Final TONALITE to najnowsze dokanałowe słuchawki bezprzewodowe wyższej klasy będące nową propozycją znanego japońskiego producenta. Marka Final, wcześniej występująca także pod nazwą Final Audio nie raz pojawiała się na hifizone.pl. Producent ten gościł u nas na przestrzeni lat wielokrotnie, bo przecież recenzowaliśmy słuchawki takie, jak niezwykle ciekawy model Sonorous VI (znany także, jako Pandora Hope VI), czy flagowe modele D8000 oraz D8000 Pro.
Co więcej, recenzowaliśmy także przystępniejsze warianty, które swoją drogą także były naprawdę ciekawymi słuchawkami. Weźmy za przykład chociażby takie modele jak ZE8000, ZE8000MK2 czy naprawdę przystępne cenowo ZE3000 i ZE2000. Swoją drogą, tych ostatnich używam do dzisiaj, przebiegły ze mną kilka półmaratonów, przejechały kilkanaście tysięcy kilometrów na rowerze. I działają do dzisiaj. Śmiem zatem twierdzić, że coś to jednak mówi o ogólnie pojętej jakości wykonania.
Dodam jeszcze tylko, jeżeli już o recenzje chodzi, że recenzowaliśmy także model Sonorous X, który nie ukrywam był pewnym moim cichym faworytem jeżeli chodzi o dynamiczne słuchawki mające zamkniętą konstrukcję. Jak zatem nietrudno się domyślić, japońska technologia słuchawkowa w wykonaniu firmy z prefektury Kanagawa jest mi dość dobrze znana i w zasadzie mam z nią do czynienia na co dzień. Tym bardziej z całkiem sporą ciekawością zdecydowałem się przyjrzeć z bliska najnowszej dokanałowej propozycji tejże marki. Model TONALITE jest, jak to nierzadko w przypadku produktów Finala była słuchawkami o dość, że tak to ujmę, wyrazistej formie oraz całościowej koncepcji.
Co ciekawe i też całościowo istotne dla tematu, Final postanowił tutaj zbudować produkt od podstaw. Innymi słowy, TONALITE nie są żadnym rozwinięciem modelu ZE8000MK2. To bardziej zupełnie nowe słuchawki, z zupełnie nową technologią. I przede wszystkim proponujące nam zupełnie nową koncepcję. Koncepcję, która wcześniej w słuchawkach dokanałowych się nie pojawiła. Jest przy tym zupełnie nowatorska. I w sumie jakoś mnie to specjalnie nie dziwi, że z takim pomysłem wyszedł właśnie Final. Bo o ile w pewnych aspektach marka ta jest dość konserwatywna (np. stosowanie driverów dynamicznych w modelach z serii ZE), to w innych już potrafi często zaproponować nam coś zupełnie niespotykanego.
Chodzi mi konkretnie o system DTAS. Skrót ten oznacza „Digital Tone Adaptation System”. Jego działanie polega na tym, że użytkownik (raz oczywiście) skanuje za pomocą specjalnej opaski (która jest dołączana do zestawu) w 3D swoją głowę, taki skan puszcza do chmury i na jego podstawie jest generowany unikalny profil akustyczny dla danego użytkownika. Sama kalibracja trwa mniej więcej kwadrans i jest to proces jednorazowy. Natomiast chciałbym zaznaczyć także, że słuchawek możemy używać bez systemu DTAS, one grają od razu po wyciągnięciu z pudełka i sparowaniu.
Oprócz wspomnianej kalibracji, Final zaimplementował w modelu TONALITE zaawansowaną (zdaniem producenta) redukcję szumów opartą na „najwyższej klasy” (tutaj oczywiście znowu cytuję producenta, tym razem jego stronę internetową) układach Sony CXD3784. Do tego mamy najnowszy przetwornik dynamiczny „f-CORE for DTAS” mający oferować nam chociażby korektor, optymalizację krzywej głośności oraz kilka innych realnie użytecznych funkcji. Same słuchawki oraz etui mają dość charakterystyczną formę, natomiast etui wspiera ładowanie bezprzewodowe.
