Burson Conductor 3 Reference – recenzja

Burson Conductor 3 Reference

Burson Conductor 3 Reference to kolejna już odsłona dobrze znanego audiofilom urządzenia, które łączy w sobie wiele interesujących funkcji. To przede wszystkim wzmacniacz słuchawkowy posiadający też wbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy. Lecz nie tylko. Na pokładzie znalazł się także przedwzmacniacz liniowy, oczywiście z regulacją głośności. Co więcej, recenzowane tutaj urządzenie – po raz pierwszy w historii całej serii Conductor – oferuje także komunikację bezprzewodową, obsługując przy tym najnowsze standardy takie, jak Bluetooth 5.0, czy aptX HD. Oznacza to również, że w tym przypadku możemy dokonać streamingu z urządzenia mobilnego z zachowaniem odpowiedniej jakości dźwięku. Co więcej, warto wziąć poprawkę na to, że Burson zawsze był znany z co najmniej dobrze brzmiących układów analogowych. Ta australijska firma oferuje przecież swoje unikalne moduły dyskretnych wzmacniaczy operacyjnych w kilku wersjach, które cieszą się sporym uznaniem na całym świecie. A w przypadku Conductora 3 Reference apetyt zaostrzyć mogą chociażby podstawowe deklaracje producenta.

Burson Conductor 3 Reference

A wśród nich jest chociażby zastosowanie wzmacniacza słuchawkowego w Klasie A, który ma ponoć zaoferować 7.5W mocy, czy też bardzo rozbudowanego zasilania, korzystającego z zupełnie nowej koncepcji działania. Nie wspominając już o nowościach w torze cyfrowym, bo tam znajdziemy dwa – po jednym na kanał – układy ESS9038Q2M czy układ USB oparty na najnowszym scalaku XMOS wspierającym obsługę DSD512. A tak poza tym to Burson Conductor 3 Reference jest – nawet odsuwając na bok prywatne preferencje – po prostu ładny. Szczerze powiedziawszy nie spotkałem nikogo, komu jego wygląd by się nie podobał. A na żywo wrażenie robi jeszcze większe. Mało tego, tutaj forma podąża za funkcją, gdyż precyzyjnie wykonana metodą obróbki CNC aluminiowa obudowa pełni nie tylko funkcję ekranowania magnetycznego, jest też radiatorem dla wzmacniacza słuchawkowego.

Klasa A, czyli „Doin’ It Right”, jak to grał swego czasu Kraftwerk

No właśnie. Bo powyżej mowa była o tym, że obudowa jest radiatorem, dlategoi też zacznijmy na tę chwilę od jednej z dość istotnych cech konstrukcyjnych. Otóż w materiałach reklamowych, jak byk pisze „7.5W Class A”. Tyle wzmacniacz oddaje mocy przy obciążeniu 16Ohm, natomiast nie sprecyzowano na stronie producenta, czy jest to ilość sumaryczna, czy też na kanał. Jednakże po krótkim zagłębieniu się w temat okazuje się, iż te 7500mW to faktycznie moc na kanał – poprzednia wersja Conductora (v2) oferowała tutaj 8200mW na każdą stronę (przy obciążeniu 16 Ohm). Zwróćmy jednak uwagę na to, że jedną z zasadniczych zmian konstrukcyjnych jest zastosowanie zupełnie innych zasilaczy. Konstruktorzy Bursona sami stwierdzili, że systematycznie poprawiając z modelu na model część zasilającą Conductora doszli w pewnym momencie do swoistej ściany. Inaczej rzecz ujmując: trzeba było zasadniczo zmienić koncepcję, aby uzyskać wyraźnie lepsze rezultaty. Dlatego też zdecydowano się na rozwiązanie, które dla niektórych może być nieco kontrowersyjne. A przy tym jednocześnie też takie, które dobrze zaimplementowane może zaoferować przewagę nad zasilaczami liniowymi. Mowa oczywiście o SMPS, czyli zasilaczu impulsowym. A w tym przypadku raczej o zasilaczach, czyli liczbie mnogiej, bo tutaj jest zastosowanych aż pięć. Zasilają one odpowiednio logikę i wyświetlacz, każdy z układów DAC i każdy tor analogowy osobno. Co więcej, mamy w tym przypadku do czynienia z autorskim rozwiązaniem Bursona o jakże ciekawej nazwie Max Current Power Supply. O ile wiele z takich ładnie brzmiących haseł to radosna twórczość działów marketingu, to tutaj producent dokładnie tłumaczy, o co mu chodzi. Bardziej zainteresowanych tematem odsyłam do tej strony.

