Cambridge Audio L/R X – recenzja

Cambridge Audio LR X to najwyższy i największy model głośników aktywnych z nowej serii L/R brytyjskiego producenta. W jej skład wchodzi jeszcze mniejszy model M oraz najmniejszy S. Wszystkie trzy modele mają wspólne cechy konstrukcyjne, jednakże dopiero dwa największe (czyli „M” oraz właśnie „X”) wspierają strumieniowanie audio. Warto też już na samym wstępie zaznaczyć, że nowe głośniki brytyjskiej marki to także dość ważny kamień milowy dla samej marki. I jednocześnie też wejście dla Cambridge Audio na zupełnie nowe terytorium. A przy tym jest to ruch jak najbardziej logiczny i, jeżeli się nad tym chociaż chwilę zastanowimy, także w zupełności zrozumiały w kontekście wcześniejszych osiągnięć tej marki.

Otóż tak się też składa, że Cambridge Audio już od ładnych kilku lat rozwija swoją własną, autorską platformę Stream Magic, która na chwilę obecną jest już w swojej czwartej wersji, czy też – jak kto woli – generacji. Platforma ta działa bardzo dobrze w praktyce, ma przy tym świetną aplikację na smartfony, co znalazło swoje potwierdzenie chociażby w recenzjach takich urządzeń na EXN100, Evo One czy Evo 150 SE na naszym portalu.

Rozszerzenie oferty brytyjskiego producenta o kolumny głośnikowe jest też jak najbardziej zrozumiałe w świetle działań innych marek. Bo przykładów wcale nie trzeba szukać przecież daleko. Chociażby tak znana z elektroniki marka jak Arcam wprowadziła do swojej oferty aż cztery nowe modele kolumn. To, że są to w tamtym przypadku konstrukcje bliźniacze do Revela, i przy tym pasywne to oczywiście inna kwestia, jednakże bardziej chodzi mi tutaj o samą prawidłowość wprowadzania do oferty kolumn przez producentów, którzy do tej pory znani byli z elektroniki.

Natomiast doprawdy ciekawym jest w przypadku Cambridge Audio coś zupełnie innego. Otóż chodzi mi konkretnie o poziom technicznego zaawansowania tych kolumn, także od strony użytych przetworników. Bo Brytyjczycy zamiast chociażby użyć gotowych driverów, które można by kupić „z półki” od jednego z wielu producentów (i to nawet niekoniecznie duńskich, bo na swoim poletku mają chociażby sprawdzoną firmę Volt) zdecydowali się na zaprojektowanie własnych.

Pomyśleli przykładowo o takich (doprawdy istotnych na końcowego rezultatu) detalach, jak dość wymyślna komora tylna w przetwornikach wysokotonowych, czy dodatkowe drivery obsługujące niskie tony. Ogólnie rzecz ujmując, patrząc od strony samej techniki głośnikowej to cała seria L/R jest po prostu niezwykle ciekawa. Bo wyraźnie widać, że Cambridge Audio nie miał zamysłu stworzenia modeli, które tylko wypełnią i rozszerzą ofertę. A bardziej chciał, mówiąc kolokwialnie, namieszać na rynku.

Przechodząc już do właściwego tematu tej recenzji, to trafił do mnie model największy, czyli ten z literą „X” w nazwie. I od razu powiem, że pomimo tego, że jest to konstrukcja podstawkowa to kolumny są nie dość, że całkiem pokaźne to na dodatek dość ciężkie. Na tyle ciężkie, że jeżeli mówimy o stawianiu ich na podstawkach, to te powinny być naprawdę solidne. No ale nic dziwnego, bo w każdej z obudów zmieszczono przecież dwa przetworniki nisko-średniotonowe, przetwornik wysokotonowy, dwie membrany bierne no i cała elektronikę.

Pamiętajmy przecież, że są to kolumny nie dość, że aktywne, to także wspierające strumieniowanie. Ich funkcjonalność jest doprawdy na tyle szeroka, żeby klasyfikować je bardziej jako gotowy system audio aniżeli takie pierwsze lepsze z brzegu kolumny aktywne. Dla przykładu: wsparcie platform strumieniujących to jedno, natomiast trzeba też wspomnieć chociażby o tym, że do CA LR X możemy bezpośrednio podłączyć gramofon z wkładką MM.

