ATC SCM7 – recenzja

ATC SCM7
ATC SCM7

ATC SCM7 to kolumny głośnikowe firmy, która w niektórych kręgach – zwłaszcza tych bardziej związanych z produkcją dźwięku na najwyższym poziomie – ma niemalże status legendy. Jest też duża szansa, że jeżeli słuchamy jakiejś bardzo dobrze zrealizowanej płyty, to była ona przy jej tworzeniu odsłuchiwana na głośnikach tego akurat producenta. Bo to właśnie monitory studyjne ATC można spotkać w wielu najlepszych na świecie studiach nagraniowych. Przykładem tego niech chociażby będzie najnowsze Blackbird Studio C (https://vintageking.com/blog/2019/09/blackbird-dolby-atmos/), gdzie zastosowano system odsłuchowy w konfiguracji, jakiej do tej pory jeszcze chyba nigdzie nie  uświadczono.

Studio C korzysta z kompletnego zestawu głośników tej brytyjskiej firmy. A zestaw ten jest niebagatelny, bo w jego skład wchodzą trzy monitory ATC SCM300ASL, aż 12 ATC SCM100ASL i sześć subwooferów ATC SCM1-15ASL. Przytaczam ten przykład nie bez kozery. Przede wszystkim, aby uzmysłowić, z czym mamy tutaj tak naprawdę do czynienia.

Założycielem ATC Loudspeaker Technology Limited (bo tak brzmi pełna nazwa firmy) jest Billy Woodman, Australijczyk, który w latach od 1970 roku pracował dla Goodmansa. Warto tutaj zaznaczyć, że to właśnie Woodman stał za konstrukcją jednego z pierwszych kopułkowych głośników wysokotonowych na świecie, który był sprzedawany pod nazwą Axent. W momencie, kiedy Goodmans został przejęty przez grupę Thorn, Woodman stwierdził, że nie będzie dla jego projektów miejsca w nowych realiach i zdecydował się pójść swoją drogą. W taki oto sposób – oczywiście w dużym skrócie – narodziło się ATC.

ATC SCM7
ATC SCM7

ATC i konstrukcja przetworników

Firma, w której Woodman do dzisiaj pełni funkcję Dyrektora Technicznego jest pośród znawców tematyki głośnikowej rozpoznawalna przede wszystkim z dwóch powodów. Pierwszym jest ich słynny średniotonowy głośnik kopułkowy SCM75-150, występujący także w wersji „S”, czyli „Super” o większej skuteczności. Co ciekawe, magnes w tej drugiej wersji jest większy, niż w przypadku zdecydowanej większości dwunastocalowych głośników niskotonowych na rynku. Jednocześnie przetwornik ten posiada kilka naprawdę unikalnych cech konstrukcyjnych. Jedną z nich jest zastosowanie podwójnego zawieszenia kopułkowej membrany, dzięki czemu uniknięto problemów z jej chybotaniem się na boki (tzw. „rocking modes”), które jest plagą niemalże wszystkich średniotonowych przetworników kopułkowych na rynku.

Drugim, równie ważnym „szczegółem” jest wspomniany już wcześniej układ magnetyczny. Tutaj mamy najlepsze możliwe rozwiązanie, czyli tak zwaną konfigurację „underhung”. Charakteryzuje się ona tym, że krótka cewka porusza się w długiej szczelinie magnetycznej i nawet w przypadku większych wychyłów membrany, nigdy jej nie opuszcza. Bezpośrednią i w praktyce od razu słyszalną zaletą takiej konfiguracji jest o cały rząd wielkości niższy poziom zniekształceń harmonicznych. Innymi słowy – przetworniki w takiej konfiguracji grają nie tylko czyściej, ale najczęściej też potrafią zagrać głośniej. I to właśnie dzięki obniżeniu poziomu zniekształceń w całym zakresie dopuszczalnej mocy.

Przetworniki i budowa ATC SCM7

Recenzowane tutaj kolumny podstawkowe ATC SCM7 to konstrukcja dwudrożna.
O ile więc w tym przypadku o średniotnowym głośniku kopułkowym możemy zapomieć (jest dostępny od modelu SCM40), to warto od razu zaznaczyć, że zastosowanie w najtańszych głośnikach „domowych” firmy ATC przetworniki to klasa sama w sobie. Głośnik niskotonowy o średnicy 5 cali posiada układ magnetyczny właśnie w konfiguracji krótka cewka-długa szczelina. Jego membrana to specjalnie nasączana celuloza. Przy czym należy się tutaj kilka słów wyjaśnienia. Otóż kolejną, mniej znaną w sumie specjalizacją firmy ATC jest produkcja własnych przetworników, których membrany nasączane są specjalną formułą. Woodman już za czasów pracy w Goodmansie eksperymentował z różnymi substancjami do nasączania membrany i można śmiało zaryzykować tezę, że dopracował ten proces do perfekcji. Swoją drogą widać to także na pomiarach chociażby właśnie przetwornika SM-75150(S), gdzie rezonanse na końcu pasma pracy są niespotykanie dobrze kontrolowane.