Burson Conductor 3 Reference

Jednakże to nie o zasilacz sam w sobie najbardziej tutaj chodzi. Nawet, jeżeli jest on w tym przypadku wyjątkowo istotny. Tak naprawdę wydajny zasilacz jest tutaj potrzebny dlatego, że mamy do czynienia ze wzmacniaczem słuchawkowym pracującym w czystej Klasie A. I co tu dużo mówić, faktycznie prądy podkładu
w tranzystorach mocy wzmacniacza słuchawkowego muszą być duże, bo urządzenie nagrzewa się dość znacznie. Można więc tutaj zaryzykować tezę, że deklaracje producenta mają pokrycie w rzeczywistości.

Jeżeli chodzi o funkcjonalność i przyłącza to z przodu, patrząc od lewej znajdziemy: dwa gniazda słuchawkowe, gniazdo mikrofonowe, cztery przyciski, nad nimi wyświetlacz oparty na technologii OLED, no i pokrętło głośności. Przyciskami ustawiamy wejście (USB/optyczne/koaksjalne/Analogowe 1/Analogowe 2), wyjście (słuchawkowe/pre-out/dac-out), wchodzimy do menu a także… możemy o 90 stopni obrócić wskazania na wyświetlaczu. Ta ostatnia funkcja jest dość rzadko spotykana, natomiast tutaj znalazła się, bo producent przewidział, żeby Conductora 3 można było także postawić w pionie. Tutaj duży plus za ten pomysł, bo naprawdę jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, kiedy właśnie taka konfiguracja będzie komuś po prostu bardziej pasować.

Burson Conductor 3 Reference

W menu znajdziemy ustawienie poziomu wzmocnienia toru słuchawkowego (high/low), ustawienia filtra cyfrowego, ustawienia deemfazy, oraz ustawienia cyfrowej pętli PLL (DPLL) osobno dla sygnału PCM oraz DSD. Menu jest raczej skromne, natomiast tak naprawdę wszystkie ważne funkcje są. No i mamy tutaj dość rzadko spotykane ustawienia DPLL, które – żeby tutaj nie przynudzać – zostaną na łamach hifizone.pl niebawem omówione w osobnym artykule traktującym o filtrach cyfrowych (i nie tylko).

Jeżeli chodzi zaś o wykonane i takie ogólne, organoleptyczne wrażenia, z – mówiąc tak potocznie – obcowaniem z tym akurat produktem Bursona to można to ująć krótko. Po prostu klasa. Tyle w temacie.

Jeżeli mowa o brzmieniu, to tak tytułem wprowadzenia…

…wspomnę tylko o jednym, ciekawym fakcie. Otóż, szczerze powiedziawszy nie pamiętam, kiedy ostatnio poczyniłem aż tyle notatek z odsłuchu jakiegoś sprzętu.
A jednocześnie nie miałbym też najmniejszego problemu, żeby określić, jak gra Burson Conductor 3 Reference w jednym złożonym zdaniu. Otóż powiedziałbym tak: „gra on, jak bardzo dobrze zaprojektowany wzmacniacz w czystej klasie A, wykazując wszystkie zalety pracy w tym trybie a przy tym wbudowany DAC nie brzmi jak Sabre”. Tyle, że cóż to tak naprawdę znaczy?

Zacznę może nieco przewrotnie od tego, że brzmienie Conductora 3 Reference już od pierwszych taktów (po nagrzaniu się urządzenia) skojarzyło mi się ze starymi, dobrymi końcówkami mocy Krella z serii Full Power Balanced. Jest w tym brzmieniu niemalże od razu wyczuwalna energia, ale nie ma tutaj też ani krzty niepotrzebnej wybuchowości, napięcia. To bardziej taki entuzjazm do grania muzyki, który patrząc od strony technicznej, jest wspólnym mianownikiem wielu wzmacniaczy (nie tylko słuchawkowych) pracujących właśnie w klasie A. Kolejnym wspólnym mianownikiem jest to, że w tym brzmieniu jest wszystko. Jest przede wszystkim barwa. Nad tym warto się pochylić na chwilę. Otóż nie jest to barwa ani „lampowa”, ani też „tranzystorowa”. Przy czym nie bez kozery oba te przymiotniki umieściłem w cudzysłowie. Barwa, jaką prezentuje Conductor 3 Reference jest nasycona, gęsta, płynna. A jednocześnie jej tkanka, materia wcale nie przysłania wydarzeń gdzieś bardziej z tyłu na scenie. To takie nasycenie barwy, które doskonale współgra z przejrzystością, nie implikując utraty transparentności.

