Buchardt Audio S400 – recenzja

Buchardt Audio S400

Buchard Audio S400 to produkowane w Danii kolumny o nie tylko dość charakterystycznym wyglądzie, ale i ciekawej konstrukcji. Ich konstruktorem jest Mads Buchardt, stosunkowo nowa – acz najwyraźniej uzdolniona – postać w branży audio. Pisząc „nowa” mam na myśli to, iż firma wprowadziła na rynek swój pierwszy model – czyli S200 – stosunkowo niedawno, bo w 2013 roku. I jednocześnie trzeba przyznać, że zarówno pierwsze, jak i następne modele stały się dość szybko kolumnami całkiem nieźle rozpoznawalnym na szeroko pojętym zachodzie. Może to świadczyć o tym, że coś jest na rzeczy. Tym bardziej, jeżeli przyjrzymy się tym kolumnom z bliska. Oraz z tyłu.

Kilka słów o konstrukcji

Podobnie, jak debiutanckie S200 także i S400 opierają swe działanie w zakresie niższego basu na membranie biernej. Jednakże o ile w przypadku pierwszych kolumn Burchardta mieliśmy do czynienia z dwoma pasywnymi radiatorami umiejscowionymi na tylnej ściance, to tutaj jest inaczej. Acz nie mniej ciekawie. Otóż z tyłu znajdziemy membranę bierną o kształcie stadionu. Membrany takie stosowały swego czasu firmy takie, jak brytyjski KEF, także brytyjski TDL, czy – w czasach swojej świetności – amerykański Thiel. Ten ostatni był swoją drogą jedną z niewielu firm, które stosowały membranę bierną właśnie o kształcie stadionu. Bo dokładnie z taką formą membrany mamy tutaj do czynienia. Jej producentem jest kolei firma, która całkiem nieźle namieszała na rynku przetworników do kolumn głośnikowych. Mowa oczywiście o duńsko-indonezyjskim joint-venture, czyli firmie SB Acoustics. Ich seria Satori szybko podbiła serca nie tylko entuzjastów w świecie DIY, ale i wielu zaawansowanych konstruktorów. Przetwornik tej firmy znajdziemy także z przodu kolumn. I tutaj warto się na chwilę zatrzymać.

Buchardt Audio S400

Metal metalowi nierówny, czyli o ewolucji techniki głośnikowej słów kilka

Starsi stażem audiofile pamiętają zapewne niezłe zamieszanie, jakie wprowadziła seria przetworników firmy Scan-Speak w czasach, kiedy o audio czytało się w drukowanych czasopismach. Mowa oczywiście o pewnego rodzaju kultowym przetworniku Scan-Speaka, czyli 18W8545, występującym także w wersji z literą „K”, czyli z kaptonowym karkasem cewki. Przy czym ten ostatni był przeznaczony bardziej do operowania w niskich zakresach. Były to jedne z pierwszych, mówiąc dość ogólnie, bardziej osiągalnych (acz wcale nie tanich) przetworników o sporym wychyleniu liniowym membrany i posiadających znamiona konstrukcji aspirujących do – umownego przyznajmy – hi-endu. Dlaczego o tym wspominam?

Buchardt Audio S400

Otóż przyjrzymy się głośnikowi niskośredniotonowemu w Buchardt Audio S400. Niby normalny przetwornik z metalową membraną, a w dodatku robiony gdzieś daleko w kraju, który bardziej szczęśliwi znają, co najwyżej z wakacji. Jednak rzecz tkwi w szczegółach. Przetwornik ten posiada specjalną geometrię membrany oraz dodatkowe wyżłobienia w niej, które – mówiąc kolokwialnie – nieco zmieniają postać rzeczy. A bardziej konkretnie – przesuwają rezonans własny membrany daleko poza pasmo jej pracy. I przede wszystkim znacznie powyżej newralgiczny zakres 2-4 KHz. Do tego mamy miedziany kołnierz w nabiegunniku zmniejszający indukcyjność, co – nie wdając się zbytnio w techniczne zawiłości – powoduje zmniejszenie zniekształceń generowanych przez ten przetwornik. Mało tego, wspomniane wyżłobienia w membranie nie tylko przesuwają wyżej rezonans, ale także dają coś jeszcze innego, o czym się rzadko wspomina. I tutaj bym właśnie widział jedną z najważniejszych cech tego głośnika średnioniskotonowego. Otóż patrząc na dostępne w sieci pomiary nie ma on ostro zaznaczonego wzrostu harmonicznych przy częstotliwości łamania się (rezonansu własnego) membrany. Inaczej rzecz ujmując: jest spora szansa, że tutaj możemy mieć – jakkolwiek to zabrzmi – gładkie, „niemetalowe” brzmienie z metalowej membrany. O tym jeszcze wspomnę, natomiast przyjrzyjmy się jeszcze przetwornikowi obsługującemu resztę pasma, czyli tony wysokie.