ATC SCM7
ATC SCM7

Przetwornik wysokotonowy to także autorska konstrukcja firmy z brytyjskiego Stround, jak zresztą (prawie – o czym poniżej) wszystkie przetworniki, jakie ATC montuje obecnie w swoich kolumnach. Jest to nowa konstrukcja, bo wczesnej firma korzystała z tweeterów chociażby produkcji duńskiej Vify. Teraz zaś robi już swoje własne głośniki wysokotonowe. Posiadają one tekstylne i nasączane membrany oraz neodymowe układy magnetyczne.

Małe kolumny o sporej masie

I to właśnie zastosowanym przetwornikom ATC SCM7 zawdzięczają swoją niebagatelną masę – każda z tych niewielkich podstawkowych kolumn waży aż 7.5 Kg. Jest to mnie więcej dwa razy tyle, ile większość tej wielkości kolumn na rynku.

Kolejną cechą, która świadczy o tym, że ATC nawet w swoich najtańszych „domowych” kolumnach nie poszedł na skróty – to obudowa. Pomijam już fakt, że posiada ona nierównoległe ścianki boczne i jest po prostu schludnie i jednocześnie bez zbędnych wodotrysków wykonana. Tutaj bardziej chodzi o to, że jest to obudowa zamknięta. Taki jej rodzaj sprawia, iż mamy najlepszą odpowiedź impulsową w zakresie basu, kosztem jego rozciągnięcia. Innymi słowy: nacisk położono na jakość, a nie na ilość. Inną zaś kwestią jest to, że patrząc na rodzaj obudowy a potem słuchając SCM7 można się nieźle zdziwić. Ale o tym już w szczegółach poniżej…

ATC SCM7
ATC SCM7

Brzmienie ATC SCM7, czyli małe głośniki z wielkim potencjałem

Przede wszystkim, jakkolwiek to zabrzmi, do brzmienia SCM7 trzeba się w pewnym sensie przez (krótką) chwilę przyzwyczaić. I nie jest to wcale kwestia tego, że grają w jakiś sposób ciemno, jasno, czy też wykazują jakiekolwiek anomalie. Nic z tych rzeczy.

Tutaj sposób prezentacji jest nierozerwalnie związany z zastosowaną technologią, z jakiej przecież firma ATC jest znana na całym świecie. Chodzi mi przede wszystkim o ich układy magnetyczne o niskich zniekształceniach oraz doskonale kontrolowane rezonanse własne membran.

Nawiązując do powyższego, zacznę może nieco przewrotnie. A mianowicie od tego, czego tutaj nie słychać. I nie chodzi w tym przypadku o najniższy bas (!), a bardziej o jakże ciekawy fakt, iż SCM7 są pozbawione dwóch dość przykrych cech, które zazwyczaj obecne są nawet w dużo droższych kolumnach. Pierwszą z tych, nazwijmy je umownie, składowych brzmienia są nienaturalne i nieprzyjemne wyostrzenia na przełomie środka i góry pasma. Bardzo często wynikają one po prostu z błędnego zaprojektowania zwrotnicy i jednoczesnego zastosowania przetworników nisko-średniotonowych o mocno zarysowanym rezonansie własnym membrany. Tutaj na przełomie środka i góry pasma panuje niczym niezmącony spokój. Nic złego się nie dzieje. A jednocześnie najmniejsze kolumny ATC unikają pewnej pułapki, w którą wpada znaczny odsetek konstrukcji.

ATC SCM7
ATC SCM7

ATC i przełom środka oraz góry pasma

Pułapka ta polega na wycofaniu tego przełomu, na graniu w sposób zbyt bezpieczny w tym akurat zakresie. Bardzo wyraźnie słychać to na utworze „Precious” Annie Lennox (płyta „Diva”), gdzie przełom środka i góry pasma podany jest pewnie, mocno i dynamicznie. I jednocześnie pewna chropowatość tego zakresu jest tutaj całkowicie naturalna i w żaden sposób nie drażni. Co więcej – w tym przypadku dodaje pazura i realizmu. Inaczej rzecz ujmując: na ATC SCM7 słychać pewne „zabiegi artystyczne”, do jakich posunął się realizator na tym akurat nagraniu. A przy tym kolumny te nie maja tendencji ani do nadmiernego przejaskrawiania tego, jakże ważnego, pasma. Ani też do tego, by go nadmiernie wycofywać. Najbardziej istotna jednak niech będzie pewna całościowa, można by rzec, obserwacja. Otóż nie mamy tutaj żadnych słyszalnych, nawet gdzieś w tle rezonansów, żadnego metalicznego czy innego nieprzyjemnego posmaku. Co w przypadku wielu, często nawet hi-endowych kolumn wcale nie jest takie oczywiste.