„Im dalej w las, tym drzewa dziwniejsze”

Rozwijając powyższe niejasne stwierdzenie, przyznam, że odsłuchy Bursona zacząłem od muzyki dla niektórych kompletnie zwariowanej. I to o tyle z jednej strony z premedytacji, co z drugiej z takiej zwykłej ciekawości, na zasadzie: „zobaczmy, co się stanie”. I w ten oto sposób na przysłowiowy pierwszy strzał poleciał tak wyszukany inaczej numer, jak Mauro Piccotto „Proximus”. Można by oczywiście rzec, że muzyka mało wysublimowana. No i pewnie jeszcze mniej audiofilska. No i co z tego, skoro Conductor 3 na tak dobrych słuchawkach, jak chociażby Final Audio D8000 robi z nawet z takiej muzyki taki spektakl, że głowa mała? Mamy tutaj wszystko – od tektonicznych pokładów basu, po iskrzące się wysokie tony. Natomiast jest coś jeszcze. A precyzując to, o czym pisałem – urządzenie ma pewnego rodzaju tak naprawdę rzadko spotykany pierwiastek entuzjazmu, który sprawia, że po prostu chce się słuchać każdej muzyki.

Burson Conductor 3 Reference

Bo, i to powinno być chyba clue tej recenzji, Burson gra właśnie muzykę. I robi to doskonale, to jest brzmienie takiej klasy, że aż szkoda je rozkładać na czynniki pierwsze. Conductor 3 Reference roztacza tyle piękną, co i spektakularną panoramę dźwiękową. Owszem, i to trzeba zaznaczyć, kolory są delikatnie po pastelowej stronie. No ale jednocześnie trzeba zaznaczyć, że klasa A właśnie słynie z tego nasycenia barwą, nie przesłaniając tego, co jest na dalszych planach.

Ale żeby nie było – nie ma tutaj też żadnego spowolnienia, dźwięk nie jest spowity cienką nawet kotarą. Bo Burson to także trochę taki wilk w owczej skórze. Pierwsze takty z Hooverphonic „Inhaler” doskonale to potwierdziły. C3 na basie, gdy nagranie to umożliwia, po prostu dzieli i rządzi. Trudno jest mi sobie wyobrazić, żeby ktoś naprawdę mógł narzekać na niedostatki w tym zakresie. Bo to, że jest dynamika, rozciągnięcie – to słychać od razu. Ale tutaj mamy także przekazanie detalu, artykulacji i samej, właściwej barwy tego zakresu. I tutaj właśnie rozegranie najniższego zakresu basu przypomina mi duże, tranzystorowe „głośnikowe” końcówki mocy pracujące właśnie w klasie A. Oznacza to nie tylko pokłady energii, czy kontrole, ale tak naprawdę – a w zasadzie przede wszystkim – dużą przeźroczystość na naturalną barwę instrumentów.

Powyższe doskonale słychać na utworze „Says” Nilsa Frahma. Tutaj Conductor 3 sparowany z odpowiedniej klasy słuchawkami naprawdę pokazuje, co to znaczy tworzyć atmosferę nagrania. Oddanie detali, tego, co się dzieje, gdzież z tyłu, z boku dzieje się niemalże od niechcenia. Całkowicie naturalnie, co jeszcze potęguje poczucie realizmu. Nagranie to pokazuje też umiejętności Bursona w zakresie środka i wysokich tonów. Ktoś mi kiedyś powiedział, że dobrego głośnika wysokotonowego nie słychać. W sensie takim, że są wysokie tony, ale nie do końca wiadomo, skąd się one biorą. Słuchając Frahma od razu przyszła mi do głowy ta analogia. Na górze wszystko jest, jest barwa, nasycenie, jest szybkość. Na końcu „Says”, kiedy nagranie się szybko wycisza i wchodzą brawa publiczności ten efekt oddechu sceny jest, proszę mi wierzyć, naprawdę spektakularny.