Mamy zatem w zasadzie wszystko to, czego od wyższej klasy słuchawek bezprzewodowych możemy oczekiwać. Na dodatek mamy funkcjonalność, która może i jest opcjonalna, ale też której nikt inny na rynku w tym momencie nie posiada. Wszystko to Final wycenił na 1500 złotych. Czy to dużo? Przekonajmy się.
Final TONALITE – kilka ciekawych rozwiązań konstrukcyjnych
Opiszmy najpierw funkcjonalność i budowę tych słuchawek dość zwięźle. Może z pominięciem systemu DTAS, bo do tego jeszcze powrócimy. Otóż TONALITE to słuchawki typu TWS, czyli True Wireless oparte o pojedyncze przetworniki dynamiczne mające średnicę 10mm. Przetworniki te to najnowsza konstrukcja Finala i mają one zapewnić dużo niższe zniekształcenia harmoniczne. Przy ich projektowaniu uwzględniono kilka istotnych kwestii (przy czym dodam od siebie, że są to realnie ważne aspekty, które w przypadku dynamicznych przetworników bezpośrednio później przekładają się na brzmienie) takich, jak chociażby minimalizacja połączeń klejonych pomiędzy membraną a zawieszeniem.
Te dwa ostatnie elementy to w przypadku nowych driverów „f-CORE for DTAS” jedna integralna część. Klej pomiędzy elementami w przetwornikach zawsze był ich słabym elementem, jednakże większość producentów (także producentów samych przetworników) postanowiła ten fakt przemilczeć i jak to często w audio bywa, każdy to rozwiązanie akceptuje, bo przecież „tak ma być”. A przecież można to zrobić lepiej, czego doskonałym przykładem jest właśnie podejście Japończyków. Dodatkowo Final użył tutaj rozwiązania o nazwie „Air Wiring”. Producent nie precyzuje jakoś bardzo dokładnie na czym ono polega, natomiast podejrzewam, że chodzi o użycie cewki bez karkasu dla minimalizacji masy drgającej. Japończycy takie akurat rozwiązanie stosowali już od lat w wyższej klasy przetwornikach wysokotonowych.
W takim kontekście pozwolę sobie tutaj też na pewną uwagę. Otóż to właśnie w Japonii, w latach 70-tych i 80-tych dokonano bardzo dużych postępów, jeżeli chodzi o konstrukcję przetworników. Czy to tych głośnikowych, czy także słuchawkowych. To Japończycy opanowali technologię produkcji przetworników z membranami berylowymi, także Japończycy wprowadzili na rynek takie materiały, jak chociażby bio-celuloza. Kolejną ważną kwestią jest tutaj zastosowane ANC. Redukcja szumów opiera się na trzech mikrofonach Infineona (model IM73A135) oraz wspomnianym wcześniej układzie Sony CXD3784. Final dodatkowo informuje, że dość mocno zmienił algorytmy redukcji szumów tak, aby działały one w bardziej naturalny sposób.
No i wreszcie mamy system DTAS. Jego działanie polega na skanowaniu kształtu głowy i uszu za pomocą dedykowanej aplikacji i kamery w telefonie. Po całej procedurze, która jednak chwilę trwa (na szczęście można ją zapisać w poszczególnych krokach i powrócić do niej później) aplikacja wysyła taki skan do chmury, gdzie system dokonuje potrzebnych obliczeń na podstawie danych biometrycznych. Następnie wysyła już gotowe współczynniki korekcji do aplikacji, która z kolei wysyła je do słuchawek. W dużym, naprawdę dużym skrócie chodzi o to, że DTAS ma zapewnić nam bardziej naturalne odwzorowanie zarówno barwy, jak i przestrzeni.