Nowe kolumny Cambridge’a mają zresztą tyle funkcji oraz możliwości łączności, że z powodzeniem mogą zastąpić kompletny system audio składający się ze wzmacniacza ze strumieniowaniem oraz kolumn. Cambridge Audio L/R X na tę chwilę kosztują niecałe 9 tysięcy złotych za parę. Można by powiedzieć, że to całkiem sporo, jednakże jeżeli uwzględnimy, iż mamy tutaj de facto streamer, wzmacniacze oraz same kolumny, to matematyka zaczyna być już bardziej korzystna.

Zwłaszcza, że producent wyraźnie też deklaruje (napisał mi to także mailowo), że są to kolumny dedykowane także do większych pomieszczeń (model „S” jest z kolei przeznaczony przykładowo bardziej na biurko, czy też do odsłuchów typu „near-field”). Inaczej rzecz ujmując, mogą być one ciekawą propozycją dla wielu osób, które szukają takiego konkretnie rozwiązania.

Na dodatek opcji kolorystycznych jest tutaj bez liku. Bo oprócz trzech klasycznych (niebieski, zielony oraz orzech) są też trzy bardziej kolorowe warianty (niebieski, zielony oraz pomarańczowy). Postaramy się zatem odpowiedzieć nawet nie na pytanie, co nowy model od Cambridge Audio potrafi pod względem brzmieniowym, ale też – a może nawet przede wszystkim – jak nowa propozycja marki z Londynu wypada w szerszym tak naprawdę kontekście.

 

Cambridge Audio L/R X – budowa oraz (zaawansowana) funkcjonalność.

Zacznę najpierw do tego, o czym wspomniałem wcześniej. Czyli do parametrów stricte fizycznych. Szerokość tych kolumn to dokładnie 20 cm, natomiast ich waga to już nieco ponad 10 Kg. Trzeba to wziąć pod uwagę chociażby przy dobieraniu podstawek, czy też jakiegoś mebla, na którym kolumny Cambrdige Audio będą stały. Jednocześnie ich środek ciężkości znajduje się dość nisko (mamy przecież przetwornik nisko-tonowy na dolnej ściance obudowy), przez co L/R Xy są w sumie dość stabilne.

Ogólnie kolumny sprawiają też wrażenie masywnych, natomiast samo ich wykonanie jest na wysokim poziomie. Tylny panel precyzyjnie wkomponowano w całość, która wygląda po prostu nowocześnie. Do samych kwestii technicznych dojdziemy już za chwilę, bo teraz warto powiedzieć kilka chwil o ogólnych założeniach, jakie przyświecały producentowi przy projektowaniu tych kolumn. Zrobi to za nas Ollie Marschal, Head of Acoustics z Cambridge Audio:

Celem było stworzenie produktu (serii) o prawdziwie audiofilskich parametrach, ale w pakiecie, który charakteryzuje się doskonałym stosunkiem jakości do ceny, jest łatwy w obsłudze i który z łatwością można polecić. Ostatecznie chodziło o to, by zapewnić jak największej liczbie osób odtwarzanie muzyki w lepszej jakości. Jest mnóstwo osób, które uwielbiają pomysł posiadania sprzętu hi-fi, ale mogą zniechęcać je bariery związane z rozpoczęciem przygody z tym hobby. „Co to jest przedwzmacniacz? Czy potrzebuję go?”, „Co to jest kabel sygnałowy?” itp. Dla osób, które lubią majsterkować, te elementy stanowią fundamentalną część hobby, ale dla tych, którzy tego nie lubią, wszystko to po prostu przeszkadza w słuchaniu ulubionej muzyki i na początku może wydawać się dość onieśmielające. Seria L/R to łatwy sposób na wejście w świat hi-fi, oferująca jakość dźwięku, która naprawdę dorównuje większości systemów pasywnych w tym samym przedziale cenowym, a do tego w atrakcyjnej obudowie.

Jeśli chodzi o cele projektowe, dużą część mojej filozofii stanowi zapewnienie dynamiki i szerokości pasma. Jeśli uda się osiągnąć oba te elementy, wiele innych decyzji inżynieryjnych układa się w całość, pozwalając stworzyć dobrze zbalansowany głośnik.

