się na najwyższym dostępnym układzie od firmy ESS Technologies. Mowa oczywiście o ESS9038Pro. Kość ta wsparta jest poprzez, jak to określa producent, „Femto Clock Technology”. Chodzi tutaj o autorską aplikację oscylatora Crystek CVHD-950, który często pojawia się w drogich, hi-endowych urządzeniach. Istotnym jest tutaj także to, że najwyższy Mytek to konstrukcja w całości zaprojektowana od podstaw, właśnie pod aplikację takiego, a nie innego układu przetwornika. Jednakże z pewną uwagą: zastosowano analogiczny zasilacz, jak w pierwszym Manhattanie, który jest bardzo przewymiarowaną konstrukcją liniową, opartą o dwa specjalnie wyprodukowane dla Myteka transformatory toroidalne. Są one wsparte poprzez bank ośmiu kondensatorów o łącznej pojemności 144,000 uF. Chciałbym na to zwrócić szczególną uwagę, z dwóch względów. Po pierwsze: oczywiście wiadomo, że zasilanie w przypadku urządzeń audio ma spore znaczenie. Jednakże w przypadku przetworników cyfrowo-analogowych, jest naprawdę newralgiczne. Po drugie – w tym konkretnym przypadku naprawdę mamy do czynienia z wersją, że tak powiem, „na bogato”. Inaczej rzecz ujmując – znam bardzo wiele wzmacniaczy, i to bynajmniej nie budżetowych, które nie mogą się pochwalić taką baterią kondensatorów filtrujących. Owszem, Mytek tani nie jest, ale przynajmniej w środku nie mamy tak zwanego „audiofilskiego powietrza”.

Z rzeczy takich bardziej praktycznych, to jest też oczywiście zdalne sterowanie zrealizowane – tak, jak w przypadku innych urządzeń tego producenta – za pomocą Apple Remote (jest w zestawie). Możemy też zastosować innego pilota obsługującego kody RC5. Regulacja głośności – do wyboru cyfrowa, albo analogowa (w przypadku przedwzmacniacza tylko ta ostatnia, co zrozumiałe). Producent udostępnia także wszystkie warianty filtrów cyfrowych, jakie układ firmy ESS Technologies ma na pokładzie. Ponadto mamy wsparcie dla aktualnych gęstych formatów do DXD (czyli 32 bity/384KHz) i Quad-DSD włącznie. No i MQA, co oczywiste, bo Mytek był jednym z pionierów w tym zakresie.

Mytek Manhattan II DAC

Tyle w kwestiach teoretycznych i praktycznych. Przejdźmy do najważniejszego.

Mytek Manhattan II – najlepiej brzmiący Mytek do tej pory?

Zanim przejdę do opisu brzmienia, chciałbym tutaj przytoczyć pewną anegdotę. Powinna ona dać trochę do myślenia na temat tego, że nie zawsze należy sugerować się obiegowymi opiniami. A przy tym zawsze warto odsłuchać dane urządzenie samemu, najlepiej we własnym pomieszczeniu, i na swoim torze, czy też sprzęcie odniesienia. A także dać sobie trochę czasu na wyciągnięcie wniosków. Oraz, jeżeli to oczywiście możliwe – zestawić dane urządzenie z innymi, bo wtedy dopiero pewne cechy brzmieniowe mogą się jeszcze bardziej wyraźnie zamanifestować. Dlaczego o tym wspominam? Już tłumaczę – otóż jakiś czas temu usłyszałem, że Manhattan II nie oferuje aż tak sporego przyrostu w jakości brzmienia w stosunku do – będącego jednak konstrukcją nowszą – Brooklyn Bridgea.