Zanim zaś przejdziemy do opisu samego już brzmienia, to chciałbym zwrócić uwagę na kilka kwestii praktycznych. Wykonanie Finali jest bez zarzutu, po prostu czuć, że jest to jak najbardziej produkt klasy premium. Jeżeli zaś chodzi o wielkość i kształt etui oraz słuchawek, to powiem tak: de gustibus. Natomiast porównując TONALITE do, jakby nie patrzeć, wcześniejszego flagowego modelu bezprzewodowych IEMów od Finala to nowe słuchawki mają jedną dużą zaletę. Otóż nie musimy już używać dedykowanych tipsów od Finala. Oczywiście te dołączane w zestawie są bardzo dobre, ale jakby ktoś chciał np. użyć pianek – to tutaj droga wolna.
Czas działania na baterii wynosi około 8 godzin w praktyce, oczywiście będzie zależał od takich czynników, jak chociażby głośność. Warto też zwrócić uwagę na to, że mamy wsparcie dla łączności typu mutli-point i naprawdę rozbudowaną aplikację. Czuć, że dostajemy nie tylko słuchawki, ale przede wszystkim produkt od marki, która nie robi tego typu rzeczy od wczoraj. A także zapewnia całą, jakże ważną przecież, otoczkę dla swojego produktu. Nie bez znaczenia jest także całkiem rozbudowana i dopracowana aplikacja Finala, która oprócz wspomnianej personalizacji brzmienia daje nam dostęp do sterowania ANC czy korektora graficznego.
Final Audio Tonalite – brzmienie.
Zacznijmy od tego, że system DTAS naprawdę działa i po kalibracji różnica brzmieniu jest nawet nie tyle, że znacząca, co wręcz zaskakująca. W zasadzie jest ona tak duża, że słuchawki te zasługują na rekomendację przez sam pryzmat działania systemu personalizacji. Jednakże najpierw zwróćmy uwagę na to, jak nowe bezprzewodowe Finale grają bez dokonania wspomnianej kalibracji. A potem powiedzmy, co de facto zmienia się po niej. Tutaj chodzi także o to, że zmiany po kalibracji mogą jednak być także w jakiś sposób subiektywne. No i różnić się w swoim zakresie pomiędzy poszczególnymi użytkownikami. Ponadto jest jeszcze kwestia tego, że brzmienie zmieni nam się także po aktywacji systemu ANC, bo takowy Tonalite przecież także posiadają. Na dodatek może on pracować w dwóch trybach, których nazwy akurat mówią same za siebie: „Sound Quality” oraz „Noise Reduction”.
Dlatego też bazowym punktem wyjścia powinno być jednak – moim skromnym zdaniem – to, jak Tonalite brzmią bezpośrednio po wyjęciu z pudełka (oczywiście biorąc poprawkę na te kilkanaście godzin wygrzewania). Tutaj chodzi także o to, że nowe bezprzewodowe IEMy od Finala nawet bez wspomnianej kalibracji brzmią jednak na wyższym poziomie, aniżeli chociażby obie wersje ZE8000. Sam zaś system DTAS wprowadza różnicę większą, aniżeli różnica pomiędzy właśnie Tonalite a ZE8000 (mam tutaj na myśli także, a może w szczególności wersję MK2 modelu ZE8000, która charakterem jest bliższa właśnie do Tonalite).
Porównując nowy produkt japońskiej marki do ich poprzedniego flagowego modelu bezprzewodowych IEMów, to pierwszą rzeczą, jaką można zauważyć praktycznie od razu – będzie nieco inny jednak całościowy charakter brzmienia. Tonalite brzmią po prostu dużo bardziej monitorowo, w bardziej kontrolowany oraz skupiony sposób. I to nawet porównując do drugiej wersji modelu ZE8000. Nowe słuchawki z Japonii grają też zdecydowanie bardziej konturowo i rozdzielczo jednocześnie. Pierwsze wrażenie może być też takie, że scena jest nieco oddalona, bardziej przed słuchaczem oraz bardziej skupiona na środku.