A jak ktoś nie wierzy, że system słuchawkowy potrafi naprawdę zagrać, to polecam utwór „Parasol” Lubomyra Melnika. To naprawdę genialny artysta, a Burson
w połaczeniu z Final Audio odtwarza to nagranie tak, że naprawdę można się w tym brzmieniu zakochać. Z D8000 Pro jest wciąż dobrze, lecz jednocześnie inaczej. Burson wyciągnął nawet stare dobre Sennheisery HD600 na taki poziom, że tak ich grających jeszcze nie słyszałem. Oczywiście „zwykłe” D8000 z Bursonem na muzyce klasycznej są lepsze, lecz żadne to w sumie odkrycie nowego układu słonecznego.

Z kolei w przypadku Lauren Cristy „Walk This Earth Alone” – zdecydowanie wolałem wersję D8000 Pro, co też może być pewną sugestią odnośnie doboru słuchawek. Inaczej rzecz ujmując, mam takie nieodparte wrażenie, że Burson jest w dużej mierze przeźroczysty a przy tym nie jest to okupione żadnymi granulacjami, czy jakąkolwiek metaliczną poświatą w brzmieniu.

Natomiast, by rzetelności stało się za dość – kilka słów o scenie. Jej szerokość może zaskoczyć. Ale zaskoczyć też może to, jak Conductor buduje plany. Jest to szczególnie słyszalne, gdy podłączymy go do dobrego toru głośnikowego. Odważyłbym się stwierdzić, że jest to już poziom chociażby oferowany przez Mytek Brooklyn Bridge.

I na koniec opisu brzmienia – niech nikogo nie zmyli potencjalna pastelowość brzmienia Conductora. Zacząłem opis brzmienia od muzyki „nieco” szalonej, i na takiej też zakończę. Jak ktoś myśli, że Conductor 3 brzmi w jakiś sposób powoli, albo też nadmiernie ociepla brzmienie, to polecam doskonałe wręcz remedium na takie myślenie. Orbita „Lush 3-1”. Tutaj rytm jest kreślony z precyzją skalpela a bas ma energię wybuchu taktycznej głowicy termojądrowej.

Burson Conductor 3 Reference 

No dobra, ale czy Conductor 3 Reference ma jakieś wady? Czyli kilka słów podsumowania.

Powiem tak, nieco przewrotnie i może nawet z zupełnie innej strony. Otóż istnieją urządzenia, które są pewnego rodzaju punktem odniesienia, inaczej mówiąc po obcemu: benchmarkiem. I to zarówno biorąc pod uwagę pewien pułap cenowy, w jakim się one znajdują, jak i także założone spektrum funkcjonalności. Przy czym – ale to oczywiście moje zdanie – żeby za taki punkt odniesienia dany sprzęt mógł być brany, powinien spełnić jeden warunek. Otóż powinno ono być „równe”
w całym spektrum założonej funkcjonalności. Dużo mamy teraz na rynku urządzeń, które integrują wzmacniacz słuchawkowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym. Czasami jest tak, że można powiedzieć, iż wzmacniacz jest lepszy od przetwornika, albo na odwrót. Tutaj implementacja ESS Sabre jest po prostu dobra. Na jednym z for padło pytanie o to, jak Conductora 3 można odnieść do Myteka Brooklyn Bridge. I nowy Burson właśnie mi przypomina BB właśnie tym, że jest „kompletny”. Albo jeszcze inaczej – oba to właśnie zaskakująco wręcz „równe” urządzenia, z tym, że da się wyczuć, iż nacisk został położony minimalnie w innych miejscach. Pomijając już funkcjonalność, która jednak jest inna w przypadku urządzenia z Australii, aniżeli w przypadku Bridge, to nie powinno nikogo dziwić, że wzmacniacz słuchawkowy w Bursonie jest po prostu lepszy. Mytek z kolei lepiej sobie radzi, jako DAC. Ma też nieco odmienny całościowo charakter, lecz nie są to jakieś ogromne różnice. Natomiast właśnie przez to, że Conductor 3 to zarówno świetny wzmacniacz słuchawkowy, jak i także bardzo dobry DAC, urządzenie to zasługuje na pełną rekomendację.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*