Waveguide znaczy „falowód”

Bo o ile to konstrukcja dość klasyczna, czyli kopułka, to o nieco mniej klasycznym rozmiarze. Zamiast często spotykanych 29 czy 25mm mamy tutaj średnicę tylko 19mm ale za to przetwornik wyposażony jest w falowód, ładnie po angielsku zwany „waveguide”. Falowód ten ma opanować charakterystyki kierunkowe przetwornika i zbliżyć model promieniowana do tego, jaki posiada głośnik obsługujący niższe pasmo. Ma też inną zaletę – odciąża głośnik wysokotonowy w jego niższym podzakresie, gdzie 19mm kopułka mogłaby mieć pewne problemy ze wzrostem zniekształceń harmonicznych.

Buchardt Audio S400

Inaczej i bardziej całościowo rzecz ujmując – Burchard Audio S400 to taki głośnik podstawkowy z XXI wieku. Rozwiązania w nim zastosowane są mniej klasyczne i przy dość odważne, a jak się im przyjrzeć bliżej – niezwykle przemyślane. I naprawdę dobrze rokują. Dlatego też pora na kwestię, można by rzec, fundamentaną.

Brzmienie

Tak się złożyło, że odsłuchy S400 rozpocząłem od muzyki filmowej. A konkretnie od „Comptine d’un autre ete, l’apres midi” Yanna Tiersena. I to w wersji zarówno studyjnej, jak i koncertowej. Kolumny Madsa Buchardta poradziły sobie z takim – bardziej klasycznym – instrumentarium w sposób znakomity. Zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę ich rozmiary oraz cenę. Co więcej, już tutaj dało się wyczuć dobrze zachowaną równowagę tonalną. Fortepian zabrzmiał sugestywnie, miał dobrze zachowane proporcje. Podobnie aplauz publiczności, oklaski oraz atmosfera koncertu – to wszystko zostało oddane ze sporą dozą realizmu. I ze znacznie większą skalą, aniżeli mógłby na to wskazywać rozmiar duńskich kolumn.

Istotnym jednocześnie jest to, że S400 nie mają ani cienia metalicznego nalotu, czego niektórzy mogliby się obawiać patrząc poprzez pryzmat zastosowanych głośników niskośredniotonowych. Co więcej, pozwolę sobie nawet zaryzykować stwierdzenie, iż Burchardty grają nawet z pewną dozą ciepła na środku pasma. Inaczej rzecz ujmując – nie jest to monitor grający, mówiąc kolokwialnie, „w twarz”, czy też uwypuklający przełom środka i góry. Nie ma tutaj żadnych zawirowań, ani żadnych przykrych anomalii.

Buchardt Audio S400

Powyższe potwierdził utwór „Precious” Annie Lennox. Nawet na wyższych poziomach głośności nie udało się sprowokować S400 do krzykliwości. A proszę mi wierzyć – na tym utworze potrafi wyłożyć się sporo większych i droższych kolumn. Jeżeli już jesteśmy przy płycie „Diva” brytyjskiej wokalistki to zatrzymajmy się na chwilę przy częstotliwościach niższych. Mam tutaj na myśli w szczególności pasmo poniżej 100 Hz. Czyli – umownie – średni i niższy bas. Jest go sporo. Można też powiedzieć, że S400 to na pewno nie są małe monitory podstawkowe, jeżeli spojrzymy na nie poprzez pryzmat balansu tonalnego, czy reprodukcji niskich częstotliwości. Pamiętajmy, iż w tym akurat przypadku mamy z tyłu membranę bierną. Ergo: nie jest to ani konstrukcja z portem bass-refleks, ani też obudowa zamknięta. I pozwolę sobie ująć sprawę tak: otóż zakładam, iż ktoś, kto się na S400 zdecyduje jednak nie postawi ich 10 cm od tylnej ściany. A po drugie – nie będzie chciał nimi nagłośnić dużych (powyżej około 40 m2) pomieszczeń. Pomiędzy tymi skrajnościami powinno być naprawdę dobrze. Buchardty odpowiednio spiszą się w pomieszczeniach o powierzchni 20-30 m2, oczywiście biorąc poprawkę na ich odpowiednie ustawienie oraz ewentualnie podstawową adaptację akustyczną przestrzeni, w jakiej się znajdą. „Money Can’t Buy It” ze wspomnianej płyty (Diva), czy Beyonce „Partition” – te utwory zabrzmiały z podstawą basową godną naprawdę większych kolumn. A przy tym niskie częstotliwości są plastyczne, ich największą chyba zaletą jest dobre trafienie w proporcję pomiędzy atakiem a wypełnieniem.