Wynika to jednak nie z samego budowania sceny, a raczej z tego, że Tonalite grają dźwiękiem bardziej skupionym i także bardziej precyzyjnie tę scenę dźwiękową kreują (do tego jeszcze dojdziemy w kwestii działania systemu DTAS, bo to akurat ważny dla niego kontekst). Nowe Finale grają co prawda bardziej monitorowo, lecz to jest tak naprawdę tylko jedna strona medalu. Bo pisząc „monitorowo” mam na myśli charakterystykę przenoszenia (zakładając, iż mamy własnie powyłączane wszystkie „systemy”, czyli EQ oraz DTAS) bardziej aniżeli samą barwę jako taką. Bo ta jest akurat taka, jak z dobrych dynamicznych słuchawek dokanałowych. Dlatego „monitorowość” modelu Tonalite jest doprawdy inna, aniżeli chociażby słuchawek takich, jak Campfire Audio Andromeda (oczywiście to model przewodowy, aczkolwiek bardzo dobre porównanie ze względu na inne odbieranie barwy, bo Andromedy są tutaj na przeciwnym chciałoby się rzec biegunie).
Dlatego bardzo dobrze, nawet w kontekście szerszej skali (mam tutaj na myśli porównanie ze słuchawkami przewodowymi w podobnej cenie podłączonymi do bardziej budżetowych, czyli kosztujących w okolicach 1-2K PLN DAPów) wypadają tutaj wokale. Są one przede wszystkim energetyczne i całkiem bezpośrednie. Można powiedzieć, że Tonalite, nawet działając w trybie bez kalibracji, potrafią bardzo dobrze połączyć świat dynamiczny oraz armaturowy. Chodzi mi tutaj o to, że właśnie wokale są odpowiednio nasycone, ciepłe, ale też nie brakuje im wspomnianej wcześniej energii oraz takiej specyficznej zadziorności, jakiej brakowało mi chociażby w ZE8000 (tutaj Andromedy są akurat mistrzem).
Koleją rzeczą, o jakiej należy wspomnieć są krańce pasma. Są one bardzo wyrównane w swoich poszczególnych podzakresach i na początku nie zwracają na siebie specjalnie uwagi. Oczywiście dopóki nie trafimy na odpowiedni repertuar albo też nie dokonamy kalibracji i nie włączymy systemu DTAS. Bo wtedy brzmienie nowych Finali zmienia się także jeżeli chodzi o jego rozciągnięcie w stronę niskich i wysokich częstotliwości. Przy czym wcale nie jest tak, że Tonalite, nawet w wersji bez kalibracji grają tylko środkiem pasma, co to to nie.
One po prostu grają w sposób liniowy, chociaż tutaj słowo „zbalansowany” będzie lepiej oddawać ich naturę. Bo jednak jest minimalne podparcie w basie w sensie takim, że nawet mając wyłączony korektor oraz system DTAS to czuć, że ten bas cały czas daje stabilną podbudowę każdego utworu. Robi to dyskretnie, lecz jednak zawsze jest obecny (w końcu są to słuchawki dynamiczne).
Swoją drogą niskie tony są bardzo dobrej jakości, także w sensie takim, że maja zróżnicowaną fakturę oraz potrafią odpowiednio nisko zejść zachowując nawet nie tyle, że kontrolę jako taką, co definicję. Final tutaj chwali się, że nowe przetworniki w Tonalite mają bardzo niskie zniekształcenia. I moim zdaniem słychać to przede wszystkim na basie właśnie poprzez definicję tego zakresu. Tego basu wcale nie trzeba w żaden sposób podbijać, aby usłyszeć, co się na niskich tonach dzieje. To przy tym bas także „monitorowy”, ale w takim znaczeniu tego słowa, że przypomina mi bardziej niskie tony z wysokiej klasy monitorów studyjnych, gdzie postawiono na kontrolę, precyzję oraz fakturę niskich tonów, aniżeli na jakiekolwiek efekciarstwo.
Reasumując, Finale w trybie bez personalizacji za pomocą systemu DTAS grają w sposób bardziej precyzyjny, przejrzysty od ZE8000 MK2. Jednocześnie oferują też bardzo dobre wyważenie, jak również barwę, która jest co prawda dalej minimalnie po cieplejszej stronie, to już w porównaniu chociażby do poprzednika mamy zdecydowanie lepszą definicję w całym paśmie. Oczywiście w daleko idącej teorii można by powiedzieć, że po uruchomieniu kalibracji za pomocą systemu DTAS „wszystkiego jest w brzmieniu znacznie więcej”, jednakże byłoby to jednak spore uproszczenie.