Nasunie się tutaj oczywiście nieuchronne pytanie: jak to jest naprawdę? Pytanie to będzie jednocześnie jeszcze bardziej istotne, jeżeli postawimy je w dość ciekawym kontekście. Mam tutaj na myśli to, że ten akurat model Myteka, zamyka niejako – przynajmniej w tym momencie – komplet audiofilskich przetworników, jakie przewinęły się przez naszą redakcję. Dlatego też, oczywiście pojawia się nieuchronnie także inna kwestia. Bo można zadać pytanie, czy faktycznie jest to urządzenie, które jest najlepszym Mytekiem, patrząc od brzmieniowej strony rzeczy. Czy w tym zakresie, jest to – na teraz oczywiście – ostatnie słowo producenta?

Na powyższe pytanie odpowiem od razu i bez zawahania – tak. Jeżeli miałbym brzmienie Manhattana II określić w jednym zdaniu, to powiedziałbym, że jest to najbardziej transparentny przetwornik tej firmy, jaki dane mi było do tej pory słyszeć.

Już na pierwszych taktach Imagine Dragons „Friction” słychać, że Manhattan II niczego nie ugrzecznia i niczego nie ukrywa. I że jest to brzmienie w znaczny sposób nastawione na pokazanie nagrania takim, jakim ono jest naprawdę. Z kolei utwór „Precious” Annie Lennox zabrzmiał bardziej jasno, mniej – rzekłbym – romantycznie, aniżeli chociażby na Auralicu Vega G2.1. Przy tym słychać też było od razu, że flagowy Mytek operuje zdecydowanie większą dynamiką, aniżeli ta, jaka jest chociażby w podorędziu zestawu Brooklyn plus SBooster.

Pozwolę sobie w tym momencie na dość istotną uwagę. Otóż to brzmienie, ten sposób prezentacji powoduje, iż urządzenie niczego tutaj nie maskuje. Nie upiększy nam złej realizacji, nie zmiękczy dźwięków, które ze swojej natury są ostre. Niezamierzonym poniekąd efektem tego może być też to, że najwyższy Mytek, jako źródło bez problemu pokaże nie tylko wady realizacji. Pokaże też ewentualne niedociągnięcia w reszcie toru.

Mytek Manhattan II DAC

Warto przy tym wspomnieć o wysokich tonach, które w przypadku Manhattana II nie próbują na siłę udawać brzmienia analogowego. Nie są wycofane, a przy tym są zupełnie inne w charakterze od chociażby tego, co w tym zakresie proponował nam recenzowany swego czasu AAdac firmy Audio Analogue. W tym ostatnim, który nomen omen także korzysta z kości firmy ESS, zarówno góra, jak i brzmienie całościowo miało zupełnie inny posmak, pół kroku bardziej w stronę dość zręcznego – jakby nie było – naśladowania gramofonu analogowego. W przypadku Myteka jest inaczej. Jest to też po prostu zupełnie inna filozofia prezentacji, rozpatrując ją tak bardziej całościowo. Bo w tym konkretnym przypadku postawiono po prostu na maksimum realizmu.

Dlatego też bardzo dobrze zabrzmiał na Manhattanie utwór „Says” Nielsa Frahma. Bo tutaj, w tym przypadku, ładunek emocjonalny był już w samym utworze. I naprawdę nie było żadnej potrzeby, aby źródło tutaj cokolwiek dokładało do sygnału.

Dochodzimy w ten sposób do głównej cechy flagowego przetwornika firmy z Nowego Jorku. Otóż jest to takie też żródło, który nastawia się na zaprezentowanie nagrania niejako wprost. To jest przy tym ta implementacja najwyższego układu konwersji cyfrowo-analogowej firmy ESS Technologies, gdzie postawiono na takie cechy, jak neutralność, precyzja, dynamika i przejrzystość.