Dodatkowo zapytałem o różnice pomiędzy poszczególnymi modelami w nowej serii i uzyskałem taką odpowiedź:

Najłatwiej jest pogrupować dwa większe głośniki (X i M). Łączy je wspólna architektura akustyczna oparta na konstrukcji 2,5-drożnej. Rozwiązanie to jest częściej spotykane w głośnikach podłogowych. Dwa głośniki niskotonowe współpracują ze sobą, odtwarzając bas, ale przedni z nich przechodzi następnie do zakresu średnich tonów, gdzie następuje przejście do głośnika wysokotonowego. (Nasz drugi głośnik niskotonowy znajduje się na spodzie obudowy.) Modele X i M wykorzystują również nasz specjalnie zaprojektowany głośnik wysokotonowy z twardą kopułką o średnicy 28 mm.

Najmniejszy głośnik w tej serii (L/R S) posiada bardziej tradycyjny pojedynczy głośnik niskotonowy i tylny port refleksowy – głównie ze względu na ograniczenia kosztowe i przestrzenne związane z tworzeniem przystępnego cenowo głośnika biurkowego. Jest on jednak około trzy razy tańszy niż model L/R M.

Przejdźmy teraz z samych ogólnych założeń konstrukcyjnych do istotnych detali, a konkretnie do samych przetworników. Tak Ollie nam tłumaczy ich konstrukcję:

W naszym głośniku wysokotonowym zastosowano dużą kopułkę z anodowanego aluminium o średnicy 28 mm. Kopułka ta nie ma standardowego kształtu – charakteryzuje się „podwójnym promieniem”, co oznacza, że po bokach jest bardziej stroma, a u góry bardziej płaska. Pomaga to poprawić kierunkowość najwyższej oktawy, a także pozwala na lepsze dopasowanie do profilu naszego falowodu.

Falowód i korektor fazy również zostały specjalnie zaprojektowane w oparciu o niezliczone symulacje w programie COMSOL, aby uzyskać idealny profil.

Tylna komora w kształcie torusa pomaga skierować energię tylną z dala od kopułki i poprowadzić ją przez stosunkowo długą, zwężającą się ścieżkę. Jest ona wypełniona materiałem pochłaniającym o zmiennej gęstości, który stopniowo pochłania energię tylną. Połączenie tych elementów naprawdę pomogło nam zmniejszyć całkowite zniekształcenia harmoniczne.

Pozwolę sobie tutaj na nieco szerszy komentarz. Przede wszystkim zwraca uwagę fakt, iż Cambridge Audio powołuje się na korzystanie z bardzo zaawansowanego oprogramowania. Otóż tak się składa, że Comsol z modułem Audio to w zasadzie jedno z najbardziej zaawansowanych narzędzi typu CAD do projektowania kolumn głośnikowych, jakie są dzisiaj dostępne. A w zasadzie nawet nie tylko do symulacji gotowych kolumn głośnikowych, co także samych przetworników.

Swoją drogą, zanim jeszcze otrzymałem kolumny do recenzji, to moją uwagę zwróciła właśnie konstrukcja przetwornika wysokotonowego. A to dlatego, że jest ona zaskakująco wręcz zaawansowana. Chodzi mi w szczególności o konstrukcję tylnej komory, która nie dość, że jest po prostu duża, to na dodatek specjalnie wyprofilowana. Z przodu głośnika mamy nie tylko falowód (który dostosowuje charakterystyki kierunkowe do przetwornika nisko-średnio-tonowego oraz obniża zniekształcenia mniej więcej w miejscu podziału pomiędzy przetwornikami), ale też korektor fazy.

Może i się powtarzam, bo wspominałem o tych kwestiach wcześniej, jednakże pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż Cambridge Audio projektując swoje pierwsze „poważne” kolumny aktywne naprawdę podeszło do tematu poważne. I widać to właśnie po przetwornikach wysokotonowych. Ich konstrukcja jest po prostu zaawansowana. Szczerze powiedziawszy, to moją pierwszą myślą było to, iż ktoś im te drivery zaprojektował. Dlatego tym bardziej producentowi należy się uznanie, że podszedł do tematu stworzenia swoich driverów i na dodatek zrobił to po prostu zgodnie ze sztuką.