Buchardt Audio S400

Oczywiście praw fizyki nie oszukamy i dopiero Daft Punk „Doin’ It Right” pokazał, że S400 trochę próbują te prawa oszukać i zakrzywić czasoprzestrzeń, co jednakże udaje im się do pewnego momentu. Ten moment prawdy następuje w momencie włączenia w tor naprawdę dobrego subwoofera. Pod pojęciem „naprawdę” mam tutaj na myśli chociażby wyższe modele firmy REL. Czy też każdy inny dedykowany subwoofer będący w stanie odtworzyć częstotliwości w przedziale 20-30 Hz z odpowiednio niskim opóźnieniem grupowym. A takie konstrukcje kosztują niewiele mniej, niż same S400.

Kolejna – dobra – cecha tych kolumn, przy której zatrzymajmy się na moment to zdolność generowania sceny. Tutaj jest bardziej w głąb, niż na boki i jednocześnie jest bardziej intymnie, źródła na pewno nie są powiększone. To jakby nieco odwrotność prezentacji znanej chociażby z większych paneli elektrostatycznych. Warto o tym wspomnieć. Tutaj nie mamy przestrzeni wielkości stadionu, jednakże S400 też nie jest w tym zakresie dyletantem. I nadrabia głębią oraz naturalną perspektywą.

Buchardt Audio S400

Jeszcze ponownie kilka słów o środku pasma. Wokal na Portishead „Roads” zabrzmiał z odpowiednią barwą a jednocześnie pół kroku w stronę ocieplenia. Co, jeżeli – przypomnę ponownie – wziąć pod uwagę materiał membran – może nieco zaskoczyć. Na „The Siren” Tori Amos zaśpiewała z pełną barwą bez żadnych naleciałości. I nawet, gdy do gry wkroczył U2 ze swoim „New Years Day” – to duńskie kolumny zachowały fason. Sprzyjają temu wysokie tony, które nigdy nie są krzykliwe a przy tym doskonale wplecione w całość przekazu. Głośnik wysokotonowy nie gra sam sobie. I tutaj konstruktor dokonał też kolejnej dobrej decyzji stawiając bardziej na paletę barw, aniżeli na dzielenie dźwięków skalpelem, co dobrze współgra z drugim biegunem pasma, czyli basem.

Buchardt Audio S400 – w kwestii podsumowania

Opis jednej cechy brzmienia tych kolumn postanowiłem – wyjątkowo – zostawić na podsumowanie. Jest nim generowana skala, dynamika dźwięku. Powiem tak: S400 w tym zakresie mogą stanąć w szranki z wieloma kolumnami wolnostojącymi. I się przy takim porównaniu, mówiąc kolokwialnie, nie wyłożyć. A przy tym osiągają to bardziej poprzez wrodzony brak zniekształceń, aniżeli przez – mniej lub bardziej sztucznie – wybuchowy charakter brzmienia. Dlatego też w zasadzie nie dziwi mnie ich szybko rosnąca popularność. Są to przy tym też takie kolumny, które mają cechę, o której w sprzęcie audio wyższej klasy czasami się zapomina. Otóż dobrze, a w zasadzie nawet bardzo dobrze nadają się po prostu do słuchania muzyki. I tym pozytywnym akcentem podsumujmy niniejszą recenzję. A wnioski – jak zwykle – pozostawiam Panstwu.

Adam Kiryszewski

Cena: 8999 PLN
Dystrybucja w Polsce:
 http://buchardtaudio.pl/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*