Tak naprawdę autorski system kalibracji japońskich słuchawek zaskoczył mnie na tyle, że postanowiłem pierwszą część opisu brzmienia zrobić bardziej ogólnie, bo po uruchomieniu profilu kalibracyjnego zmienia się… wiele. I de facto to właśnie brzmienie po kalibracji powinno być uznawane za bazowe brzmienie modelu Tonalite. Tak szczerze powiedziawszy to jest to bardzo ciekawy przypadek, bo z jednej strony zmiany są bardzo obiektywne i łatwe do wskazania. Z drugiej zaś – jest to dalej ta sama koncepcja brzmieniowa, tyle, że… no właśnie. Bo mamy tutaj sytuację, w której wywindowanie kilku aspektów brzmienia nieco wyżej i równocześnie sprawia, że będziemy to brzmienie odbierać zupełnie inaczej.
Ale po kolei – Brzmienie Tonalite po kalibracji. Zacznę od tego, że brzmienie przy użyciu systemu DTAS zmieniło się znacznie w wielu obiektywnych kwestiach. Zmiana ta przypomina mi nieco to, co dzieje się w niektórych dużych systemach głośnikowych, kiedy pomiędzy źródło a końcówkę mocy wepniemy naprawdę drogi i bardzo dobry przedwzmacniacz. Wszystkiego jest po prostu więcej, brzmienie zyskuje bardzo dużo na ogólnie pojętej witalności.
Ale też dzieje się coś o wiele bardziej ciekawego. Osobiście uważam tę akurat cechę za jedną z głównych zalet modelu Tonalite. Otóż znacząco zwiększa się ogólnie pojęta muzykalność, radość ze słuchania muzyki. W trybie domyślnym, czyli bez wspomnianej wcześniej kalibracji nowe Finale grają niejako „od linijki”. Czyli bardzo dobrze, poprawne, wszystko jest na swoim miejscu i można by uznać, że są dobrym następcą dla modelu ZE8000 w wersji MK2.
Natomiast po włączeniu trybu spersonalizowanego następuje zmiana moim zdaniem dla wielu nieoczekiwana i zaskakująca zarazem. Tak się akurat składa, że odsłuchy rozpocząłem od muzyki nieco bardziej elektronicznej i energetycznej zarazem. Konkretnie padło na bardzo znaną płytę formacji Bomfunk MCs „In Stereo”, na dodatek na utwór, który chyba wszyscy znają, czyli szlagierowy Freestyler. Oczywiście już słyszę komentarze, iż utwór ten od audiofilskości odległy jest tak, jak instytucja agencji towarzyskiej od monogamii. Jednakże na wspomnianym powyżej jakże znanym utworze, jak również na całej pierwszej płycie skandynawskiej formacji wyszło jak na dłoni jedno: Tonalite to trochę taki wilk w owczej skórze.
Słuchawki, które oczywiście aspirują jak najbardziej do audiofilskiego produktu, jednakże są trochę, a może w sumie nawet bardziej niż trochę przewrotne. Przewrotne w sensie takim, że ilość energii oraz żywiołowości, jaka pojawia się z włączeniem systemu DTAS jest doprawdy zaskakująca. Tu nie chodzi o to, że poprawia się tylko bas, czy tylko scena. Tutaj bardziej chodzi o to, że pojawia się życie i witalność, które sprawiają, że Tonalite po kalibracji są brzmieniowo lata świetlne przed chociażby modelem ZE8000 MK2.