Tą przejrzystość wspomaga przy tym neutralna barwa, która nie jest przy tym wcale chłodna. Bo sama tonalność – zmienia się w dużym stopniu z nagrania na nagranie. Bądźmy zresztą szczerzy – urządzenie kosztuje tyle, ile kosztuje. I to już jest naprawdę ten poziom, że źródło powinno dodawać do całokształtu jednak mniej, aniżeli realizacja, czy też nagranie samo w sobie. I w tym przypadku zresztą tak jest. Przykładowo utwór „Isn’t It Midnight” Fleetwood Mac zabrzmiał pod względem charakteru barwy zupełnie inaczej, aniżeli chociażby „Don’t Let It Bring Me Down” Annie Lennox. Oczywiście nie znaczy to też, że Manhattan nie wnosi kompletnie nic do sygnału, bo takich urządzeń chyba nie ma. Przykładowo na wspomnianym utworze dawnej wokalistki zespołu Eurythmics słychać różnicę pomiędzy Manhattanem a przykładowo jednym z jego głównych – chociażby patrząc przez pryzmat ceny – konkuretem. Mowa oczywiście o Auralicu Vega G2.1. Ten ostatni jest urządzeniem nowszym, a jego brzmienie ma też inny charakter. Rzekłbym, iż stawia po prostu na inne karty. I tutaj trzeba przyznać, że całościowo Auralic może dla wielu okazać się propozycją lepszą, lecz jednocześnie jestem sobie w stanie też wyobrazić, kto i dlaczego może chcieć wybrać Myteka.

Tutaj należy wspomnieć o kolejnym istotnym aspekcie brzmienia flagowego przetwornika. Otóż jest nim dynamika. A w zasadzie dynamika i bas, bo myślę, że warto te dwa elementy omówić razem. Jeżeli na jakimś polu Mytek jest – nawet zważywszy na niemałą jego cenę – wybitny, to będą to właśnie te dwie cechy. Płyty z dobrze a przy tym dość wyraziście zrealizowaną muzyką, ujmijmy to, rozrywkową, zabrzmiały, jak nigdy. Na Beyonce „Partition” była nie tylko ogromna dynamika, ale i superkontrola na basie. To samo miało miejsce w przypadku Daft Punk „Doin’ It Right”. Tutaj wychodzi też znaczna przewaga Manhattana nad urządzeniami tańszymi. I różnica jest naprawdę tak duża, że można się zacząć zastanawiać, czy to Mytek Manhattan II podkręca dynamikę, czy też jednak tańsze urządzenia z gorzej zrealizowanym zasilaniem pozostają w tym aspekcie wciąż na poziomie „prawie”.

Mytek Manhattan II DAC

Odsłuch płyty Massive Attack „Mezzanine” tylko potwierdził powyższe przypuszczenia. „Teardrop” zabrzmiał, co tu dużo mówić – spektakularnie. Jednocześnie pozwolę sobie tutaj na taką bardziej całościową refleksję nad dźwiękowa sygnaturą flagowego Myteka. Otóż tak rozpatrując ją już bardziej całościowo, bardziej niejako z dystansu i nie patrząc na wszystkie obiektywne czynniki, jak na rozłączne elementy z osobna, to ważne w tym wszystkim jest jeszcze coś innego. Otóż Mytek Manhattan II nigdy nie zachowuje się przy tym, jak słoń w składzie porcelany. To jest brzmienie, które łączy w sobie neutralność dynamikę, czy precyzję. Ale także i kontrolę w całym paśmie.

Jeżeli zaś chodzi o generowanie sceny, to tutaj jest szeroko, ekspansywnie i też w sumie blisko. Mytek umiejscawia nas tuż przy muzycznym spektaklu. Co zresztą można by wywnioskować po jego charakterze. Przykładowo po przejściu na Vegę można mieć wrażenie, że dźwięk jest jakby za drobną zasłoną. Jednakże obie wersje są tak naprawdę poprawne, to jest kwestia po prostu – nieco innych całościowych charakterów.