Równie interesująca jest sama konfiguracja przetworników. Bo tych w każdej kolumnie jest trzy. Dwa widoczne są na przedniej ściance, natomiast dedykowany przetwornik nisko-tonowy znalazł się na dole obudowy. Do tego mamy dwie membrany bierne, po jednej na każdej z bocznych ścianek. Ollie ponownie nam to świetnie wyjaśnia:

Zdecydowaliśmy się na radiatory pasywne ze względu na ich zdolność do obsługi niższej częstotliwości strojenia oraz wysokiego poziomu ciśnienia akustycznego (SPL) w niewielkiej obudowie. W przypadku portów basowych trzeba iść na kompromis między maksymalnym poziomem SPL a zakresem przenoszenia niskich częstotliwości. Jeśli zależy nam na „głośnym i niskim” brzmieniu z małej obudowy, radiatory pasywne są znacznie lepszym rozwiązaniem, ponieważ częstotliwość strojenia można ustawić przede wszystkim poprzez masę dodaną do radiatorów pasywnych. Port basowy, który mógłby zapewnić taki sam poziom ciśnienia akustycznego (SPL) i zakres częstotliwości w konfiguracji L/R X, prawdopodobnie wypełniłby całą objętość powietrza w obudowie.Są one (membrany bierne) zamontowane po przeciwnych stronach obudowy, aby zniwelować siły bezwładnościowe, które w przeciwnym razie przenosiłyby się na obudowę lub powierzchnię, na której stoi produkt.

Kolejną kwestią jest to konstrukcja jest de facto 2.5 drożna, bo znajdujący się na dolnej ściance przetwornik pracuje do około 300 Hz, głośnik średnio-niskotonowy znajdujący się z przodu z kolei pokrywa zakres od basu do 1800 Hz, gdzie następuje podział pasma pomiędzy nim a driverem wysoko-tonowym. Podział jest zatem stosunkowo nisko, lecz jest to możliwe właśnie dzięki dużemu falowodowi oraz odpowiedniej komorze za membraną wysokotonowego. Tyle w kwestii zaawansowanej konstrukcji samych kolumn, teraz kilka słów o możliwościach połączeniowych.

Oczywiście od strony strumieniowania mamy pełne wsparcie ze strony platformy StreamMagic, czyli Spotify Connect, Tidal Connect, Qobuz Connect. L/R Xy działają też z Roonem, UPnP, Google Cast i AirPlay 2. Jest całkiem rozbudowana aplikacja StreamMagic, kolumnami można sterować z poziomu telefonu przez Bluetooth LE. Równie rozbudowana jest łączność, że tak powiem, fizyczna. Od strony wejść analogowych jest wejście liniowe oraz gramofonowe MM. Od strony wejść cyfrowych: koaksjalne, optyczne, wejście USB-C Audio oraz wejście na nośniki USB oraz HDMI eARC.

Do Cambridge Audio L/R X możemy zatem podłączyć nie tylko gramofon, ale też i bezpośrednio telewizor. Reasumując, konstrukcja tych kolumn jest nie tyle, że zaawansowana, co wręcz imponująca i jest pewnego rodzaju pokazem możliwości technicznych brytyjskiej marki. Istotne przy tym jest to, że Cambridge Audio swoją platformę Stream Magic rozwija już od wielu lat, dlatego tutaj nie ma żadnych niespodzianek – wszystko działa prawidłowo. Kolumny możemy łączyć ze sobą kablem, mogą też pracować bezprzewodowo.

Cambridge Audio L/R X – brzmienie

Zacznijmy od rzeczy może nie do końca oczywistej, acz dla całej sprawy naprawdę istotnej. Otóż warto, zanim przystąpimy do odsłuchów tych konkretnych kolumn sięgnąć po telefon, zainstalować aplikację Stream Magic oraz po jej uruchomieniu powyłączać wszystkie opcje, które „polepszają” brzmienie. Tych ustawień jest kilka, zaś ich wpływ na to, jak LR Xy grają jest naprawdę dość mocno zauważalny.

Na tyle mocno, że po ustawieniu nowych kolumn od Cambridge Audio oraz włączeniu przez nie muzyki tak, żeby coś mi grało w tle od razu zauważyłem, że coś jest nie do końca takie, jak być powinno. Wcale przy tym nie chcę powiedzieć, że funkcjonalność oferowana przez kolumny londyńskiej (tak tak, CA ma swoją siedzibę teraz w Londynie, podkreślę to po raz kolejny) się nam nie przyda, jednakże zawsze w przypadku tego typu urządzeń warto wszystkie „systemy” na początek po prostu powyłączać. Bo wtedy będziemy mieć na pewno lepszy, bardziej obiektywny, obraz sytuacji.

