Wracając zaś do klasy G, to tutaj chodzi o to, że – przede wszystkim – końcówka mocy ma dwie szyny zasilające, działające na różnych napięciach. I wzmacniacz pracuje do pewnego momentu na tych o niższym napięciu, uruchamiając te mocniejsze w razie potrzeby. Ale, co chyba bardziej istotne, to fakt, że na tych niższych szynach – przynajmniej, jeżeli wierzyć materiałom Arcama – wzmacniacz A25 pracuje dla mniejszych sygnałów w czystej klasie A.
I żeby nie było, chciałbym podkreślić, że Arcam nie stosuje tego rozwiązania od wczoraj, tylko pierwsze urządzenie z końcówkami mocy pracującymi w taki sposób ujrzało światło dziennie ładnych parę lat temu. Bo w 2009 roku, i było to urządzenie ze wspomnianej na wstępie serii FMJ, a konkretnie AVR600. I A25 w serii Radia nie jest też na tę chwilę jedynym urządzeniem z tą konkretną technologią, bo rzeczoną klasę G można jeszcze u Arcama spotkać chociażby w końcówce mocy PA240.
A25 i A5 – kilka słów o budowie, funkcjonalności i parametrach
Oba wzmacniacze prezentują tę samą, nową linię stylistyczną – Radia – która faktycznie jest ciekawym novum w ofercie marki z Cambridge. A25, jak przystało na flagową integrę, oferuje przy tym najszerszą funkcjonalność. A to dlatego, że o ile oba modele posiadają wbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy i łączność Bluetooth (dwukierunkową, czyli możemy do obu wzmacniaczy Arcama podłączyć także słuchawki Bluetooth), to A25 posiada też wejście USB, w uzupełnieniu do dwóch wejść optycznych i koaksjalnego, jakie – tak porównując – znajdziemy na tylnej ściance w A5.
Jeżeli zaś o możliwości w zakresie mocy chodzi – to A25 oferuje zdrowe 100W na ośmiu omach na kanał, zwiększając tę moc do 165W na kanał przy czterech omach impedancji. Dla porównania, mniejszy i ponad dwukrotnie tańszy A5 (3999 PLN w porównaniu do 8499 PLN) to już bardziej taki klasyczny wzmacniacz zintegrowany w klasie AB, który da nam po 50W mocy na kanał dla, analogicznie, ośmiu omów impedancji. To po prostu taka prosta, schludna, wykonana zgodnie ze sztuką integra, co też jest w sumie – zwłaszcza w dzisiejszych czasach – dobrym znakiem. Tutaj też znajdziemy przetwornik cyfrowo-analogowy na pokładzie, jednak już bez wejścia USB, ale za to wciąż z łącznością Bluetooth.
Oba wzmacniacze – a w zasadzie to „pośredni” A15 także – posiadają regulację głośności zrealizowaną na scalonej drabince rezystorowej. Co postrzegałbym, zwłaszcza w tym segmencie cenowym, raczej jako zaletę. Bo po pierwsze nie będzie problemu ze zrównoważeniem kanałów. A po drugie nie będzie po latach problemów z trzeszczeniem potencjometru.
Pozwolę sobie jeszcze odnieść się do samej stylistyki. O ile zazwyczaj tego nie robię, to tutaj warto zrobić wyjątek. Otóż nawet, jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż „de gustibus non disputandum est”, to trzeba Arcamowi przyznać, że z nowym designem trafił co najmniej dobrze. A to dlatego, że urządzenia te nie z jednej strony nie wyglądają jak bezduszne klocki. A z drugiej zaś, ta stylistyka nie jest – mówiąc potocznie – przekombinowana. Wielu producentów stara się ostatnio stworzyć coś, co stylistycznie będzie się wyróźniać, ale nie zawsze to się udaje. Tutaj mamy doskonały przykład na odpowiednie wyważenie pomiędzy oryginalnością a umiejętnością wkomponowania się w różne otoczenie. Jedna rzecz – to wyświetlacz na przednim panelu jest minimalnie rozmazany, ale chyba taki był tutaj zamysł.
Tyle odnośnie wyglądu. A zanim przejdziemy do opisu samego brzmienia – zaczynając od A25 – to przytoczę jeszcze dwie ciekawostki odnośnie samej marki. Otóż Arcam jako jedyna brytyjska firma wypuściła swego czasu na rynek „poważny” magnetofon typu deck. Mowa o modelu Delta 100, który został wprowadzony w 1992 roku i był produkowany stosunkowo krótko, bo niewiele ponad rok. Ale to też nie jedyny niesztampowy produkt marki z Cambridge. Bo do tych można by też śmiało zaliczyć przetworniki z serii Black Box. Nie zmienia to też faktu, że u nas chyba najlepiej znany był wzmacniacz zintegrowany Delta 270. I to nie bez powodu – był w dawnych czasach jednym z bardziej udanych produktów firmy.


