FiiO M21 – mini-recenzja

FiiO M21

FiiO M21 to jeden z przenośnych odtwarzaczy audio, jakie znany od lat producent z Państwa Środka wprowadził całkiem niedawno do swojej oferty. Znajduje się on nieco niżej w hierarchii, aniżeli chociażby recenzowany wcześniej na łamach hifizone.pl większy i droższy M23, lecz jednocześnie też wyżej (patrząc poprzez pryzmat zarówno ceny, jak i konstrukcji), aniżeli chociażby JM21. Jednocześnie, patrząc od strony technicznej, to w M21 zamiast spotykanego chociażby właśnie we wspomnianym M23 „dzielonego” chipsetu AKMa (czyli modulatora AK4491 oraz układu przetwornika odpowiedzialnego za właściwą konwersję 4499EX) znajdziemy aż cztery układy marki Cirrus Logic CS43198. Do tego mamy oczywiście zbalansowany tor słuchawkowy, który posiada – według danych technicznych producenta – po 950 mW mocy, która jest uzyskiwana w trybie „Super High Gain Mode” (tryb ten wymaga podłączenia zewnętrznego zasilania, na bateryjnym M21 oferuje nieco mniej, bo po 720 mW).

Poza tym mamy w nowym DAPie znany z innych odtwarzaczy FiiO tryb desktopowy, ekran 4.7 cala, dwa wyjścia słuchawkowe (3.5 mm oraz 4.4 mm zbalansowane). Oraz Snapdragona 680, a także dodatkowo układ FPGA z którego sygnał „wychodzi” do czterech przetworników cyfrowo-analogowych. FiiO w swoich materiałach reklamowych chwali się ponadto zastosowaniem nie tylko wyższej jakości oscylatorów zegara, ale także wielu układów typu LDO (Low-Droput Regulator), czyli stabilizatorów zasilania. Są one osobne dla układów wzmacniacza słuchawkowego oraz osobne dla części cyfrowej i analogowej. Do tego mamy także firmowy equalizer o nazwie PEQ (znany z innych odtwarzaczy) oraz funkcję All-To-DSD. Do tego M21 może pracować jako cyfrowy transport. I to zarówno po wyjściu S/PDIF, jak i także poprzez port USB. Oznacza to, że FiiO M21 może także działać de facto jako transport cyfrowy.

FiiO M21

Z takich rzeczy typowo użytkowych, to wszystko działa dość płynnie, w porównaniu do M23 to M21 jest faktycznie dużo mniejszy i przez to dużo bardziej poręczny. Deklarowany zaś przez producenta czas odtwarzania można uznać za realistyczny pod warunkiem nie napędzania wymagających słuchawek w trybie High Gain, ale to ogólnie wiadomo, że te czasy odtwarzania są podawane raczej dla IEMów i to przy niższych poziomach. Tak już reasumując, to nowy odtwarzacz od FiiO na przysłowiowym papierze wygląda naprawdę całkiem nieźle. Co prawda nie znajdziemy tutaj wzmacniacza w technologii THX, ale za to znajdziemy tutaj tor audio zaprojektowany przez FiiO. Co też w sumie warto zaznaczyć jako zdecydowany plus dla producenta, dostajemy tutaj od razu odtwarzacz nie tylko z folią ochronną na ekranie, ale też w sensownym plastykowym etui.

FiiO M21 – brzmienie

Przyznam szczerze, że zaraz po uruchomieniu M21 i po odsłuchaniu dosłownie pierwszych taktów pierwszej piosenki od razu sprawdziłem specyfikację techniczną tego odtwarzacza. Niby nie jest to R2R i niby taki M23 to też przecież odtwarzacz oparty na przetworniku o architekturze typu delta-sigma, jednakże tak naprawdę już na początku chciałbym powiedzieć, że – tak nieco zaczynając opis brzmienia od innej nieco strony – taki M21 i M23 to są zupełnie inne jednak brzmieniowo odtwarzacze. Niby mogłoby się nam wydawać, że – nieco uproszczając – grają w jakiś tam sposób podobne, ale jednak jest zgoła inaczej.

FiiO M21

Przede wszystkim M21 to odtwarzacz, który mocno idzie w neutralność oraz pewnego rodzaju dopieszczenie środka pasma. Przy czym wcale nie jest tak, że brakuje tutaj w jakiś sposób jego skrajów. Bo na przykład – i to nawet na HEDDach TWO nie czuło się na „Money Can’t Buy It” Annie Lennox, że czegoś na dole (czy na górze brakuje). Natomiast, skoro już jesteśmy przy brytyjskiej wokalistce, to właśnie pierwsza refleksja po nieco dłuższych odsłuchach M21 jest właśnie taka, że skądś to brzmienie już znam, w sensie tą konkretną estetykę. M21 gra z dużą dozą przejrzystości, ale też w pewny sposób subtelnie.

Bezpośrednio porównując go do chociażby M23, czy też dużo droższych urządzeń, gra też minimalnie matowy, co nie znaczy, że nudny sposób, bo właśnie potrafi wciągnąć przede wszystkim dzięki bardzo dobrze poprowadzonemu środkowi pasma. A jeszcze inaczej rzeczy ujmując, to jeżeli już porównujemy do takiego M23, to jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że ktoś będzie wolał właśnie tańszy odtwarzacz od FiiO. I to wcale nie dlatego, że ma środek pasma de facto lepszy od droższego odpowiednika, ale właśnie dlatego, że niektórym taka konkretna estetyka brzmienia może po prostu, nadzwyczajnej – bardziej odpowiadać. Chciałbym też odnieść się tutaj do jeszcze innego faktu, który ma, jakby nie patrzeć, wpływ na brzmienie. Otóż M21 nie ma wzmacniacza THX, w który jest wyposażony chociażby właśnie M23. I to po prostu słychać – mamy nie tylko nieco inną barwę (to może być główna różnica dla wielu) ale też inaczej rozłożone akcenty.