Mam też takie nieodparte wrażenie, że jednak brak dodatkowego przetwarzania sygnału to… właśnie brak dodatkowego przetwarzania sygnału i dla mnie taka opcja będzie prawie zawsze najlepsza (prawie, bo pamiętajmy też o tym, że jakby nie patrzeć to są przypadki, kiedy ma to sens, czego przykładem może być chociażby doskonały acz też nieco niszowy HQPlayer). Dlatego też, dla porządku, załóżmy, że opis brzmienia będzie dotyczył kolumn Cambridge Audio w wersji z wyłączoną korekcją akustyki pomieszczenia, z wyłączonym korektorem oraz z systemem DynamEQ w trybie „off”. Ich działanie oczywiście opiszę później, jednakże na tę chwilę proszę założyć, że kolumny były odsłuchiwane w wariancie najbardziej neutralnym.

I teraz tak: zacznę opis brzmienia od nawiązania do brzmienia wzmacniaczy Cambridge Audio, jakie dane mi było słyszeć, a konkretnie do bardzo udanego moim zdaniem modelu CXA 81 MKII, który był recenzowany na hifizone.pl już jakiś czas temu. Jednakże pomimo tego, że w lokalnym Rio Grande upłynęło już trochę wody, to jednak pamiętam całkiem dobrze jego brzmienie. Tamtą recenzję skonkludowałem opinią, że integra CA oferowała „otwarte i komunikatywne” brzmienie. I trudno jest mi się do tego nie odnieść teraz.

Przyznam szczerze, że kolumny te wziąłem na przysłowiowe testy między innymi dlatego, że zainteresowało mnie to, jak Brytyjczykom wyjdzie mariaż klasy D z dość interesującymi przetwornikami wysokotonowymi. O tych ostatnich napisałem już wystarczająco wiele wcześniej, więc teraz tylko powiem tak: słychać tutaj w brzmieniu świeżość, słychać, że nie ma przysłowionego „zmulenia” i – co chciałbym także podkreślić – kolumny te potrafią całkiem nieźle różnicować utwory oraz realizacje między sobą.

Już na R.E.M. „Drive” słychać było, że L/R Xy doskonale potrafią ogniskować źródła pozorne na scenie. Wokal był bardzo wyraźnie zawieszony pomiędzy kolumnami, bardzo wyraźnie były kreślone jego krawędzie. Co ważne, był też przy tym namacalny, pozbawiony pewnego rodzaju kurtyny, jaką czasami można usłyszeć w wielu kolumnach aktywnych, gdzie dochodzi do ograniczenia rozdzielczości. Zwróćmy teraz uwagę na to, o co z pewnością wielu czytających tę recenzję będzie chciało już na wstępie zapytać.

Mówię oczywiście o basie. Konstrukcja nowych kolumn Cambridge Audio pozwala mieć co do tego zakresu pewne oczekiwania. Przyznam, że im dłużej ich słuchałem, tym bardziej doceniałem charakter tego zakresu. Przy czym od razu dwie uwagi: po pierwsze LR Xy wymagają stabilnego gruntu, w sensie albo dobrych podstawek albo postawienia ich na jakiejś ciężkiej półce. Po drugie, i tutaj temat jest nieco bardziej w sumie zasadniczy, to jeżeli już stawiamy je na podstawkach, to uważam, że dobrze im jest dać trochę miejsca z boku.

Oczywiście rozumiem, że kolumny te zapewne są gdzieś materiałach reklamowych pokazywane gdzieś na jakimś ładnym meblu, jednakże uważam, że skrzydła rozwijają dopiero na dobrych podstawkach i w pewnych odległościach od ścian. A teraz już nieco konkretów: bas jest mocno energetyczny, jest też dość dobrze zaznaczony w swoim średnim i nieco niższym podzakresie. Jest to jednocześnie bardzo dobry przykład na takie typowe brzmienie z dobrze zaprojektowanego układu z membranami biernymi.