Mytek Manhattan II DAC – wyjście słuchawkowe i przedwzmacniacz

W tym zakresie nie ma specjalnych niespodzianek. Nawet stare dobre Sennheisery HD600 pokazały, że także i w przypadku wzmacniacza słuchawkowego zasilanie po prostu robi swoje. Jest to jednak poziom wyżej, aniżeli sekcja słuchawkowa, jaka jest w Brooklyn Bridge. Przy czym całościowy charakter jest podobny – wzmacniacz gra dźwiękiem po neutralnej stronie mocy. Lampa to na pewno nie jest, jednakże daleko mu też do brzmienia jasnego. Powiedziałbym nawet, że to brzmienie pół kroku w stronę dociążenia. Z Finalami Sonorous VI też było dobrze, aczkolwiek najlepiej jednak Mytek zabrzmiał z HD800 w trybie zbalansowanym. Myślę, że ten ostatni tryb w przypadku wbudowanego wzmacniacza słuchawkowego naprawdę wiele daje i to właśnie powinien być domyślnym trybem odsłuchu. Bo znacznie podnosi się realizm, przejrzystość, barwa staje się jednak nieco bliższa prawdy. Ważne jest przy tym też to, że wzmacniacz słuchawkowy w Myteku ma taki charakter, że nie wykluczy też słuchawek dokonujących własnej interpretacji brzmienia. Oczywiście – można by tutaj chcieć więcej, ale to oferują już specjalizowane konstrukcje.

Mytek Manhattan II DAC

Jeżeli zaś o sam tor przedwzmacniacza chodzi, to tutaj mamy do czynienia z postawieniem na przejrzystość, neutralność i precyzję. Oczywiście, lampowe przedwzmacniacze będą miały tutaj inny charakter i zapewne też chociażby inną manierę w generowaniu przestrzeni. Bo, gdybym miał na coś zwrócić uwagę – to na to, że nie jest to – tak w skali absolutnej – ostatnie słowo w zakresie głębokości sceny. Jej szerokość, wielkość są naprawdę bardzo dobre, natomiast przedwzmacniacze chociażby w topologii lampowego single-ended robią to jednak inaczej. Przy czym nie jest to przytyk do samego Myteka, a bardziej pokazanie, gdzie w skali absolutnej znajduje się jego tor analogowy. I czego możemy się spodziewać decydując się na technikę półprzewodnikową w takim a nie innym wydaniu.

Kilka słów tytułem podsumowania

Mytek Manhattan II DAC to przetwornik szczególny z wielu powodów. Nie tylko dlatego, że jest flagowym źródłem w ofercie producenta. I też nie przez to, że jest przy tym najlepiej brzmiącym przetwornikiem z logo tej firmy. Bo to, że tak będzie – było poniekąd wiadomo. Tutaj chodzi o coś jeszcze innego. Otóż druga wersja Manhattana jest przykładem na modelową wręcz aplikację topowych układów firmy ESS Technology oraz tego, co tak naprawdę – przy dobrym zasilaniu, torze analogowym i zwróceniu uwagi na wiele ważnych detali – można z nich, mówiąc kolokwialnie, wycisnąć.

Przetwornik ten jednocześnie niejako zamyka też listę wszystkich źródeł firmy Mytek, jakie recenzowane były do tej pory na łamach niniejszego portalu. Abstrahując jednak od tego, należy też spojrzeć na drugą wersję Manhattana nie tyle z perspektywy innych urządzeń tej samej firmy, co bardziej patrząc na jego bezpośrednią konkurencję. W tym miejscu można zadać pytanie, co Mytek Manhattan II może nam zaoferować za te pieniądze, czego inne urządzenia nie mogą. Albo też – co robi lepiej?