Jest to jednocześnie kolejny i bardzo wymierny przykład na to, że istnieje bardzo wyraźne powiązanie pomiędzy osiągami danych słuchawek czy kolumn głośnikowych w poszczególnych możliwych do oddzielenia technicznych aspektach ich reprodukcji a ich całościowym brzmieniem. Także a może zwłaszcza w kontekście ogólnie pojętej muzykalności. To jest bardzo często tak, że przy słuchawkach czy też kolumnach, gdzie ta muzykalność jest na poziomie wybitnym także pewne konkretne, techniczne aspekty reprodukcji stoją na wysokim poziomie. Bo to wcale nie jest przecież tak, że ta muzykalność bierze się z kosmosu.
Zmieniając tymczasem repertuar padło na bardzo dobrze znaną mi wokalistkę, czyli Bjork i jej świetnie zrealizowany utwór „Hyperballad”. Brzmienie w trybie „Personalized” było bliższe, z szerszą sceną i bardziej namacalnym głosem wokalistki. Przy czym w samym zakresie trybu „Personalized” mamy też trzy dodatkowe ustawienia: „Reference”, „Ref minus” oraz „Ref plus”. W wersji „dodatniej” podbite były sybilanty i generalnie było już „za dużo dobrego”, aczkolwiek podejrzewam, że może się to mocno różnić pomiędzy poszczególnymi osobami, ponieważ dwa dodatkowe tryby jak podaje sam producent są po prostu wariantami trybu „Reference”. Czyli domyślnego trybu działania systemu DTAS.
Co ciekawe, na wielu, naprawdę wielu różnych albumach, od Morcheeby „Who Can You Trust” aż po Nilsa Frahma „Spaces” wyraźnie słychać było jedną rzecz. Czyli to, że to właśnie z włączonym trybem personalizacji brzmienie jest bardziej bezpośrednie, bardziej niezmącone i po prostu lepsze. Zwłaszcza na „Tape Loop” Morcheeby wokal był zdecydowanie lepszy, a samo brzmienie po prostu czystsze, bardziej naturalne i bardziej płynne. Pozwolę sobie do tego jeszcze nawiązać w samym już podsumowaniu.
Jednakże zanim do niego przejdziemy, to jeszcze kilka słów o skrajach pasma oferowanych przez Tonalite. Otóż bas potrafi zejść bardzo nisko, lecz zwłaszcza w trybie bez personalizacji słuchawki się z tym w żaden sposób nie afiszują. Zmienia się to diametralnie w trybie spersonalizowanym, niskie tony zyskują nie tylko na masie, ale przede wszystkim na dynamice oraz wyrazistości faktury. Natomiast jeszcze większe zmiany dzieją się w zakresie średnio-wysokotonowym i wysokotonowym. Słychać, że wszystko jest po prostu czystsze i bardziej uporządkowane.
Final Tonalite – podsumwanie
Pozwolę sobie zacząć podsumowanie w sposób nieco humorystyczny. Otóż, kiedy otrzymałem te słuchawki od dystrybutora, to posłuchałem ich kilka minut bez kalibracji i pomyślałem sobie: „aha, okay, dobry następca dla ZE8000 MK2”. Natomiast po pewnym czasie postanowiłem, że trzeba w końcu sprawdzić o co chodzi z całym tym procesem personalizacji. No i ze słuchawek, które po prostu zasługiwały spokojnie na rekomendację zrobiły się słuchawki tak dobre, że Nagroda Redakcji jest jedynie formalnością. To także chodzi o to, że nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł, który tutaj zrealizowali japońscy inżynierowie.
Najciekawsze jest tak naprawdę jednak to, jak dobrze działa cały system DTAS i może on w pewnym sensie wyznaczać dla marki z prefektury Kanagawa nowy kierunek. Interesujące jest przy tym także to, że to właśnie w trybie spersonalizowanym brzmienie jest de facto czystsze, a powrót do trybu domyślnego kojarzy się jednak z większą ilością cyfrowego nalotu. W samej teorii powinno być w zasadzie na odwrót, ale praktyka pokazuje, że zrobiono tutaj coś po prostu dobrze. Nagroda Redakcji.
Adam Kiryszewski
Cena: 1499 PLN
Dystrybutor: Fonnex https://fonnex.pl