Przy czym, co ciekawe, producent wcale nie poszedł tutaj w stronę uzyskania jak najniższego basu, bo same dolne oktawy są jednak już mocno osłabione (ale nie tak, jakby można się spodziewać po konstrukcjach bass-refleks, gdzie z kolei możemy mówić po prostu o wycięciu samych najniższych podzakresów, czyli tych znajdujących się poniżej częstotliwości strojenia portu).

Niskie tony na Massive Attack „Teardrop” były przede wszystkim energiczne, potoczyste. Miały bardzo dobrą barwę oraz wyważenie pomiędzy artykulacją i wypełnieniem. Bas nie chce tutaj być za wszelką cenę konturowy, to nie dawne membrany K2 LMLaba, nie idzie też w stronę rozciągnięcia za wszelką cenę, ale ma za to sporą dozę plastyczności i dużo energii. Dobrze się to zgrywa z resztą pasma, która jest… no właśnie… jeszcze ciekawsza.

A jeżeli już wspomniałem o jakże znanym utworze Massive Attack, to aż się prosiło, aby brytyjskim kolumnom zaserwować inną znaną brytyjską kapelę. Żeby było zabawniej, dalej zostajemy w Bristolu. Tyle, że wokal Elisabeth Fraser dalej zastąpi nam głos Beth Gibbons. Przyznam szczerze, że miałem przed włączeniem Portishead „Roads” pewne obawy, bo znam go przede wszystkim od strony reprodukcji przez dość ambitną amplifikację single-ended.

No i kolumny Cambridge Audio zaprezentowały dużą klasę. Wokal Gibbons był przede wszystkim zaskakująco wręcz dobrze wykreowany na scenie. Tutaj nawet nie chodzi o samą jego czystość, bo realizacja jest tutaj taka a nie inna i to uzyskać jest w sumie stosunkowo łatwo. Bardziej chodzi mi o to, że brytyjskie kolumny go nie wysuszyły. Inaczej rzecz ujmując, Cambridge Audio bardzo ładnie zachowują kolorystykę nagrań, nie ma tutaj zbytniego pójścia w achromatyczność, w uśrednianie barwy.

Tonalność jest co prawda nieco po świeższej stronie (stąd właśnie nawiązanie wcześniej do brzmienia integry), jednakże zmienia się ona z nagrania na nagranie. Tori Amos w „The Siren” zabrzmiała w charakterystyczny dla siebie sposób. Słuchając zaś całej ścieżki dźwiękowej do filmu „Great Expectations” pojawił się kolejny ciekawy wniosek. Otóż kolumny CA oferują już całkiem sporą dozę transparentności oraz różnicowania. Nawet właśnie ze wskazaniem na przejście pomiędzy środkiem a wysokimi tonami. Ten fragment pasma potrafi przysporzyć naprawdę sporych problemów wielu drogim kolumnom głośnikowym.

Tymczasem w kolumnach zaprojekowanych w Londynie nic się nie dzieje. Zakres ten odtwarzany jest pewnie, wyraźnie, ale też przede wszystkim czysto no i gładko. Właśnie ta gładkość wyższego środka zwraca na siebie szczególną uwagę. Już powiedziałbym nawet, że sama góra jest mniej gładka aniżeli wyższy środek pasma.

Mamy zatem dość interesującą kombinację – dość obfity oraz bogaty bas oraz równo i pewne poprowadzone pozostałe zakresy mające dość sporą dozę, że tak to powiem, niewymuszonej monitorowości rozumianej jak najbardziej pozytywnie. Wszystko to brzmi zaskakująco strawnie i nawet jeżeli CA nie mają jakichś większych pretensji do hi-endu, to po prostu dobrze się na nich słucha muzyki. W zasadzie tak mógłbym podsumować tę recenzję, gdyby nie jeszcze dwie rzeczy. Chodzi oczywiście o przestrzeń i dynamikę. Wspominam o jednym i drugim razem, bo LR Xy generują po prostu duży obraz dźwiękowy. Przypominają bardziej w tym zakresie kolumny wolnostojące aniżeli nierzadko rachitycznie grające małe monitorki. Zaskakująca jest przy tym umiejętność budowania sceny w głąb, pojawia się już dobra gradacja planów. Reasumując, także i na tym polu nowe głośniki Cambridge Audio wypadają kompetentnie.

