Tyle historii (do której jeszcze na chwilę wrócimy). A teraz skupmy się na tym, jak u Arcama sprawy wyglądają – czy też raczej grają – na tę chwilę.
Arcam A25 – brzmienie
Brzmienie Arcama A25 określiłbym, jako „ciepła analityczność”, jednakże to oczywiście tylko część – ciekawej tak naprawdę – historii tego wzmacniacza. Bo najnowsza i najwyższa zarazem „integra” Arcama łączy w sobie nasyconą barwę, sporą ilość mikrodetali z konturem. A do tego ma jeszcze przy tym pazur i dynamikę. Co ciekawe, o ile można mu przypisać bardzo wiele cech dobrych wzmacniaczy tranzystorowych, to jest to też brzmienie, które pozbawione jest przykrych wyostrzeń. Bo jest ono też kontrolowane i, że tak to ujmę – odpowiednio „ułożone”. Wzmacniacz nie daje się sprowokować trudnymi aranżacjami, praktycznie zawsze trzymając fason.
Odsłuchy rozpocząłem nieco na luzie, od muzyki bardziej rozrywkowej, skocznej i w pewnym sensie lekkiej, aczkolwiek – ze względu na sporą ilość energii na basie w przypadku niektórych utworów – niekoniecznie dla wzmacniacza. Na „Ready Steady Go” Paula Oakenfolda (ścieżka dźwiękowa z filmu „Collateral”) Arcam zwrócił uwagę nie tylko znakomitym, płynnym, kontrolowanym i dynamicznym przy tym prowadzeniem linii rytmicznej, ale też całościową barwą. Bo była bardzo dobrym połączeniem nasycenia z precyzją, przez co była nie tylko naturalna, co po prostu ciekawa.
W powyższym właśnie kontekście A25 zaskakuje. Bo to jeden z tych wzmacniaczy, który gra dźwiękiem, który nie jest wyblakły. Ma oczywiście swój charakter, bo przecież każdy element w torze audio takowy posiada, zwłaszcza w tej cenie. Jednakże jest to charakter, który jest po prostu zgodny z muzyką, i który da się lubić. Na „Differently” Marian Hill (z doskonałej płyty „Unusual”) słychać, że kolejną ważną cechą u Arcama – oczywiście biorąc poprawkę na cenę – jest ogólna witalność i obecność brzmienia. Arcamowi po prostu chce się grać.
Pochwalić należy także scenę, jaką flagowa integra z serii Radia potrafi wygenerować. Bo o ile, powiedzmy sobie też szczerze, single-ended to nie jest, to w ramach tego, czym A25 de facto jest – to świetnie radzi sobie także z przestrzenią. Pierwszy plan jest mocno obecny, ale i obecna jest aura instrumentów i całego nagrania. Słychać to było wyraźnie i na Adele „Hello” i na koncertowym „The Mysterious Vanishing of Electra” Anny Von Hauswolff.
Jeżeli postawimy Arcama obok bardzo poważnej końcówki mocy w pełnej klasie A i na dodatek w single-ended, to czuć, że wzmacniacz w skali absolutnej nieco kompresuje głębie. Jednakże, co ciekawe, jej nie „skleja”, nie ma tutaj wrażenia, że wzmacniacz uśrednia wszystko. Co, wbrew pozorom, można spotkać dość często w wielu urządzeniach w tej cenie, które oparte są o pierwsze generacje wzmacniaczy w klasie D. Mało tego, ośmielę się stwierdzić, że patrząc poprzez pryzmat ceny A25 – to wzmacniacz ten jest w kwestii właśnie oddania przestrzeni znacznie powyżej średniej.
Arcam A25 – wbudowany DAC i preamp MM
Najwyższa integra producenta z Cambridge posiada wbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy, który – w odróżnieniu od tego w niższych (A5 i A15) modelach – posiada, oprócz wejść koaksjalnych i optycznego, także wejście USB. Słuchając Arcama po USB podłączonego bezpośrednio do cyfrowego transportu – brzmienie wbudowanego przetwornika było po raczej świeżej, konturowej, bardziej naświetlonej, co nie znaczy, że rozjaśnionej – stronie. Jestem w stanie to zrozumieć, podobnie zresztą, jak zastosowanie w tym przypadku układu ESS ES9280A. Rzecz tutaj w tym, że jeżeli popatrzymy na sprawy tak bardziej całościowo, to wygląda to tak: wiele osób będzie korzystać w wbudowanego w Arcama DACa także poprzez Bluetooth, część podłączy go poprzez interfejs S/PDIF to różnych źródeł. A przetworniki bazujące na układach ESS, ze względu na swoją konstrukcję, bardzo dobrze współgrają z takimi źródłami.
A jak ktoś podejdzie do tematu bardziej na poważnie – mówię tutaj o słuchaniu muzyki – to i tak podłączy A25 do zewnętrznego DACa, czy też streamera. Czyli chociażby do, także należącego do serii Radia (a co za tym idzie pasującego chociażby do A25 wzorniczo) streamera ST5. Ten ostatni wspiera obsługuje już Tidal Connect, Roona i tak dalej. Dlatego też, jeżeli teraz powiem, że wbudowany w A25 DAC jest mniej więcej na poziomie zewnętrznych, czy też wolnostojących urządzeń za około 2 tysiące złotych – to nie powinno to nikogo dziwić. Przy czym, proszę mnie źle nie zrozumieć – taki przetwornik nam w zupełności na początek wystarczy, jeżeli będziemy chcieli posłuchać muzyki w jakości (dużo) lepszej, aniżeli to, co oferuje nam Bluetooth. Dołożenie wejścia USB to właśnie – moim zdaniem – ukłon w stronę tych, którzy chcą mieć na teraz wzmacniacz z DACiem, który da im coś faktycznie dobrego na start. Natomiast, chciałbym też podkreślić, że sekcja analogowa, czy też analogowo-wzmacniająca jest w A25 naprawdę na tyle dobra, że spokojnie można do tego wzmacniacza podłączyć źródło za, dajmy na to, te 10 tysięcy złotych – i nie będzie to żaden mezalians.
Jeżeli zaś chodzi o wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy – to obsługuje on tylko wkładki MM. I jego brzmienie jest po raczej czystej, przejrzystej stronie. Nie jest przesadnie zamulony. Jednakże – tutaj sytuacja jest podobna do tej z wbudowanym przetwornikiem cyfrowo-analogowym. To po prostu dobry przedwzmacniacz gramofonowy tak na rozpoczęcie przygody z czarną płytą. Ktoś, kto poważnie potraktuje temat słuchania z gramofonu – i tak kupi dedykowany, zewnętrzny przedwzmacniacz obsługujący także wkładki MC. Natomiast tak, czy inaczej – nie jest to element dodany „żeby był”, bo w ramach tego, czym jest – to nie ma się do czego przyczepić.