Co więcej, na utworze „Why” z tej samej (Annie Lennox „Diva”) płyty wokal jest nasycony, pełny i – ten akurat przymiotnik przyszedł mi, jako pierwszy podczas odsłuchów do głowy – głęboki. Słuchając tej płyty dalej, na „Money Can’t Buy It” wychodzi kolejna cecha kolumn ATC, która moim zdaniem jest bezpośrednią pochodną takiej a nie innej konstrukcji układu magnetycznego oraz jakości przetworników patrząc tak całościowo. Otóż ATC wcale nie grają, jak małe monitory. Oczywiście mamy tutaj do czynienia z ograniczeniami w głośności i ilości niskiego basu w skali absolutnej. Jednocześnie ograniczenia te są przesunięte tak daleko, zwłaszcza patrząc poprzez pryzmat wielkości tych kolumn, że naprawdę można się zdziwić. Co więcej, kompresja tutaj przebiega w sposób bardzo łagodny. Kolumny nam w pewnym momencie delikatnie dają do zrozumienia, że już wystarczy.

ATC SCM7, czyli obudowa zamknięta

W przypadku SCM7 mamy ponadto do czynienia z konstrukcją zamkniętą. Ze wszystkimi zaletami takowej. W tym miejscu śmiem twierdzić, że przy kolumnach tej wielkości, przy aktualnie obowiązujących prawach fizyki nie da się osiągnąć całościowo lepszego basu. Może dałoby się go uzyskać więcej ilościowo (w pewnym jego zakresie) kosztem jego definicji i zejścia. Jednocześnie im dłużej się go słucha, tym człowiek utwierdza się w słuszności decyzji o zastosowaniu takiej, a nie innej obudowy. Ten bas po prostu niesamowicie pasuje charakterem do reszty pasma. Co więcej, posiada on taką przeciekawą cechę, że zawsze potrafi zapewnić doskonałą podstawę dla nagrania. Nawet Hans Zimmer „Why So Serious” zabrzmiał zadziwiająco dobrze.

ATC SCM7
ATC SCM7

Wysokie tony z kolei są przede wszystkim doskonale spięte z resztą pasma. Są idealną równowagą pomiędzy definicją, różnicowaniem, a plastycznością. I faktycznie, o ile we wcześniejszych modelach ATC ten zakres mógł nieco odstawać, to tutaj już nie ma tego problemu. Albo ujmijmy to jeszcze inaczej: głośnika wysokotonowego nie słychać, on gra po prostu muzykę. Nie jest to RAAL pod względem rozdzielczości, ale z kolei też nie jest to po prostu kolejna kopułka wysokotonowa. Tutaj po prostu słychać klasę, nawet w skomplikowanych aranżacjach wysokie tony się nie gubią.

Kolejną mocną stroną SCM7 jest stereofonia. Z tym, że jest ona budowana bardziej w głąb. Szerokość sceny jest jak najbardziej w porządku, jednak tutaj największe wrażenie robi jej wybudowanie i namacalność dalszych planów. Przy czym nie są to głośniki grające „w twarz”. Wszystko podane jest w minimalnej, lecz jednak perspektywie, odległości od linii głośników.

ATC SCM7 – podsumowanie

Można by tutaj zadać pytanie, które zapewne, co poniektórym się w trakcie czytania tej recenzji nasunęło: czy najmniejsze ATC mają jakieś wady? I w tym właśnie może tkwić największy problem dla recenzenta. Z czystej rzetelności wypadałoby się do czegokolwiek chociaż doczepić. Tak dla zasady, żeby nie było, że to tekst reklamowy, a nie recenzja. I w ten sposób powstaje kol ejny problem, który dla kogoś, kto kupi te kolumny problemem już nie będzie. Otóż ośmielę się stwierdzić, że w tym zakresie cenowym, jeżeli ktoś szuka niewielkich podstawkowych kolumn o wielkim sercu do muzyki – to nie musi już szukać dalej. Bo to kolumny, które swoim dźwiękiem zaskakują, a jednocześnie można z nimi spędzić całą wieczność słuchając. Dawno nie miałem do czynienia z produktami Pana Woodmana i odpakowując je wiedziałem, że będzie dobrze. Ale że aż tak?

Best Buy.

 

Dystrybutor: SoundSource

Więcej informacji o układach magnetycznych ATC: https://i.nextmedia.com.au/Assets/20160304105906_White_Paper_Super_Linear_Magnet_Technology_ATC.pdf

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*