Cambridge Audio L/R X – (więcej niż) kilka słów podsumowania.

Pozwolę sobie najpierw zwrócić uwagę na pewną kwestię, że tak to ujmę, nieco bardziej fundamentalną. Otóż recenzując daną elektronikę, czy też kolumny głośnikowe (lub jakieś akcesoria czy chociażby kable), to wiadomym będzie, że najważniejszym wyznacznikiem decydującym o ocenie końcowej powinno być oczywiście brzmienie. Jednakże warto też podkreślić, że walory soniczne wcale nie są, ani też nawet nie powinny być jedynym kryterium oceny.

Ponadto, udział tych pozostałych czynników – takich, jak chociażby funkcjonalność, czy też wykonanie – powinien raczej być zróżnicowany w zależności od konkretnej specyfiki danego urządzenia. Bo wiadomo, że jeżeli ktoś kupuje przykładowo wzmacniacz single-ended na lampach typu, dajmy na to, 45 to uniwersalność, czy też kompatybilność z szerokim wachlarzem kolumn nie będzie z założenia dla takiej osoby najważniejszym wyznacznikiem.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że w przypadku takiego produktu, jak Cambridge Audio L/R X powinno się go oceniać naprawdę całościowo. Czyli biorąc pod uwagę zarówno brzmienie, jak i wszystkie inne czynniki, które w przypadku takiego konkretnie sprzętu powinny już naprawdę nieźle iść w parze. Mam tutaj w szczególności na myśli oczywiście funkcjonalność. Ale też, co nie mniej ważne, ogólnie pojętą stabilność działania.

I żeby nie było: L/R Xy naprawdę bronią się brzmieniowo. Zaskakujące są nawet nie tyle ich możliwości w zakresie dynamiki czy basu, co bardziej ich charakter na przełomie środka i góry. Tutaj konstruktorzy pod kierownictwem Olliego Marchala naprawdę spisali się na medal. A skoro już odniosłem się do specjalizowanych wzmacniaczy single-ended, to chciałbym Państwa uwagę zwrócić na jeszcze inną prawidłowość. Otóż oczywistym będzie, że skromne mocowo wzmacniacze lampowe wybierze inna grupa docelowa, aniżeli ta, która będzie zainteresowana właśnie takimi kolumnami, jak nowe Cambridge Audio. Dlatego zawsze twierdziłem, że urządzenia, które łączą różne funkcjonalności trzeba oceniać z naprawdę szerszej perspektywy, biorąc bardziej pod uwagę oczekiwania konkretnej grupy odbiorców.

No i właśnie, tutaj pojawia się jeszcze inny, nad wyraz ciekawy i de facto bardzo ważny czynnik. Otóż uważam, że najwyższy model nowych aktywnych kolumn Cambridge Audio może zyskać uznanie pośród naprawdę szerokiego spektrum słuchaczy. Łatwiej w sumie będzie powiedzieć dla kogo one nie są: na pewno nie dla purystów łączących wspomniane wzmacniacze SE (obiecuje już dam im spokój) oraz wszystkich świadomie chcących „pchać się” w systemy dzielone.

Nieco zabawne i ironiczne zarazem jest też to, że moim zdaniem L/R Xy są naprawdę świetną alternatywą dla wszystkich systemów All-In-One w podobnej cenie – zakładając, że mamy je gdzie postawić. Oferują podobną funkcjonalność (jest przecież nawet preamp gramofonowy) lecz prześcigają takie systemy de facto o lata świetlne, jeżeli chodzi o elastyczność. Samo brzmienie to też nieco inna galaktyka. A to chociażby dlatego, że wygrywają właśnie możliwością rozstawienia samych kolumn dalej od siebie. W zasadzie to brzmieniowo jedynie Primare Alt-i-Ett (recenzowany jakiś czas temu tutaj) może się z nimi równać. Reasumując, jest to bardzo, ale to bardzo mocna rekomendacja. Po bardzo udanych słuchawkach Melomania P100 (teraz już w jeszcze lepszej wersji SE) Brytyjczycy postawili na kolumny. No i widać, że najwyraźniej mają do tego rękę.

Adam Kiryszewski

Cena: 8990 za parę

Dystrybutor: Audio Center Poland https://audiocenter.pl