FiiO M21

W pewnym sensie M21 gra nieco bardziej płasko od M23, ale – co będzie tutaj zapewne niezwykle ciekawe – wcale nie jest tak, że słychać na nim mniej. Na „Raising Venus” Malii i Borisa Blanka słychać byłó., że M21 przybliża i nieco spłaszcza scenę, natomiast droższy odtwarzacz od FiiO ma większe w tym brzmieniu odejście. Przy czym M21 jest na środku jakby pozbawiony pewnego dość charakterystycznego przybrodzenia w brzmieniu, jakby można skojarzyć właśnie z zastosowaniem wzmacniacza THX. Można by to określić jako pewnego rodzaju chropowatość, z którą jednak idzie większa separacja. Z kolei M21 ma brzmienie, które jest w pewnym sensie bardziej miękkie, gdzie czuć, że krawędzie dźwięków nie są już tak dokładnie rysowane, ale jakimś dziwnym trafem wcale nie skutkuje to ani brzmieniem nudnym, ani też uśrednianiem nagrań. Bo przykładowo Madonna „Vogue” zabrzmiała z bardziej charakterystyczną dla tego utworu barwą właśnie na mniejszym odtwarzaczu od FiiO.

Niskie tony z M21 są całkiem dobrze kontrolowane, jednakże nie jest to ten rodzaj basu, który rusza i zatrzymuje się w miejscu, to bardziej bas, który jest bardzo dobrze spięty z nagraniem, oferuje płynność, jest też rozciągnięcie. Zakładam, że nikt nie będzie łączył M21 ze słuchawkami pokroju HEDDów TWO czy HE1000, i tak długo, jak długo nie będzie tego robił – to spokojnie nie ma co się o ten bas obawiać. Z drugiej zaś strony patrząc na tony wysokie, to tak naprawę nowemu odtwarzaczowi od FiiO należą się de facto same – przy tej cenie – pochwały. Nie są de facto wycofane ani za nadto (jak na cenę tego odtwarzacza) uśrednione. Jednakże są nieco bardziej natarczywe, aniżeli te w M23, które de facto są jednak bardziej wycofane. M21 operuje górą w nieco bardziej odważny sposób, jednakże mniej tę górę przy tym różnicując. Jednocześnie to, co jest w tym wszystkim najciekawsze, to fakt, że M21 właśnie oferuje to, co najlepsze w brzmieniu przetworników marki Cirrus Logic, lecz przy tym nie ma specjalnie ich wad.

FiiO M21

Jest jeszcze inna strona całej historii, otóż mam takie nieodparte wrażenie, że FiiO nie starało się jakoś na siłę zrobić odtwarzacz, który w jakimś tam sensie byłby tańszym odpowiednikiem droższych DAPów jeżeli chodzi o ogólną sygnaturę brzmienia. A bardziej po prostu poszedł w stworzenie odtwarzacza o nieco innej estetyce brzmieniowej, jednakże przy tym też maksymalnie dobrego, jeżeli chodzi o całokształt tego brzmienia w danej cenie i mając do dyspozycji taki, a nie inny zestaw przetworników (dzielone AKMy są nie tylko droższe, ale też wymagają i więcej miejsca i są dużo droższe de facto w aplikacji). Swoją drogą, i już tak nieco tytułem podsumowania, to pamiętajmy też o synergii ze słuchawkami. Bardzo dobrze się M21 zgrał na środku z dużo droższymi od niego Andromedami od Campfire Audio. A jeżeli już przy tych synergiach jesteśmy, to M21 jest na tyle wyważony, że powinien dobrze współpracować z naprawdę szerokim wachlarzem słuchawek – przy czym stawiałbym jednak na modele grające po nieco bardziej otwartej i świeżej stronie, lecz dalej mające dobre zrównoważenie.

FiiO M21 – podsumowanie

Ujmując sprawy w prostych słowach i pomijając już bardziej zawiłe, audiofilskie określenia – to brzmienie tego odtwarzacza pozwolę sobie podsumować dość zwięźle. FiiO M21 gra brzmieniem naturalnym, lecz wciąż angażującym. Tutaj cztery układy Cirrus Logic oferują już spory poziom nie tylko wglądu w nagranie, lecz i także separacji oraz niewymuszonej detaliczności. Słychać dużo, natomiast największą zaletą tego odtwarzacza jest dobry (a w kontekście ceny nawet bardzo dobry) środek pasma wraz przy jednoczesnym odpowiednim odwzorowaniu jego skrajów. Jednocześnie odtwarzacz ten powinien przemawiać do wielu potencjalnych użytkowników szukających przenośnego źródła w tej cenie z jeszcze innych powodów. Otóż powiedziałbym, że połączenie brzmienia, wielkości oraz naprawdę przemyślanej funkcjonalności oznacza tutaj jako całość po prostu więcej, niż suma składników. FiiO naprawdę ma ostatnio dobrą passę i to po prostu tutaj czuć. Wnioski pozostawiam Panstwu.

Adam Kiryszewski

Dystrybutor: MIP https://mip.biz.pl/
Cena: 1599 PLN