Pozwolą Państwo, iż odpowiem na to pytanie w nieco mniej bezpośredni sposób. Otóż jest też tak, że po odsłuchach danego urządzenia pozostaje po nim jakieś bardziej zwięzłe, całościowe wspomnienie. Albo, jak kto woli, pierwsza myśl. I tą myślą jest w tym przypadku to, że Manhattan II po prostu nie wchodzi w drogę muzyce i gra świeżym, entuzjastycznym a przy tym poukładanym brzmieniem. Porównując go zaś do innych przetworników w zbliżonych cenach, to przykładowo Auralic Vega G2.1 ma jednak nieco odmienną receptę na brzmienie. A już taki Chord TT to zupełnie inna bajka. A czy będzie to właśnie czyjaś bajka – to już będzie zależeć od wielu czynników.

Jest w tym wszystkim jeszcze inna kwestia, jaką zdaniem należałoby także brać pod uwagę. Chodzi, że tak powiem, o kompletność całego pakietu. Czyli tego, co tutaj otrzymujemy. Bo gdyby uznać, że brzmienie to jeden z ważnych elementów i wziąć dodatkowo pod uwagę pozostałe, to najdroższy Mytek zyskuje jeszcze bardziej. Owszem, cena z kartą sieciową oscyluje w okolicach 29 tyś PLN. Jednakże mamy tutaj de facto cztery urządzenia w jednym: odtwarzacz sieciowy, przedwzmacniacz, przetwornik cyfrowo-analogowy oraz zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy. Do tego zestawu można dołożyć jeszcze wewnętrzną kartę przedwzmacniacza gramofonowego. Dodajmy do tego całościową kompetencję brzmieniową, niebanalny wygląd oraz fakt, że za tym urządzeniem stoi jednak firma doskonale rozpoznawalna to otrzymamy w ten sposób urządzenie, które po prostu pod każdym względem jest kompletnie.

Nie twierdzę przy tym, że jest najlepsze w swojej klasie. Śmiało jednakże mogę powiedzieć, że to bardzo dobra propozycja i dopiero urządzenia klasy naprawdę światowej mogą z flagowym Mytekiem konkurować. Bo prawda jest też taka, że Mytek już od paru lat zawsze wyznaczał pewnego rodzaju poziom. Były oczywiście urządzenia od niego – nieznacznie – lepsze. Ale było też sporo gorszych. I nieco to posłuży za najlepszą rekomendację.

Cena: 24799 PLN (karta sieciowa +4250 PLN, karta phono +6390 PLN)
Producent:
 Mytek Digital https://mytekdigital.com/
Dystrybutor: 
HEM Electronics https://hem-e.com/

2 Komentarze

  1. Mytek jeszcze we wrześniu zapowiedział swoją nową referencję, czyli Empire DAC, za c.a. 20 kEUR. Pierwsze dostawy mają ruszyć w lutym. Proszę sobie zabezpieczyć możliwość ewentualnego przesłuchania 🙂

  2. Dogłębna i ciekawa recenzja. Chcę dodać kilka słów, jako użytkownik Manhattana II od kilku lat. Jak wielu użytkowników przechodziłem kolejne poszukiwanie coraz lepszych odtwarzaczy CD, aż doszedłem do etapu DACów. Pierwszy był Mytek Stereo 192. Wypadał lepiej niż inne w podobnej cenie i lepiej niż oryginalny konwerter Primare CD31, ale miał swoje słabości, więc szukałem dalej w linii Mytek i poza nią. Brooklyn mnie nie zadowolił i doszedłem do M II. Używam go jako przedwzmacniacza do monobloków Moon M400, po maksymalnym obniżeniu wzmocnienia wejść o -12dB. Mam dźwięk taki, jaki chciałem mieć: szczegółowy, naturalny, szybki, dynamiczny. Tak samo z każdego źródła. W międzyczasie nabyłem DAC Moon 380D razem z końcówkami. Okazał się wolniejszy niż M II. Moje 3gr do recenzji –
    M II jest wrażliwy na zastosowane kable. Nie należy przesadzać. Jako sieciowy najlepiej spisuje się kabel nieekranowany. Żaden kabel z oplotem nie dał tak klarownego i szybkiego dźwięku jak zwykły Evo 3 Isotec. Sprawdźcie to

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*